Kojarzycie jak kilka (może kilkanaście) lat temu były bardzo popularne i pożądane szczoteczki do mycia zębów z tą częścią do usuwania osadu też z języka? Pamiętam sama jak bardzo chciałam żeby mama kupowała mi tylko takie i żadne inne mimo, że nie były najtańsze. Ogólnie nie robiły nic specjalnego (teraz większość szczoteczek ma tę funkcję w standardzie, ale czy ktokolwiek się jeszcze nimi tak jara?), ale były fajne przez co podnosiły tak jakby wewnętrzną samoocenę. Tak w zasadzie chciałam tylko powiedzieć jak bardzo przemijają trendy - tak mnie dziś rano naszło przy myciu zębów.
Samodzielność jest fajna. Od niemal trzech lat byłam cały czas gotowa żeby się wyprowadzić i żyć 'na własny rachunek' - wszystko zawsze wyliczone, dopracowane, ogarnięty każdy szczegół, a wszystko dostosowane pod koszt mieszkania. Zawsze zapięte na ostatni guzik, a ja byłam w stanie spakować swoje rzeczy w każdej chwili żeby powiedzieć 'cześć'. Kłótnie z mamą, brak prywatności, przez długi czas problemy z zapraszaniem znajomych, ustalone godziny na wszystko oraz podział obowiązków.
Narzekałam na to wszystko, marzyłam jedynie o ucieczce od tego wszystkiego. Rozumiem moje myślenie w tamtym czasie, jak i w każdym poprzednim przez co nigdy bym nie kazała swojej młodszej wersji nic zmieniać w postępowaniach. To wszystko ukształtowało moją osobę. Jednak w tej chwili czekam już tylko aż cała rodzinka będzie mieszkać już razem. Ciężko jest mi wytrzymać mając pieniędzy ledwo na styk, a często nawet będąc na minusie. Dziś dowiedziałam okazało się, że nie tylko ja nie do końca sobie radzę - moja zawsze idealnie zorganizowana siostra też nie radzi sobie tak dobrze jakbym podejrzewała. Ta sytuacja może być niestety jedyną szansą na poprawę naszych relacji - planuję napisać do niej i zapytać czy chce się spotkać żeby pogadać o tym jak obie sobie radzimy, a właściwie jak tego nie robimy. Ja przechodziłam już poważne załamania psychiczne nie mając wsparcia w nikim, a jeśli już ktoś chciał mi je dać udawałam niechęć póki nie czułam innej opcji przez nacisk jaki ta osoba na mnie wywierała, co później skutkowało ogromną ulgą.
Myślę, że ma to sens. Trzymajcie kciuki za naszą zgodę po dziesięciu latach przeplatanych nienawiścią, zobojętnieniem, czasami wręcz można było odnieść wrażenie, że nie przyznajemy się do siebie. Wszyscy moi znajomi wiedzą, że mam siostrę i co sądzę o naszej relacji i że mimo to wszystko skoczyłabym za nią w ogień, zabić też bym się dała jeśli byłaby taka potrzeba.
Samodzielność jest fajna. Od niemal trzech lat byłam cały czas gotowa żeby się wyprowadzić i żyć 'na własny rachunek' - wszystko zawsze wyliczone, dopracowane, ogarnięty każdy szczegół, a wszystko dostosowane pod koszt mieszkania. Zawsze zapięte na ostatni guzik, a ja byłam w stanie spakować swoje rzeczy w każdej chwili żeby powiedzieć 'cześć'. Kłótnie z mamą, brak prywatności, przez długi czas problemy z zapraszaniem znajomych, ustalone godziny na wszystko oraz podział obowiązków.
Narzekałam na to wszystko, marzyłam jedynie o ucieczce od tego wszystkiego. Rozumiem moje myślenie w tamtym czasie, jak i w każdym poprzednim przez co nigdy bym nie kazała swojej młodszej wersji nic zmieniać w postępowaniach. To wszystko ukształtowało moją osobę. Jednak w tej chwili czekam już tylko aż cała rodzinka będzie mieszkać już razem. Ciężko jest mi wytrzymać mając pieniędzy ledwo na styk, a często nawet będąc na minusie. Dziś dowiedziałam okazało się, że nie tylko ja nie do końca sobie radzę - moja zawsze idealnie zorganizowana siostra też nie radzi sobie tak dobrze jakbym podejrzewała. Ta sytuacja może być niestety jedyną szansą na poprawę naszych relacji - planuję napisać do niej i zapytać czy chce się spotkać żeby pogadać o tym jak obie sobie radzimy, a właściwie jak tego nie robimy. Ja przechodziłam już poważne załamania psychiczne nie mając wsparcia w nikim, a jeśli już ktoś chciał mi je dać udawałam niechęć póki nie czułam innej opcji przez nacisk jaki ta osoba na mnie wywierała, co później skutkowało ogromną ulgą.
Myślę, że ma to sens. Trzymajcie kciuki za naszą zgodę po dziesięciu latach przeplatanych nienawiścią, zobojętnieniem, czasami wręcz można było odnieść wrażenie, że nie przyznajemy się do siebie. Wszyscy moi znajomi wiedzą, że mam siostrę i co sądzę o naszej relacji i że mimo to wszystko skoczyłabym za nią w ogień, zabić też bym się dała jeśli byłaby taka potrzeba.
Komentarze
Prześlij komentarz