Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2018

Dredy powodują odciski

Tak w sumie nie pamiętam poranka. Jakoś się obudziłam i czekałam na przyjazd mamy, ale postanowiłam znów iść do wanny, ale dziś bardziej intensywnie niż wczoraj, bo i peeling, balsam, depilacja - ogólnie full serwis. Jestem dumna z tego, co dziś zrobiłam. Znalazłam sposób na dużą ilość piany w wannie! Jeśli piana przy nalewaniu wody robi się w jednym miejscu lub powstaje jej zbyt mało polecam bardziej wymagający, ale przydatny sposób - do napełnienia wanny użyjcie prysznica. Napowietrzona woda będzie mocniej uderzać w tą już obecną w wannie dzięki czemu piany będzie znacznie więcej! Pierwsza samotna noc po zabiegu nie była zbyt przyjemna - każda poprzednia przebiegała spokojnie i bez problemu. Dziś jednak zaczęłam się dusić, a przez ból gardła nie jestem w stanie dobrze odkaszlnąć więc męczyłam się pół godziny w środku nocy. Lekko nawet zawitał do mojej biednej i małej głowy. Po pół godziny udało mi się usnąć i tak wytrzymać do 8.30, później już jakoś leciało. Dziś postanowiłam stand...

Wróciłam i już się tłumaczę

No. Nie pisałam już chyba z tydzień. Na początku nie byłam w stanie tego robić ze względu na okropny ból, który uniemożliwiał jakiekolwiek funkcjonowanie. Kolejne kilka dni byłam mocno otumaniona przez leki przeciwbólowe, co nie dawało mi możliwości składania logicznych zdań. W szpitalu spałam przez większość czasu - jestem przekonana, że to wina kroplówek do których byłam ciągle podłączona. Przy wybudzaniu podobno miałam skurcz w gardle spowodowany astmą, pamiętam jedynie że wyplułam wielką gulę flegmy i chyba spałam dalej, ale nie mam pewności. Wszystkie dni spędzone tam zlewają się w jedną całość, budziłam się rano odmawiałam śniadania, dostawałam kroplówkę, siedziałam chwilę z laptopem i usypiałam, przebudzały mnie momenty zmiany podawanego płynu czy to z rurki czy strzykawki. Odwiedziny mamy poprawiały mi samopoczucie oraz dawały nadzieję, że już niedługo wyjdę, bo to ona właśnie głównie rozmawiała z lekarzami na mój temat. Bartek przyjeżdżał i też trochę mnie wspierał, tyle ile ...

Zrobili to

Przekonana informacją, że mam być gotowa na siódmą przed snem czas poszedł godzinę do przodu. O ósmej faktycznie byłam już gotowa żeby mnie zabrali, przyszli pół godziny później. Miałam się  budzić, wszystko miało być bezbolesne, a koniec był jak zwykle taki sam. To, że przyszli 8.30 nie znaczy, że tak też mnie zabrali - to zrobili 11.55. Pamiętam, że kiedy ległam na łóżku była 12.08, po kilku minutach zaczęłam powoli tracić siłę w  nogach, które zaczęły się rozsuwać. Później tylko pikanie i ja zaczęłam się poddawać, na szczęście nic nie pamiętam z tego, co było. Wybudzanie było lekko niekomfortowe, zakrztusiłam się flegmą, a  dodatkowo miałam podobno jakiś skurcz wywołany astmą, ale na szczęście sytuacja została opanowana. Obiecano mi brak bólu po przebudzeniu, po nim zaś moje gardło sprawiało mi tak niewyobrażalny ból (kiedy tylko otwierałam oczy lub próbowałam zrobić cokolwiek związanego z gardłem zaczynałam płakać nie kontrolując tego odruchu) i robi to cały czas prz...

Przyjęcie do szpitala

Obudziłam się z niechęcią do mijającego czasu. Wiedziałam, że już za kilka godzin muszę być w szpitalu. Postanowiłam się zrelaksować i pozbyć trochę stresu leżąc w wannie. Leżałam w niej ponad godzinę próbując nie myśleć, o tym, co będzie. O 15 dowiedziałam się, że powinnam być o 8.30, ale dwa miesiące temu ktoś wprowadził mnie w błąd. Udało się mnie jeszcze dziś przyjąć. Po godzinie już byłam w moim nowym łóżku. Do szpitala na następny raz wiem, że zabrać trzeba: ręcznik, ubrania, coś do spania, płyn do mycia, papier toaletowy(?), swój internet, ładowarki, drugie buty (no kapcie no). W moim wypadku nie zabierałam jedzenia, bo byłam przekonana, że nie będę mogła dziś już jeść, a jutro zaraz po wycięciu migdałków jedzenie stanie się żartem. Na wywiadzie poinformowałam, że nie mogę dostawać jedzenia z laktozą, a co dostaję na "kolację" (bo kto daje ją o 17tej?) chleb i masło(!) masło ma kurwa mleko. Ogólnie pieczywa nie jem od kilku tygodni, wczoraj trafiły mi się dwie małe k...

