Kojarzycie jak kilka (może kilkanaście) lat temu były bardzo popularne i pożądane szczoteczki do mycia zębów z tą częścią do usuwania osadu też z języka? Pamiętam sama jak bardzo chciałam żeby mama kupowała mi tylko takie i żadne inne mimo, że nie były najtańsze. Ogólnie nie robiły nic specjalnego (teraz większość szczoteczek ma tę funkcję w standardzie, ale czy ktokolwiek się jeszcze nimi tak jara?), ale były fajne przez co podnosiły tak jakby wewnętrzną samoocenę. Tak w zasadzie chciałam tylko powiedzieć jak bardzo przemijają trendy - tak mnie dziś rano naszło przy myciu zębów. Samodzielność jest fajna. Od niemal trzech lat byłam cały czas gotowa żeby się wyprowadzić i żyć 'na własny rachunek' - wszystko zawsze wyliczone, dopracowane, ogarnięty każdy szczegół, a wszystko dostosowane pod koszt mieszkania. Zawsze zapięte na ostatni guzik, a ja byłam w stanie spakować swoje rzeczy w każdej chwili żeby powiedzieć 'cześć'. Kłótnie z mamą, brak prywatności, przez długi cz...
Już nie zwykła nastolatka, a młoda dorosła próbująca zapanować nad chaosem codzienności. A wszystko, co się dzieje nieraz brzmi niewiarygodnie.