Przejdź do głównej zawartości

Pora coś zrobić.

 
No więc jak to było? Zagubiona nastolatka rzucona bez przygotowania na głęboką wodę? Szkoła, praca, samodzielne życie, zwierzęta, związek i jak to ogarnąć?

To wszystko wtedy wydawało się tak bardzo odrealnione i niemożliwe do opanowania, jednak w miarę łatwo byłam w stanie zapanować nad tym chaosem. Wtedy jakimś cudem miałam czas na wszystko, a nawet na codzienne rozrywki, realizowałam się całkiem nieźle w szkole i we własnym rozwoju. Praca była do dupy, obowiązków była masa, zwierzaki dawały w kość, związek był mocno absorbujący, a mnie za parę miesięcy czekała matura. Co wyszło z tego wszystkiego? Jeszcze większy chaos niż ten od którego zaczynałam. Nie tego się wtedy spodziewałam.

Zaczęło się niewinnie, skończyłam szkołę, parę razy zmieniałam pracę, znowu się wyprowadziłam - tym razem już nie sama a ze swoim ukochanym, zawirowania ze zwierzętami, remontami, wyjazdami, szukanie swojej drogi w tym wszystkim. W końcu się udało, ustabilizowałam swoją sytuację życiową, robiłam ,straszne rysunki', miałam przyzwoitego partnera, wspaniałego kota i chomika, nie byłam najszczęśliwsza, ale wierzyłam że tak właśnie wygląda dorosłość - nie można mieć wszystkiego. Skoro nie można mieć wszystkiego to przecież można rzucić wszystko w cholere i zacząć od nowa, ale zaprzepaścić te ostatnie lata układania każdego swojego dnia i całą stabilność? Chyba oszalałam.

Tak. Zdecydowanie oszalałam. Pewnego dnia zrobiłam to nad czym się tyle czasu zastanawiałam - wzięłam i rzuciłam wszystko w cholere.

Co mi to dało? Chłopaka, w którym od lat byłam zakochana, wspaniałego królika, powrót do Łodzi, znaczne zwiększenie kontaktów z mame, pierdyliard nowych obowiązków, zrzucenie 20 kg, odnowienie starych znajomości, nowe znajomości, wzięcie się za siebie nie tylko fizycznie. Nie mogę jakoś ambitnie mówić o realizacji zawodowej, bo mimo że znalazłam tutaj wspaniałą pracę kilka rzeczy się posypało więc siedzę na dupie i mam czas na wzięcie się w przysłowiową garść. Przez poprzednie lata nie musiałam nic w sobie zmieniać, nie musiałam zbyt wiele robić, byłam po prostu leniwą sobą i nikomu to nie przeszkadzało. Dopiero teraz dociera do mnie jak bardzo niezdrowe to było, jak okrutnie destrukcyjne, wyniszczające wewnętrznie. Nie zwracałam na to uwagi, bo żyło się dobrze, ale nie byłam przygotowana do życia wśród ludzi, do funkcjonowania w obecnym środowisku, zapamiętałam świat kilka lat temu nie dopuszczając do głowy żadnych zmian. Teraz widzę, że świat nie stał w miejscu - w przeciwieństwie do mnie.

 Może nie do końca łatwo było ruszyć swoje życie na nowo, ale naoglądałam się filmów i naczytałam wymyślonych historii w internecie, co podkusiło mnie do radykalnych zmian. Radykalnych do tego stopnia, że każda nastolatka oglądająca romansidła może marzyć o takiej historii. 

Zerwane zaręczyny, rzucenie pracy, zmiana miasta, pozostawienie ukochanego kota (nie mam nawet opcji żeby go spotkać i pogłaskać), wyprowadzka w jeden dzień. 

Długo nie wracałam do tych wspomnień. 

