Bezsens. Na tym bym mogła zakończyć i każdy by wiedział o co chodzi. Młoda dziewczyna w idealnym związku zaczyna szukać wrażeń, które dawniej były jej codziennością, w której czuła szczęście i spełnienie - jednak całkowicie bez stabilności, pewności jutra czy możliwości. Obecny świat jest pewny i stabilny, a dziewczyna nie czuje sensu ani zadowolenia, pragnie połączenia obu światów. Wszystko wygląda tak, jakby nastolatki żyły w wymiarze, który znika w momencie kiedy zaczyna się druga deka da życia - jakby w noc po dziewiętnastych urodzinach coś lub ktoś przenosił nas do wymiaru ludzi dorosłych, a jedynym sposobem na zatrzymanie tego procederu byłoby nie spanie tej ani żadnej kolejnej nocy. Mimo, że nie ma oficjalnych informacji wydaje się to jedynym, nie do końca logicznym rozwiązaniem problemu zanikającego świata. Z jednej strony chcę kontynuować to spokojne życie, które daje mi upragnioną stabilność, a z drugiej wciąż myślę o tym ile zabawy mnie omija, ile zabawy mogłabym ...
Już nie zwykła nastolatka, a młoda dorosła próbująca zapanować nad chaosem codzienności. A wszystko, co się dzieje nieraz brzmi niewiarygodnie.