Kolejne nie zbyt wspaniałe wspomnienia ze zwolnienia. Kiedy jeszcze tylko podejrzewałam u siebie covida dowiedziałam się, że ta wspaniała psina, która żyła z nami przez ostatnie 12 lat ma guzy na prawie wszystkich organach, nie nadawała się już do operowania. Gorąca prośba o nie nakręcanie się na zapas. Pilnowałam żeby psiak był brany na badania przy każdej dodatkowej okazji, nie tylko raz w roku na kontrolę. W okolicy października/listopada była na badaniach, bo w końcu pojawiła się myśl o jej kastracji. Stan ogólny był całkiem niezły, nie było nic niepokojącego, ale kastracja da tak starego psiaka była już za dużym ryzykiem więc na badaniach się zakończyło. W pierwszych dniach stycznia zaczęła pokazywać, że czuje się źle, nie miała siły chodzić, nie chciała jeść ani pić, widać było ewidentnie że coś nie tak. Z marszu trafiła do weterynarza i po prześwietleniu zostało zauważone jeśli pamięć mnie nie myli 8 guzów różniej wielkości, przez jej wiek i ilość nowotworów nie było możliw...
Już nie zwykła nastolatka, a młoda dorosła próbująca zapanować nad chaosem codzienności. A wszystko, co się dzieje nieraz brzmi niewiarygodnie.