Ostatnio widzę bardzo dużo zapytań kobiet o to, jak odejść i zacząć na nowo swoje życie. Nie jest to łatwa decyzja, buduje się w nas przez dłuższy czas - czasem są to miesiące, a czasem lata. Jednak jeśli nie widzimy szans na poprawę mimo wielu prób coś w nas pęka i tak właściwie nie mówię tu jedynie o kobietach, bo mężczyźni też niejednokrotnie stają przed takimi pytaniami. Na horyzoncie brak perspektyw na poprawę, ale też brak innych możliwości niż trwać w tym dalej. Ja miałam na tyle łatwo, że dostałam konkretną propozycję, jeśli rzucę wszystko będę miała gdzie zacząć na nowo - w takiej sytuacji będąc już pewna swojej decyzji skorzystałam z okazji. Jestem w pełni świadoma, że nie każdy będzie miał tyle szczęścia co ja - jednak nigdy nie wiecie kto zaproponuje wam pomoc, więc nie bójcie się pytać nawet znajomych sprzed lat. Mnie uratował przyjaciel, z którym nie miałam kontaktu właściwie od chyba trzech lat, nigdy w życiu bym się tego nie spodziewała po tym jak zakończyliśmy naszą znajomość. Cuda nie są zarezerwowane dla książek i filmów, warto wierzyć w nie na codzień, a nawet na siłę ich szukać, najzwyczajniej nie warto się poddawać. 

Kto normalny spodziewałby się, że chłopak w którym zakochałam się sześć lat temu po trzech latach bez rozmów nagle zaproponuje mi wspólne życie? Otóż odpowiedź jest prosta - nikt. Jeśli bym kiedyś opowiedziała, że rzucę pozornie idealne i ułożone życie żeby żyć z młodzieńczą miłością to każdy by mnie wyśmiał, bo on przez te lata przecież też żył i wtedy wcale nie był mną zainteresowany. Przyjaciółki nie chciały wierzyć nawet, że mój ex który nie mógł się pogodzić z rozstaniem zaproponuje coś takiego mimo regularnych wiadomości od niego. Życie zaskakuje nas na każdym kroku i nie mamy na to wpływu, bo zwyczajnie nie umiemy przewidywać przyszłości.

Ale jak do tego wszystkiego doszło? Byłam sobie ja z coraz gorszym stanem psychicznym, bez większego wsparcia, walczyłam o związek, o idealne życie, o stabilizację - jak duża część dziewczyn w moim wieku (oczywiście tych, które już uznały że się wybawiły i nie potrzebują więcej do szczęścia), dawałam z siebie tyle ile umiałam, ale umiałam niewiele, bo tego zostałam nauczona - wszystko podstawione pod nosek księżniczki. Starałam się i wiedziałam jakie życie chcę mieć, ale nie umiałam tego osiągnąć, co doprowadzało mnie codziennie do szału, tym samym powodując awantury - bardzo nie chciałam tak żyć. Z jednej strony myślałam, że to może tylko przejściowe i zaraz się wszystko unormuje i będziemy sobie żyć jak królowie, z drugiej zaś myślałam o tym, że trwa to już tak długo że prawdopodobnie po prostu nasze temperamenty do siebie nie pasują, ale trwałam. Wszystko wyszło na wierzch po kilku miesiącach wspólnego mieszkania, nie umieliśmy żyć tak samo, każde z nas miało inną wizję przyszłości i teraźniejszości - tych wizji nie dało się połączyć, nie dało się też połączyć naszych przyzwyczajeń wyniesionych z domu, każde z nas miało inny tryb życia i funkcjonowania. Przy tak trwającej sytuacji myślałam o odejściu, ale nie miałam gdzie. Odsunęłam wszystkich znajomych na rzecz związku, odsunęłam się od rodziny, poświęciłam wszystko i zostałam tylko z nim. Bałam się odezwać do starych znajomych, bo co sobie pomyślą? Tyle lat się nie odzywam i teraz nagle chcę pomocy, mieszkania, wsparcia? Oszalałam. Okazało się, że mogłam podjąć tę decyzję nawet wcześniej i znalazłabym wsparcie u dawnych przyjaciół, nie miałam się czego bać. Podobno kto pyta ten nie błądzi - może jest w tym trochę racji. Decyzje bywają trudne, ale kiedy czujemy je w pełni i całym sobą krzyczymy, że tego chcemy warto próbować na wszelkie sposoby. Ewentualne porażki nas najwyżej umocnią. 

