Przejdź do głównej zawartości

Coś.

 Mieliście kiedyś tak, że nie ogarnialiście swojego świata? Ale tak max. Tak, że serio nie dało się zrozumieć. Moje małe życie z zewnątrz idealne i wypracowane do ostatniego szczegółu. Takie, o jakim wiele osób w moim wieku może jedynie myśleć - ja po prostu miałam szczęście. Jednak po zagłębieniu się w sytuację dotarło do mnie, że nie jest aż tak pięknie.
Nie wiem czym jest stała praca, która daje pełną satysfakcję. Pracę w naturze uwielbiałam, jednak zarobki tam były całkowicie niewystarczające, głównie przez wymiar godzin. Ok, udało się trafić do zoologa, gdzie odnajduję się całkiem nieźle, ale mimo lepszych zarobków nadal czuję, że nie dostaję tyle na ile robię. Właśnie oglądam moje podrapane przez króliki dłonie, moje ramiona, brzuch i uda przepełnione alergiczną wysypką, moje równie podrapane przedramiona. Moje biedne, zaniedbane przez brak czasu dłonie. Moja twarz, która nie wyraża już żadnych pozytywnych emocji prócz zmęczenia. Ta praca daje mi mega dużo szczęścia, ale również wykańcza mnie tak fizycznie jak i psychicznie - nie wszystkie zwierzęta są zdrowe, nie wszystkie trafiają do nowego domu. Nie będę kłamać - są pieniądze za które byłabym w sanie tak pracować i tak funkcjonować. Żeby szybciej zakończyć wszelkie zobowiązania finansowe zrobię serio wiele. Jednak obecnie nie jestem w stanie nawet pozwolić sobie na większe przyjemności, nie tak to miało wyglądać. 

Tak samo jak nie tak miało wyglądać idealne życie przebojowej nastolatki. Ona chciała żyć, a ja tylko bytuję. Jedynym życiowym celem rezolutnego, gnębionego dziecka było bycie sławnym. Ten cel utrzymywał się przez cały okres dojrzewania, a później dorastania. Moje skrzydła zostały podcięte już miliony razy - dziś dowiedziałam się, że więcej nie będą. Teraz nie łatwo będzie odhodować je tak piękne i ogromne jak były, skoro zostały jedynie pojedyncze pióra. Od czego zacząć? Nikt jeszcze nie wynalazł przecież maści na ich odbudowę - z resztą i tak prawdopodobnie poddałabym się ze smarowaniem ich. Każdy krok będzie trudniejszy, zwłaszcza przy tak dużym braku czasu. Niewielka ilość pieniędzy również nie jest moim sprzymierzeńcem.

Ten blog umarł już dawno. Nie wiem czy będę umiała ciągnąć go dalej, bo on był jednym z fragmentów skrzydeł, które miały mnie prowadzić. Kolejnym fragmentem byli przyjaciele. Większość z nich ma już miano nieznajomych. Pozostali, którzy zostali jak się okazuje nie mają tyle czasu żeby wysłuchać raz moich problemów. Nie jest lekko ani gładko. 

Czy ktokolwiek jeszcze wierzy w to, że może się udać? 

Jest chaos - brak korekty. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzieci XXI wieku

Obiecałam na instagramie posta na dziś. To jest mega wygodne, bo mam motywację do działania - no w końcu obiecałam publicznie. Dzisiejszy dzień nie jest niczym specjalnym, pobudka o zdecydowanie zbyt wczesnej porze, godzinę później spacer do kuchni no i tu zaczyna się zdecydowana zmiana nastawienia oraz podejścia do wszystkiego, co do tej pory znałam. Zamiast jakiegoś porządnego śniadania, ewentualnie cholernie mocnej kawy w zamian jego grillowałam marchewkę, pokroiłam paprykę, ogórka i zrobiłam dwa sosy do warzywnych przekąsek. W międzyczasie zjadłam 4 grzanki (na każdej plasterek pomidora), zrobiłam kawę, śniadanie dla Pana zapracowanego - zaniosłam i poszłam dalej walczyć z warzywkami. Spędziłam z tym wszystkim około godziny, ale było warto. Do tej pory siedzę i wcinam te kolorowe cosiki (głupio trochę, że głównie sama, ale no co ja mogę poradzić?), sos chrzanowy na bazie jogurtu naturalnego bez laktozy jest super, a jogurt został w ostatnich dniach moim BOGIEM (dzięki lidl!) ! Był...

Gdzie ona jest?

Gdzie podziała się ta wesoła i rezolutna dziewoja, która chciała tylko żyć swoim życiem? Gdzieś przepadła i została w jakimś losowym miejscu przeszłości puszczając dalej jedynie tę bardziej rozsądną część osobowości. Rozsądna nie znaczy wcale lepsza o czym boleśnie musiałam się przekonać już nie raz i nie dziesięć, radość z życia nie jest już taka sama jak miesiące i lata temu, nie dążę już do swoich marzeń o sławie i rozpoznawalności. Teraz już tylko przeżyć, a nie żyć. W ramach poszukiwania dawnej siebie chcę wprowadzić kilka zmian w codzienności - ciekawe czy się uda. Kiedyś już próbowałam kilku z tych rzeczy, rezygnowałam z tego dość szybko przez brak motywacji. Czy może tym razem uda mi się dłużej niż kilka tygodni, może uda mi się dłużej niż miesiąc, może będę mała zapał do dbania o wszystko w tym siebie większy niż chwilowy.  Kiedy spełniłabym swoje plany świat byłaby dla mnie wygodniejszy i szybszy. Wtedy mogłabym poznać tych wszystkich ludzi na których patrzę godzinami myś...

Coś się dzieje

Pora zacząć działać w swoim życiu. Teraz to chyba jeszcze poważniejsze niż wcześniej. Teraz nie zaczynam mieszkania na koszt mame, a wspólny z Bartkiem. Zaczęłam pracę w żabce, podobało mi się - jednak po 3 tygodniach wszystko psu w dupe. Niby zmienił się właściciel sklepu i to dlatego, ale no ciul. Stwierdziłam, że jakoś to będzie i wcale nie wyszło źle. Zrobiłam dzięki mame kurs masażu gorącymi kamieniami, zaczęłam produkcję mydeł, kul do kąpieli i kilku innych takich podstawowych kosmetyków. Do tego pracuję w naturze (bardzo spoko drogeria), a w międzyczasie jeszcze mój kochany handpoke. Wszystko się powoli układa, oby tak zostało. Chcę zacząć pisać od nowa, ale to wydaje się tak mało realne, że nie wiem czy się uda. Mam nadzieję stać się ambitna i pewniejsza siebie. Niech życie w końcu się do mnie uśmiechnie