Przejdź do głównej zawartości

Dalej!

Idąc dalej tropem dnia wczorajszego. Nie mogę zrozumieć jak to może się dziać. Normalna rodzina, dobrze działająca, żadnych problemów pod względem ułożenia wychowania. Cała nasza trójka miała strasznie nerwowy nastrój, nie uzasadniony niczym konkretnym, ale musiało być coś w powietrzu, bo dawno nie mieliśmy takiej kumulacji. Aleks jest ze mną od około miesiąca, mama jest niemal codziennie i były zgrzyty - to fakt. Młody denerwował mnie cały czas tym, że nie robi w domu zupełnie nic, a ja muszę dymać jak dziki osioł, a bo czemu nie? Sprzątam tam codziennie, nie mam pojęcia skąd bierze się ten cały syf. Serio. Codziennie coś się znajduje, sensu w tym brakuje zupełnie, ale no albo trzeba umyć podłogi, albo posprzątać w kuchni, albo w swoim pokoju. Zawsze coś jest i nie da się tego uniknąć. Jednak wczoraj kiedy wróciłam po DZIESIĘCIU godzinach do domu, a tak właściwie to nawet i więcej to musiałam zapieprzać w tym domu bez możliwości zjedzenia kanapki czy chociaż porządnego spoczynku w toalecie lub wyczekiwanego chociaż szybkiego prysznica. Bartek miał przyjechać po mnie po północy, a tutaj trzeba ogarnąć dzieciaka, kiedy on już postanowił posprzątać w kuchni i to tak całkiem nieźle, ale przecież nie może wszystko wyglądać tak pięknie. Przyszła mama i wtedy dopiero się zaczęło. Nasza wspólna draka doprowadziła do tego, że Aleks wyszedł z domu, ja nie mogłam ruszać się na łóżku, bo bałam się, że jeden ruch i mame zobaczy i będzie coś ode mnie chciała, a ja w głowie miałam jedynie myśl żeby wyszła już, byle szybciej, bo ja nie mogę nic zrobić, mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia w pokoju czy np łazience. Nie mogłam się umyć, nie mogłam się spakować, nie mogłam zrobić nic. Dostawałam szału patrząc na uciekający czas. Nie zaczynałam nawet pisania tekstu, bo nie było żadnej pewności, o której mama wyjdzie i czy np nie wejdzie mi dobra kontynuacja zdań przez, co mogłoby zostać przerwane, a taka sytuacja nigdy nie kończy się dobrze. Ten dzień wyglądał znowu jak wiele z tych, sprzed pół roku. Spójrzcie na pierwszy post, w którym mówię o tym od kiedy mieszkam sama.
Zrobiłam wszystko, co chciałam zrobić, ale nie wyrobiłam się w czasie, bo na przykład kiedy Bartek przyjechał ja dopiero poszłam się na szybko umyć, a on kończył pakować mój plecak pod kątem wyjazdowo - weekendowym.
KONIEC CZWARTKU
Przyjechaliśmy około pierwszej w nocy, jeszcze godzinę trwała zabawa w ogarnianie sznurka (i tak nie wyszło). Ogólnie nie było trudno usnąć, zwłaszcza patrząc na porę dnia oraz godzinę od której nie miałam spokoju. O dziwo dzisiejszy poranek nie był wcale aż tak fatalny jakby można się było spodziewać. Mimo, że znowu nie dane było mi pospać do końca, ale jakoś funkcjonuję mimo, że jest już niemal północ. Dzień mam poczucie jakbym nieco zmarnowała, bo spróbowałam montowania krótkiego filmu i wiem już, że jest to długi i nie zbyt wdzięczny proces. Mój 'filmik' trwał 28 sekund, a zrobienie go zajęło mi około pół godziny. Myślę, że z czasem taki filmik składający się z dwóch zdjęć, krótkiego filmiku oraz trzech zdań mógłby zająć mi około pięciu minut. Może jest to dobry ruch, ale wszystko wyjdzie w czasie.
eluwa.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzieci XXI wieku

Obiecałam na instagramie posta na dziś. To jest mega wygodne, bo mam motywację do działania - no w końcu obiecałam publicznie. Dzisiejszy dzień nie jest niczym specjalnym, pobudka o zdecydowanie zbyt wczesnej porze, godzinę później spacer do kuchni no i tu zaczyna się zdecydowana zmiana nastawienia oraz podejścia do wszystkiego, co do tej pory znałam. Zamiast jakiegoś porządnego śniadania, ewentualnie cholernie mocnej kawy w zamian jego grillowałam marchewkę, pokroiłam paprykę, ogórka i zrobiłam dwa sosy do warzywnych przekąsek. W międzyczasie zjadłam 4 grzanki (na każdej plasterek pomidora), zrobiłam kawę, śniadanie dla Pana zapracowanego - zaniosłam i poszłam dalej walczyć z warzywkami. Spędziłam z tym wszystkim około godziny, ale było warto. Do tej pory siedzę i wcinam te kolorowe cosiki (głupio trochę, że głównie sama, ale no co ja mogę poradzić?), sos chrzanowy na bazie jogurtu naturalnego bez laktozy jest super, a jogurt został w ostatnich dniach moim BOGIEM (dzięki lidl!) ! Był...

Gdzie ona jest?

Gdzie podziała się ta wesoła i rezolutna dziewoja, która chciała tylko żyć swoim życiem? Gdzieś przepadła i została w jakimś losowym miejscu przeszłości puszczając dalej jedynie tę bardziej rozsądną część osobowości. Rozsądna nie znaczy wcale lepsza o czym boleśnie musiałam się przekonać już nie raz i nie dziesięć, radość z życia nie jest już taka sama jak miesiące i lata temu, nie dążę już do swoich marzeń o sławie i rozpoznawalności. Teraz już tylko przeżyć, a nie żyć. W ramach poszukiwania dawnej siebie chcę wprowadzić kilka zmian w codzienności - ciekawe czy się uda. Kiedyś już próbowałam kilku z tych rzeczy, rezygnowałam z tego dość szybko przez brak motywacji. Czy może tym razem uda mi się dłużej niż kilka tygodni, może uda mi się dłużej niż miesiąc, może będę mała zapał do dbania o wszystko w tym siebie większy niż chwilowy.  Kiedy spełniłabym swoje plany świat byłaby dla mnie wygodniejszy i szybszy. Wtedy mogłabym poznać tych wszystkich ludzi na których patrzę godzinami myś...

Coś się dzieje

Pora zacząć działać w swoim życiu. Teraz to chyba jeszcze poważniejsze niż wcześniej. Teraz nie zaczynam mieszkania na koszt mame, a wspólny z Bartkiem. Zaczęłam pracę w żabce, podobało mi się - jednak po 3 tygodniach wszystko psu w dupe. Niby zmienił się właściciel sklepu i to dlatego, ale no ciul. Stwierdziłam, że jakoś to będzie i wcale nie wyszło źle. Zrobiłam dzięki mame kurs masażu gorącymi kamieniami, zaczęłam produkcję mydeł, kul do kąpieli i kilku innych takich podstawowych kosmetyków. Do tego pracuję w naturze (bardzo spoko drogeria), a w międzyczasie jeszcze mój kochany handpoke. Wszystko się powoli układa, oby tak zostało. Chcę zacząć pisać od nowa, ale to wydaje się tak mało realne, że nie wiem czy się uda. Mam nadzieję stać się ambitna i pewniejsza siebie. Niech życie w końcu się do mnie uśmiechnie