Przejdź do głównej zawartości

chyba znalazłam odpowiedź

 Przez bardzo długi czas nie mogłam wrócić do systematycznego pisanie, pisałam wersje robocze wielu tekstów (ze 129 napisanych postów opublikowanych jest zaledwie 63), ale nie umiałam znaleźć w nich siebie, ciągle coś mi nie pasowało, coś nie grało tak jak trzeba. W tym momencie jak je czytam to widzę, że mają sens, nie są wcale złe - mogłabym je opublikować, ale nie widzę w nich wystarczająco dużo siebie. Niedługo po przeprowadzce do Konstantynowa mój laptop umarł śmiercią tragiczną prawdopodobnie poprzez samobójstwo przez utopienie, po prostu w nocy zalał się łykiem wody z kubka ze słomką (tego gdzie dziura jest tylko na słomkę, która była wtedy wsadzona), od tamtej pory pożyczałam laptopy od różnych osób, pisałam na moim tableto-laptopie, jednak na nich właśnie powstała większość tych nieopublikowanych tekstów. W niedzielę kupiłam dla siebie nowego laptopa, takiego przypływu chęci do pisania nie miałam od dawien dawna, znowu czuję że chcę przekazać coś istotnego od siebie do tej garstki osób czytających to. Dziś w ciągu zaledwie czterech godzin dałam radę dokończyć jeden rozpoczęty wpis, którego nie umiałam podsumować od półtora miesiąca, napisać na brudno kolejny i zacząć jeszcze trzeci. Na pożyczanych sprzętach mimo największych chęci byłam w stanie wystukać jeden króciutki tekścik przez parę dni, faktycznie brakowało mi tej prywatnej przestrzeni, nie umiałam pisać na telefonie będącym do tej pory tym moim bezpiecznym miejscem, tam składanie zdań szło mi jeszcze gorzej niż na cudzych urządzeniach. 

Odreagowywanie swoich wewnętrznych problemów poprzez wylewanie ogromnej ilości liter na ekran jest chyba najlepszym rozwiązaniem dla mojej głowy. Będąc w ciągu publikowania niemal codziennie piłam bardzo dużo alkoholu, do każdego tekstu musiałam mieć jakieś procenty pod ręką, po próbach pisania na trzeźwo już po śmierci mojego sprzętu myślałam, że po prostu brak alkoholu odbiera mi kreatywność i dlatego te teksty są takie bez polotu, zaczęłam więc robić sobie driny, otwierać piwka do pisania, jednak nie przynosiło to efektu. Próbując ciągle wrócić piłam niestety co raz więcej i wpadałam w co raz większą frustrację bycia totalnie wypaloną, koło się zamykało, a ja nie umiałam się z niego wyrwać i przerwać tego ciągu. Obecnie od ponad 3 tygodni moimi jedynymi używkami są kofeina i nikotyna, kolejne potwierdzenie mojej tezy o bezpiecznym miejscu.

Z całego serca cieszę się z powrotu do mojego domku.

Może teraz będzie się też łatwiej ze mną żyło wszystkim innym dookoła, może to był powód moich zachowań. Niczego nie jestem pewna, szukam odpowiedzi tworząc milion możliwych hipotez, z moim szczęściem żadna z nich nie będzie trafna - nigdy bym nie wpadła na to, że mój powrót do pisania będzie związany z zakupem prywatnego laptopa póki nie zrobiłam tego z zupełnie innego powodu, totalnie nie myśląc w tym momencie o sobie.

bajo.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzieci XXI wieku

Obiecałam na instagramie posta na dziś. To jest mega wygodne, bo mam motywację do działania - no w końcu obiecałam publicznie. Dzisiejszy dzień nie jest niczym specjalnym, pobudka o zdecydowanie zbyt wczesnej porze, godzinę później spacer do kuchni no i tu zaczyna się zdecydowana zmiana nastawienia oraz podejścia do wszystkiego, co do tej pory znałam. Zamiast jakiegoś porządnego śniadania, ewentualnie cholernie mocnej kawy w zamian jego grillowałam marchewkę, pokroiłam paprykę, ogórka i zrobiłam dwa sosy do warzywnych przekąsek. W międzyczasie zjadłam 4 grzanki (na każdej plasterek pomidora), zrobiłam kawę, śniadanie dla Pana zapracowanego - zaniosłam i poszłam dalej walczyć z warzywkami. Spędziłam z tym wszystkim około godziny, ale było warto. Do tej pory siedzę i wcinam te kolorowe cosiki (głupio trochę, że głównie sama, ale no co ja mogę poradzić?), sos chrzanowy na bazie jogurtu naturalnego bez laktozy jest super, a jogurt został w ostatnich dniach moim BOGIEM (dzięki lidl!) ! Był...

Gdzie ona jest?

Gdzie podziała się ta wesoła i rezolutna dziewoja, która chciała tylko żyć swoim życiem? Gdzieś przepadła i została w jakimś losowym miejscu przeszłości puszczając dalej jedynie tę bardziej rozsądną część osobowości. Rozsądna nie znaczy wcale lepsza o czym boleśnie musiałam się przekonać już nie raz i nie dziesięć, radość z życia nie jest już taka sama jak miesiące i lata temu, nie dążę już do swoich marzeń o sławie i rozpoznawalności. Teraz już tylko przeżyć, a nie żyć. W ramach poszukiwania dawnej siebie chcę wprowadzić kilka zmian w codzienności - ciekawe czy się uda. Kiedyś już próbowałam kilku z tych rzeczy, rezygnowałam z tego dość szybko przez brak motywacji. Czy może tym razem uda mi się dłużej niż kilka tygodni, może uda mi się dłużej niż miesiąc, może będę mała zapał do dbania o wszystko w tym siebie większy niż chwilowy.  Kiedy spełniłabym swoje plany świat byłaby dla mnie wygodniejszy i szybszy. Wtedy mogłabym poznać tych wszystkich ludzi na których patrzę godzinami myś...

Coś się dzieje

Pora zacząć działać w swoim życiu. Teraz to chyba jeszcze poważniejsze niż wcześniej. Teraz nie zaczynam mieszkania na koszt mame, a wspólny z Bartkiem. Zaczęłam pracę w żabce, podobało mi się - jednak po 3 tygodniach wszystko psu w dupe. Niby zmienił się właściciel sklepu i to dlatego, ale no ciul. Stwierdziłam, że jakoś to będzie i wcale nie wyszło źle. Zrobiłam dzięki mame kurs masażu gorącymi kamieniami, zaczęłam produkcję mydeł, kul do kąpieli i kilku innych takich podstawowych kosmetyków. Do tego pracuję w naturze (bardzo spoko drogeria), a w międzyczasie jeszcze mój kochany handpoke. Wszystko się powoli układa, oby tak zostało. Chcę zacząć pisać od nowa, ale to wydaje się tak mało realne, że nie wiem czy się uda. Mam nadzieję stać się ambitna i pewniejsza siebie. Niech życie w końcu się do mnie uśmiechnie