Tym właśnie sposobem skorzystałam z danej mi szansy i zaczęłam nowe, wydaje się, że lepsze życie. Cała ta zmiana miała miejsce niemal rok temu. Ten rok bardzo mocno otworzył mi oczy i pokazał jak zniszczyłam swoje możliwości i jak wiele czasu straciłam zamiast się realizować. Teraz kiedy mam pewne wsparcie próbuję w przyspieszonym tempie zbudować to, co powinnam budować od lat. Zawsze jest zły czas żeby zacząć, ale tak samo zawsze jest idealny czas żeby zacząć. Reasumując nigdy nie jesteśmy wystarczająco gotowi żeby zacząć zmiany, ale nigdy nie będzie lepszego czasu niż właśnie teraz. Czekając na moment idealny nie doczekamy się niczego, a jedynie zaprzepaścimy czas który moglibyśmy już poświęcić na cel.

Czy chcę przekazać coś konkretnego? Tak. Teraz jest właściwy czas żeby zrobić coś ze swoim życiem..


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzieci XXI wieku

Obiecałam na instagramie posta na dziś. To jest mega wygodne, bo mam motywację do działania - no w końcu obiecałam publicznie. Dzisiejszy dzień nie jest niczym specjalnym, pobudka o zdecydowanie zbyt wczesnej porze, godzinę później spacer do kuchni no i tu zaczyna się zdecydowana zmiana nastawienia oraz podejścia do wszystkiego, co do tej pory znałam. Zamiast jakiegoś porządnego śniadania, ewentualnie cholernie mocnej kawy w zamian jego grillowałam marchewkę, pokroiłam paprykę, ogórka i zrobiłam dwa sosy do warzywnych przekąsek. W międzyczasie zjadłam 4 grzanki (na każdej plasterek pomidora), zrobiłam kawę, śniadanie dla Pana zapracowanego - zaniosłam i poszłam dalej walczyć z warzywkami. Spędziłam z tym wszystkim około godziny, ale było warto. Do tej pory siedzę i wcinam te kolorowe cosiki (głupio trochę, że głównie sama, ale no co ja mogę poradzić?), sos chrzanowy na bazie jogurtu naturalnego bez laktozy jest super, a jogurt został w ostatnich dniach moim BOGIEM (dzięki lidl!) ! Był...

Gdzie ona jest?

Gdzie podziała się ta wesoła i rezolutna dziewoja, która chciała tylko żyć swoim życiem? Gdzieś przepadła i została w jakimś losowym miejscu przeszłości puszczając dalej jedynie tę bardziej rozsądną część osobowości. Rozsądna nie znaczy wcale lepsza o czym boleśnie musiałam się przekonać już nie raz i nie dziesięć, radość z życia nie jest już taka sama jak miesiące i lata temu, nie dążę już do swoich marzeń o sławie i rozpoznawalności. Teraz już tylko przeżyć, a nie żyć. W ramach poszukiwania dawnej siebie chcę wprowadzić kilka zmian w codzienności - ciekawe czy się uda. Kiedyś już próbowałam kilku z tych rzeczy, rezygnowałam z tego dość szybko przez brak motywacji. Czy może tym razem uda mi się dłużej niż kilka tygodni, może uda mi się dłużej niż miesiąc, może będę mała zapał do dbania o wszystko w tym siebie większy niż chwilowy.  Kiedy spełniłabym swoje plany świat byłaby dla mnie wygodniejszy i szybszy. Wtedy mogłabym poznać tych wszystkich ludzi na których patrzę godzinami myś...

Coś się dzieje

Pora zacząć działać w swoim życiu. Teraz to chyba jeszcze poważniejsze niż wcześniej. Teraz nie zaczynam mieszkania na koszt mame, a wspólny z Bartkiem. Zaczęłam pracę w żabce, podobało mi się - jednak po 3 tygodniach wszystko psu w dupe. Niby zmienił się właściciel sklepu i to dlatego, ale no ciul. Stwierdziłam, że jakoś to będzie i wcale nie wyszło źle. Zrobiłam dzięki mame kurs masażu gorącymi kamieniami, zaczęłam produkcję mydeł, kul do kąpieli i kilku innych takich podstawowych kosmetyków. Do tego pracuję w naturze (bardzo spoko drogeria), a w międzyczasie jeszcze mój kochany handpoke. Wszystko się powoli układa, oby tak zostało. Chcę zacząć pisać od nowa, ale to wydaje się tak mało realne, że nie wiem czy się uda. Mam nadzieję stać się ambitna i pewniejsza siebie. Niech życie w końcu się do mnie uśmiechnie