Przejdź do głównej zawartości

Minął rok.

 Dokładnie dziś mija rok od podjęcia prawdopodobnie najważniejszej i najtrudniejszej decyzji w moim krótkim życiu.

Jeszcze rok temu byłam beztroską, rozpieszczoną dwudziestolatką. Przygotowywałam się do wyjazdu na majówkę z moim narzeczonym, robiłam listy zakupów, kleiłam wykładzinę w przyczepie, planowałam dietę kota na czas mojej nieobecności. Byłam zadowolona, miałam wszystko pod kontrolą, na pozór niczego mi nie brakowało, moje życie było proste, a każda zachcianka spełniona. Jednak tego dnia prócz porannych obowiązków związanych z wyjazdem miałam zaplanowaną rozrywkę tylko dla siebie. Wiedziałam, że taka szansa długo się nie powtórzy, długo nie będę miała możliwości spędzić odrobiny czasu samej i bycia sobą. 

Przyjaciel zaprosił mnie na winko i gadanie, coś czego nie robiłam od miesięcy, coś czego bardzo potrzebowałam żeby odkryć w jakiej bańce żyłam. Narzeczony zapakował mi dużą ilość alkoholu i powiedział, żebym została tam na noc - zupełnie nieświadomy swojego błędu, nigdy już nikomu tak nie zaufa. Po zakończeniu prac przygotowawczych do wyjazdu wróciliśmy do domu, on zaczął szykować się do pracy, a ja do wyjścia. Poszłam na autobus, przekonana że jak zwykle się upije, pogadam głupoty, a za tydzień będzie to tylko mgliste wspomnienie, kontakt znowu się urwie i wrócę do swojego ułożonego życia.

Nie mogłam przewidzieć, tego co się wydarzy. Nie mogłam przewidzieć, że już niewielka ilość alkoholu obudzi dawne uczucie, a ja z każdą chwilą będę chciała je uciszyć co raz większą jego ilością, co na tamten moment niestety dawało zupełnie odwrotny efekt. W pewnym momencie nie wytrzymałam i powiedziałam, co kryło się we mnie, w środku, przyznałam się. Od lat ciągle byłam ślepo zakochana w jednym zdecydowanie zbyt szczupłym chłopaku, to nie była moja liga - zwłaszcza w tym momencie. Spasiona, zakompleksiona, rozpieszczona, roszczeniowa księżniczka, której wszystko podstawia się pod nos. Cieszyłam się, że chociaż jeden człowiek wciąż się mnie tak trzyma.

Z każdym kolejnym kieliszkiem wina, nalewki, wódki, łykiem piwa wszystko się rozwijało w bardzo niespodziewany sposób. Nie tylko ja tego chciałam, nasze plany na przyszłość i uczucie się pokrywały, nie spodziewałam się tego. Ta przegadana noc otworzyła mi oczy, wyciągnęła z bańki, otworzyła nowe drzwi. Tej właśnie nocy podjęłam decyzję o zmianie swojego życia, postanowiłam dojrzeć robiąc coś okropnie szalonego. 

Skutki tej nocy ładnie opisałam w poprzednim poście - klik i będzie wyjaśnione.

Dziś mam 23 lata i spełniam się jako kura domowa, z masą obowiązków, których unikałam przez ostatnie lata, tak samo jak naprawiającej mnie terapii. Tak, dojrzałam i było warto. Każdy może to zrobić.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzieci XXI wieku

Obiecałam na instagramie posta na dziś. To jest mega wygodne, bo mam motywację do działania - no w końcu obiecałam publicznie. Dzisiejszy dzień nie jest niczym specjalnym, pobudka o zdecydowanie zbyt wczesnej porze, godzinę później spacer do kuchni no i tu zaczyna się zdecydowana zmiana nastawienia oraz podejścia do wszystkiego, co do tej pory znałam. Zamiast jakiegoś porządnego śniadania, ewentualnie cholernie mocnej kawy w zamian jego grillowałam marchewkę, pokroiłam paprykę, ogórka i zrobiłam dwa sosy do warzywnych przekąsek. W międzyczasie zjadłam 4 grzanki (na każdej plasterek pomidora), zrobiłam kawę, śniadanie dla Pana zapracowanego - zaniosłam i poszłam dalej walczyć z warzywkami. Spędziłam z tym wszystkim około godziny, ale było warto. Do tej pory siedzę i wcinam te kolorowe cosiki (głupio trochę, że głównie sama, ale no co ja mogę poradzić?), sos chrzanowy na bazie jogurtu naturalnego bez laktozy jest super, a jogurt został w ostatnich dniach moim BOGIEM (dzięki lidl!) ! Był...

Gdzie ona jest?

Gdzie podziała się ta wesoła i rezolutna dziewoja, która chciała tylko żyć swoim życiem? Gdzieś przepadła i została w jakimś losowym miejscu przeszłości puszczając dalej jedynie tę bardziej rozsądną część osobowości. Rozsądna nie znaczy wcale lepsza o czym boleśnie musiałam się przekonać już nie raz i nie dziesięć, radość z życia nie jest już taka sama jak miesiące i lata temu, nie dążę już do swoich marzeń o sławie i rozpoznawalności. Teraz już tylko przeżyć, a nie żyć. W ramach poszukiwania dawnej siebie chcę wprowadzić kilka zmian w codzienności - ciekawe czy się uda. Kiedyś już próbowałam kilku z tych rzeczy, rezygnowałam z tego dość szybko przez brak motywacji. Czy może tym razem uda mi się dłużej niż kilka tygodni, może uda mi się dłużej niż miesiąc, może będę mała zapał do dbania o wszystko w tym siebie większy niż chwilowy.  Kiedy spełniłabym swoje plany świat byłaby dla mnie wygodniejszy i szybszy. Wtedy mogłabym poznać tych wszystkich ludzi na których patrzę godzinami myś...

Coś się dzieje

Pora zacząć działać w swoim życiu. Teraz to chyba jeszcze poważniejsze niż wcześniej. Teraz nie zaczynam mieszkania na koszt mame, a wspólny z Bartkiem. Zaczęłam pracę w żabce, podobało mi się - jednak po 3 tygodniach wszystko psu w dupe. Niby zmienił się właściciel sklepu i to dlatego, ale no ciul. Stwierdziłam, że jakoś to będzie i wcale nie wyszło źle. Zrobiłam dzięki mame kurs masażu gorącymi kamieniami, zaczęłam produkcję mydeł, kul do kąpieli i kilku innych takich podstawowych kosmetyków. Do tego pracuję w naturze (bardzo spoko drogeria), a w międzyczasie jeszcze mój kochany handpoke. Wszystko się powoli układa, oby tak zostało. Chcę zacząć pisać od nowa, ale to wydaje się tak mało realne, że nie wiem czy się uda. Mam nadzieję stać się ambitna i pewniejsza siebie. Niech życie w końcu się do mnie uśmiechnie