Dokładnie dziś mija rok od podjęcia prawdopodobnie najważniejszej i najtrudniejszej decyzji w moim krótkim życiu. Jeszcze rok temu byłam beztroską, rozpieszczoną dwudziestolatką. Przygotowywałam się do wyjazdu na majówkę z moim narzeczonym, robiłam listy zakupów, kleiłam wykładzinę w przyczepie, planowałam dietę kota na czas mojej nieobecności. Byłam zadowolona, miałam wszystko pod kontrolą, na pozór niczego mi nie brakowało, moje życie było proste, a każda zachcianka spełniona. Jednak tego dnia prócz porannych obowiązków związanych z wyjazdem miałam zaplanowaną rozrywkę tylko dla siebie. Wiedziałam, że taka szansa długo się nie powtórzy, długo nie będę miała możliwości spędzić odrobiny czasu samej i bycia sobą. Przyjaciel zaprosił mnie na winko i gadanie, coś czego nie robiłam od miesięcy, coś czego bardzo potrzebowałam żeby odkryć w jakiej bańce żyłam. Narzeczony zapakował mi dużą ilość alkoholu i powiedział, żebym została tam na noc - zupełnie nieświadomy swojego błędu, n...
Już nie zwykła nastolatka, a młoda dorosła próbująca zapanować nad chaosem codzienności. A wszystko, co się dzieje nieraz brzmi niewiarygodnie.