Nauka do późna nie jest przyjemna.

Bycie pracownikiem nie jest trudne. Bycie uczniem również nie jest trudne. Bycie panią domu też nie jest trudne. Połącz chociaż te dwie rzeczy, a już dostaniesz świra. Spróbuj być całą trójką na raz! To jest wyzwanie! Codziennie zadaję sobie pytanie 'jak ja to robię?'. Odpowiedzi nadal nie mam. Cyklinowanie podłóg? Oczywiście! Szkoda tylko, że każdy, kto ma robić coś w moim domu zawsze się spóźni! No miałam iść na gospodarkę, ale przez szanownych panów nie zdążyłam, więc opuściłam kolejne 4 godziny siedzenia w szkole na rzecz nauki do sprawdzianu i pojechałam jedynie zaliczyć sprawdzian z matematyki po lekcjach. Później w końcu znalazłam chwilę żeby wskoczyć do Moniki (I hate tattoo) żeby zrobiła zdjęcie mojej ręki, którą skończyła około miesiąca temu. Później spacer do pracy, która przez dzisiejszy zapitol mięła dosyć szybko. Pani od matematyki bardzo często oceny ze sprawdzianu wstawia nawet po godzinie od napisania, a najpóźniej wieczorem tego samego dnia, a dziś jak na zł...

No ja sama nie wiem

No cześć. Jest sukces! 3 dni pod rząd całe w szkole, bez spóźnienia i bez ucieczki! Jestem dumna. Rano widząc na zegarku 6.05 postanowiłam włączyć drzemkę i skończyło się na wyjściu z łóżka o 6.45 mimo wielkiej niechęci. 7.15 wyszłam z domu zapakowana z jedzeniem, zeszytami i wszystkim innym co potrzebne. Czuję się spełniona i rozpiera mnie duma. Do zapowiedzianej kartkówki uczyłam się przez 20 min w autobusie dzięki czemu dostałam z niej 4 na spokojnie, bez stresu (na styk, ale dostałam). W szkole było spokojnie, no w miarę. W pewnym momencie złapałam doła, przez którego ciężko ogarniałam rzeczywistość. Na samą myśl o wzięciu udziału w zakończeniu klas czwartych, gdzie było by widać jedynie mój cień. Nie zapanowałam nad tym, łzy płynęły same. Później chwila spokoju i dopiero po dwóch godzinach wszystko wróciło do normy. Chciałam zostać w szkole do ostatniej godziny, ale nasza nauczycielka dała warunek, że jeśli wszyscy wyjdziemy to dostaniemy obecności - głupotą było by nie skorzystać...

Moja praca w korpo

Tak serio to nie pracuję w korpo. Pracuję dla francuskiej firmy. W sumie niby blisko, ale to jednak nie to. Praca w alkoholowym jest w sumie całkiem lekka, przyjemna i spoko zwłaszcza kiedy nie jest się samemu na sklepie. Jednak to tylko pozory, chyba że w pracy wyłączacie człowieczeństwo i po prostu robicie swoje. Ja jednak mam w sobie bardzo duży odłam altruizmu. Po kilku miesiącach poznałam ten zawód całkiem dobrze i widzę jacy ci ludzie są często smutni. Patrząc na ich zakupy, częstotliwość, to co mówią kiedy trochę wypiją, jak wyglądają ich twarze po każdym kolejnym piwie. Widzę, ze coś im w życiu nie wyszło, a  najgorsze iż nie potrafią sobie z tym poradzić - tym bardziej wybaczyć swoich błędów. Często chciałabym im pomóc nawet rozmową, ale podczas pracy kiedy nie jestem sama nie da się po prostu. Wychodząc ze sklepu dla własnego bezpieczeństwa zapominam, że ich znam. Za duże ryzyko rozmowy, która mogłaby trwać zbyt długo - nie chciałabym zacząć pomagać ludziom znowu. Poleca...

