Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2018

Tatuaże

Tak działało już dziś Zaczęło się niewinnie Heh.. No jakby to powiedzieć.. Jeśli ktoś da wam kopa w dupe to ruszycie spełniać swoje marzenia. Od małego dzieciaka chciałam być cała wytatuowana i tatuować innych. Pamiętam, jak jeszcze w Brzezinach oglądałam 'LA ink' na MTV i tak bardzo chciałam żyć jak oni. Chciałam żeby ludzie przychodzili do mnie, prosili o wzór na tatuaż, a ostatecznie wychodzili super zadowoleni dziękując za to, co stworzyłam na ich ciele. Miałam taką fajną lalkę baby born, była interaktywna i wgl, to była moja  pierwsza klientka. Cała   w tatuażach wykonanych mazakami. Nie pamiętam co czułam jak to robiłam, ani ogólnie samej sytuacji, ale kiedy znalazłam ją jakiś czas temu to zrobiło mi się lekko przykro, że nie zrobiłam nic w kierunku spełniania marzeń. Myślałam o tym chwilę, ale no pozostało tylko mówienie co jakiś czas, że chciałabym, ale się boję i jakoś nie mogę sę zebrać z braku możliwości. No i możliwości się znalazły. Nie będę się roz...

POWRÓT WIESIAAAAAAA

Moi kochani no kto z was nie pamięta słynnego Pana Wiesia? Jeśli ktoś faktycznie nie kojarzy tego elementa to kieruję do tego posta jako lekkie wprowadzenie w jego temat. Pamiętacie pewnie to w jakim tempie pracował, ciężko było zobaczyć efekt szybciej niż po trzech dniach. Później była dwuosobowa ekipa do zrobienia toalety i na nich jakoś chyba nie koniecznie narzekałam. Nie byli źli tylko czasem lekko irytowali, a zabić ich chciałam za usyfienie mojej świeżo posprzątanej kuchni. Tak więc można powiedzieć, że w ciągu pół roku miałam na mieszkaniu jednego typa, co to nie koniecznie się spieszył z pracą oraz działał na nerwy bardzo mocno, dwóch z całkiem dobrym tempem i mało irytujących,a teraz pojawiła się trójka! Na początku wydawali się spoko, bo znałam ich już z poprzedniego mieszkania. Po pierwszej wizycie zobaczyłam, że mają super tempo, bo w ciągu jednego dnia rozebrali mi całą dużą łazienkę - no wierzyć mi się nie chciało. Jednak moja pierwsza fascynacja dziś została zniszczona...

Dalej!

Idąc dalej tropem dnia wczorajszego. Nie mogę zrozumieć jak to może się dziać. Normalna rodzina, dobrze działająca, żadnych problemów pod względem ułożenia wychowania. Cała nasza trójka miała strasznie nerwowy nastrój, nie uzasadniony niczym konkretnym, ale musiało być coś w powietrzu, bo dawno nie mieliśmy takiej kumulacji. Aleks jest ze mną od około miesiąca, mama jest niemal codziennie i były zgrzyty - to fakt. Młody denerwował mnie cały czas tym, że nie robi w domu zupełnie nic, a ja muszę dymać jak dziki osioł, a bo czemu nie? Sprzątam tam codziennie, nie mam pojęcia skąd bierze się ten cały syf. Serio. Codziennie coś się znajduje, sensu w tym brakuje zupełnie, ale no albo trzeba umyć podłogi, albo posprzątać w kuchni, albo w swoim pokoju. Zawsze coś jest i nie da się tego uniknąć. Jednak wczoraj kiedy wróciłam po DZIESIĘCIU godzinach do domu, a tak właściwie to nawet i więcej to musiałam zapieprzać w tym domu bez możliwości zjedzenia kanapki czy chociaż porządnego spoczynku w toa...

Tak, tak wiem

Miałam dziś iść na pogrzeb mojej ukochanej nauczycielki angielskiego. W mojej historii edukacji (a pamiętajmy, że to jest moja siódma szkoła) była jedną z niewielu nauczycielek, która miała dla mnie wystarczająco dużo cierpliwości oraz wyrozumiałości. W całym toku edukacji było może pięciu nauczycieli z tak cudownym sercem jak ona. Jednak no właśnie - miałam jechać, ale psychicznie poczułam, że mogę po prostu nie dać rady i albo się popłakać w zbyt dużym stopniu lub po prostu zniknąć czy też zachować się niestosownie. Przez brak możliwości spotkań w większych grupach w wieku młodszym, co za skutkowało na obecnym etapie częstym brakiem prawidłowych odruchów w takich właśnie sytuacjach. Kiedy myślałam o wyjściu i o szykowaniu się w oczach pojawiły się łzy w oczach i wtedy doszłam do wniosku, że jednak nie dziś. Pójdę tam sama, innego dnia pójdę sama odwiedzić ją i tak będzie lepiej. Później tak właściwie ten dzień nie sprawiał mi żadnych dodatkowych emocji. Niby pod koniec czułam się le...

Wracamy do korzeni

Nie dawałam linku do poprzedniego tekstu na snapie, bo byłam ciekawa jak wiele osób wchodzi na facebookowa stronę - od czasu jej założenia, a było to równoległe do powstania bloga, na którym właśnie czytacie ten post przybyło może łącznie z 10 osób. Jest to nieco smutne, więc podaję link jeszcze tutaj i zapraszam do obserwowania, bo posty zawsze są tam wcześniej oraz tam właśnie podaję też wszelkie informacje związane z utrudnieniami : https://www.facebook.com/jak.to.ogarnac/ . Może znowu dam trochę tej głównej tematyki.. Tak jak niejednokrotnie miałam dosyć tej cholernej samodzielności, mieszkania na własną rękę i tego wszystkiego z czym związana była moja wyprowadzka tak teraz myślę, że było warto i nawet wtedy było mi lepiej. Narzekałam na brak pieniędzy, brak wyjść z ludźmi, brak prawa do głupich przyjemności i ogólnie tego nastoletniego luzu. Myślałam, że błędem była wyprowadzka od mamy na to mieszkanie i nie powinnam tego robić, bo przy pracy na pół etatu i dziwnych zachciankac...