Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2018

Przyjaciółka

Ten post będzie jednym z bardziej emocjonalnych ze wszystkich, które powstały oraz zapewne powstaną. Dziś opowiem o mojej przyjaciółce, która to już nie pierwszy raz rujnuje moje życie. Jest taka mała wredota - towarzyszy mi już od wielu lat i nie chce mnie zostawić mimo wszelkich prób. Poznałyśmy się kiedy zostałam zupełnie sama oraz bez jakiegokolwiek wsparcia, przyszła,  pokazała że mogę zamknąć się w sobie bez potrzeby rozmów z innymi, próśb o pomoc. Z początku nie ufałam jej, nie potrafiłam przełamać tych barier, chęci kontaktu z innymi, walczyła o moje serce i umysł przez niemal dwa lata, po czym stałyśmy się nierozłączne - w pewnym momencie chciałam zakończyć tę jak się okazało toksyczną znajomość, ale kiedy myślałam że już po wszystkim ona wróciła. Część z was już zrozumiała, że mowa tu o "przyjaciółce" depresji. Teraz wyjaśnię, co takiego zrobiła mi w ciągu ostatnich tygodni. Ci z was którzy czytają mnie dłużej wiedzą, że niejednokrotnie miałam ochotę się poddać w t...

Nauka

Ostatni tekst był w środę to fakt. Chyba zacznę informować o przerwach w innych miejscach niż tylko na sapie (zapraszam berudolf) - tam informuję najbardziej na temat wszelkich przerw czy spóźnień oraz podaję powody takich sytuacji. W czwartek  byłam z mamą na wywiadówce co zaskutkowało przeprosinami od wychowawczyni za sytuację z piątku przed praktykami. Dostałam również zalecenie na badanie czy aby na pewno toleruję gluten oraz żebym spróbowała załatwić sobie indywidualne. Po praktykach jak wrócę do szkoły pójdę do pedagog i dowiem się więcej, bo w razie czego maszynę mam żeby też szyć w domu przez te kilka miesięcy (pierwszy semestr kończy się pod koniec grudnia). Ogólnie ze względu na moje zaległości wychowawczyni pożyczyła mi swoją książkę - jedyną z informacjami potrzebnymi do sprawdzianów. Nie pisałam już, bo postanowiłam się wziąć za naukę, zaznaczyłam sobie karteczkami zakres materiału, który muszę opanować. Poszłam później już spać ze względu na zmęczenie, które dopadło ...

Katastrofa

Wiecie jaki to stres iść na egzamin teoretyczny kiedy nie udaje się wam zdać żadnego próbnego? Od rana robiłam te egzaminy jak dzika, bo nie mogłam spać, mama zawiozła mnie pod ośrodek (super lokalizacja - naprzeciwko aresztu śledczego), chwilę jeszcze chmurzyłam przed wejściem trzęsąc się jak galereta. Chwilę przed czasem weszłam do budynku i czekałam na zaproszenie do sali. Zależało mi na jednym cholernym 'dasz radę' nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo chciałam żeby Bartek wysłał mi taką wiadomość, gdyby on i mama (ona to zrobiła) rano mi powiedzieli, że dam radę wynik byłby prawdopodobnie pozytywny. Rozumiem, że mój luby w nocy musiał zrobić kurs od siebie w sumie do mojej mamy, ale do jasnej cholery! Ja potrafiłam wstać po dwóch godzinach snu tyko po to żeby napisać mu to 'dasz radę' przed jakimkolwiek egzaminem na studiach jeśli chociaż lekko się stresował. Pilnowałam żeby czuł we mnie wsparcie i może na mnie liczyć, a dziś kiedy miałam najgorszy ze wszystkich e...

Sen

Czy tylko mnie dziś tak sen ciągnie? Obudziłam się rano, nie mogłam zleźć z łóżka dłużej niż zwykle, odkładałam to przez niemal pół godziny. Kiedy już dokonałam zacnego czynu podniesienia zadu musiałam ogarnąć siebie w tempie bardzo szybkim. Jakoś wyszło i zdążyłam wyjść nawet na czas oraz w ramach zaskoczenia spóźnione były jedynie tramwaje - debil był na czas. Dotarliśmy do naszej zacnej pracy. Prawie każdy narzeka na swoje praktyki, bo trzeba zapierdalać przez całe 8 godzin i ciągle coś robić. My mamy jednak szczęście - w tym samym zakładzie miałam staż niemal rok temu więc znałam już kierownictwo oraz ludzi przy których będę pracować, a tym samym stres był znacznie mniejszy. Nasza praca nie jest zbyt skomplikowana ani męcząca, trwa 6 godzin w czasie których jest około godziny przerwy (jeśli nie więcej - zależy jak często wychodzimy zapalić). Jednak mimo braku przemęczania się przez  ostatnie 60 minut usypiałam tnąc rozmiarówki i składając pakieciki - oczy zamykały się same bez...

Znowu świat mnie nienawidzi.

Nawiązując do wyprawy na Wrocław. Wtedy się zaczęło. Dojechaliśmy pod sky tower chwilę przed ostatnim wjazdem i okazało się że bilety są już wyprzedane na dziś więc możemy sobie w poniedziałek kupić bilety na środę. Kręciliśmy się po mieście kilka godzin w poszukiwaniu regionalnego piwa, dopiero w drodze powrotnej kierowaliśmy się na znaleziony w internecie sklep. Faktycznie, tam mieliśmy całkiem spory wybór, ale zanim dojechaliśmy do niego po ponad pół godziny kręcenia się dookoła niego. Najbardziej regionalne piwo wyszło niewiele wcześniej niż my przyjechaliśmy - było to lekko przykre, ale dobra, udało się wziąć inne produkowane we Wrocławiu. Sama trasa w towarzystwie piwa, dobrego towarzystwa, dobrej muzyki i klimatu pozwoliła mi na lekkie rozluźnienie. To wszystko jednak doprowadziło również do bólu gardła, braku głosu, kaszlu i ogólnego osłabienia (śpiew przy wszystkich otwartych oknach to nie zawsze dobry pomysł). Dziś zaczął męczyć mnie ból żołądka i jelit spowodowany wczoraj...