Bariery

Wiele barier można pokonać, ale na pewno nie wszystkie. Ja jestem pewna, że pokonam bariery szkolnej. Muszę odpuścić kilka przyjemności i nie uszczęśliwić pewnej małej duszyczki, bo nadgonienie tematów nie będzie możliwe jeśli w domu prawie mnie nie będzie. Muszę znaleźć kilka zeszytów, książek, a później momentalnie zacząć działać. Spotkanie minęło całkiem spokojnie, ale oczywiście nie był to szczyt moich marzeń. Nie będę się rozwijać na temat spotkania z ojcem. Po prostu nie warto. Sam pobyt do jego przybycia był bardzo przyjemny, ale wszystko co dobre szybko się kończy.  Wróciłam do domu i uświadomiłam sobie, że wcale nie mam lekko (tym razem serio). 350 zł za pralkę przepadło, bo pewien niezbyt  przyjemny człowiek, który miał przywieźć mi pralkę nie jest łaskaw nawet odebrać telefonu, a co dopiero mówić tu o oddaniu pieniędzy albo przywiezieniu mi pralki. W mieszkaniu nic nie chce ze mną współpracować, a pewna część rzeczy czy sprzętów wręcz nie działa zupełnie. Jedyny w...

Wsparcie jest ważne

Ja już chyba mam dosyć. No niby jest dobrze, ale kwestia pieniędzy jest poważniejsza niż może się nam wydawać. Jeszcze wczoraj miałam na koncie 120 zł pożyczone, ale miałam. Wypłatę dostanę w piątek, a właśnie sprawdziłam stan konta, który mnie załamał - zostało 70 zł. To mnie przeraża. W drodze powrotnej z pracy zaczęłam podliczać ile pieniędzy muszę oddać zaraz po  tym jak dostane przelew - jeśli o niczym nie zapomniałam będzie to 723 złotych polskich monet. Śmieszy, a jednocześnie załamuje fakt iż moja wypłata może wynosić ok 800 zł. Jeśli tak będzie to przez kilka miesięcy będę trwać w błędnym kole pożyczania  i oddawania pieniędzy mamie. Bez niej nie dałaby aktualnie rady. Doceniajmy swoich rodziców jeśli tylko chcącą nam pomóc - nie ma co się łudzić, że tak nagle zmieniając tryb życia i biorąc np abonament (komputer poniżej krytyki? weź nowego laptopa z internetem i ciesz się tym póki nie zobaczysz rachunków). Nie jest łatwo, to już wiemy. Co zrobić żeby było lżej? Zre...

Dam radę!

Tak jak myślałam. Moje domysły na temat dnia dzisiejszego sprawdziły się! Zaspałam, ale to nic nowego. Sprawdziłam librusa i doszłam do wniosku, że na jedną lekcje przed okienkiem nie będę iść. Dotarłam na czwartą lekcje, a po piątej wyruszyłam w trasę na paluszki rybne (znowu było zastępstwo). Miałam wrócić w miarę szybko, ale oczywiście nie dałyśmy rady. Z każdym dniem mam co raz mniej ochoty na kontynuowanie tego wszystkiego w takim trybie. Nie myślałam, że po przeniesieniu się na swoje będę chciała porzucić pracę lub szkołę - nigdy nie pałałam dużym uczuciem do tej placówki, jednak w mojej głowie myśli jeszcze ani razu nie było takiego chaosu. Chodząc do szkoły i pracy zupełnie straciłam czas nawet na dbanie o siebie. Wszystko muszę robić na styk, każdego wieczora błagać o siłę o poranku na przeżycie kolejnego dnia. Odliczam dni do nieznanej daty przybicia Bartka do mojego pokoju na stałe. Sama z każdym dniem tracę motywację żeby wstać i walczyć, myśli o zadłużeniu w jakim siedzę...

Bardzo źle...

Myślałam, że powinnam bać się piątku... To był mój błąd. Jednak o początku. Myślicie, że grawitacja łóżka jest duża? Ramiona ukochanej osoby są jeszcze silniejsze. Muszę pamiętać na następny raz żeby nie ustawiać miliona alarmów jeśli nie śpię sama, bo innych może to denerwować, a poranne kłótnie nie są przyjemne. Nie chciałam wstawać. Dotknięcie stopami podłogi i każdy kolejny krok zapowiadał zbliżające się bardzo szybko znienawidzone pobieranie krwi. W samochodzie znaleźliśmy się wyjątkowo szybko jak na nas - nie cieszyło mnie to. Na moje szczęście na drodze było kilka utrudnień, co przedłużyło najgorszą trasę w dniu dzisiejszym. Jednak nic nie może trwać wiecznie - dotarliśmy. Rejestracja i marsz do pielęgniarki (rok temu byłam u niej na szczepieniu i zawsze się ze mnie śmieje, że mam kolczyki i tatuaże a igieł się boję). Było jak zwykle, czyli strasznie - usiadłam na fotelu, Bartek dał mi rękę, byłam bliska płaczu kiedy na ręce znalazła się opaska. Wkłucie jak zwykle było st...