Nawiązując do wyprawy na Wrocław. Wtedy się zaczęło.
Dojechaliśmy pod sky tower chwilę przed ostatnim wjazdem i okazało się że bilety są już wyprzedane na dziś więc możemy sobie w poniedziałek kupić bilety na środę. Kręciliśmy się po mieście kilka godzin w poszukiwaniu regionalnego piwa, dopiero w drodze powrotnej kierowaliśmy się na znaleziony w internecie sklep. Faktycznie, tam mieliśmy całkiem spory wybór, ale zanim dojechaliśmy do niego po ponad pół godziny kręcenia się dookoła niego.
Najbardziej regionalne piwo wyszło niewiele wcześniej niż my przyjechaliśmy - było to lekko przykre, ale dobra, udało się wziąć inne produkowane we Wrocławiu. Sama trasa w towarzystwie piwa, dobrego towarzystwa, dobrej muzyki i klimatu pozwoliła mi na lekkie rozluźnienie. To wszystko jednak doprowadziło również do bólu gardła, braku głosu, kaszlu i ogólnego osłabienia (śpiew przy wszystkich otwartych oknach to nie zawsze dobry pomysł).
Dziś zaczął męczyć mnie ból żołądka i jelit spowodowany wczorajszym zjedzeniem loda. Wizyty w toalecie kilka razy wczoraj wieczorem, w nocy, od rana, później w Brzezinach.
Lekko nie jest na szczęście Asia dała mi leki na poprawę mojego stanu, które zadziałały prawidłowo, ta kobieta teoretycznie będąca moją macocha często mam wrażenie że kocha mnie równie mocno jak moja własna mama.
Zostałam jednak na noc w Brzezinach. Spędzę trochę czasu z moim braciszkiem. Nie jest lekko będąc mocno przeziębioną próbować wytrzymać taki dzień. Wzięłam saszetke na przeziębienie, leki na żołądek, ale leków na nerwice wywołaną obecnością oraz zachowaniem ojca nie mam.
Kiedy już wszystko zaczęło się układać, zdrowie zaczęło prawie działać, imprezy zaczęły się kręcić, bóle były co raz bardziej znośne to oczywiście musiało się coś popsuć i musiała pojawić się kolejna choroba. (miałam kilka dodatkowych linijek tekstu, ale piszę na telefonie i coś się zjebalo i zniknęły).
Chce żeby tylko było spokojniej. Żeby żołądek zaczął działać a organizm trudniej przyjmował nowe choroby. Nie wiem czy dojdę do takiego etapu.
Dojechaliśmy pod sky tower chwilę przed ostatnim wjazdem i okazało się że bilety są już wyprzedane na dziś więc możemy sobie w poniedziałek kupić bilety na środę. Kręciliśmy się po mieście kilka godzin w poszukiwaniu regionalnego piwa, dopiero w drodze powrotnej kierowaliśmy się na znaleziony w internecie sklep. Faktycznie, tam mieliśmy całkiem spory wybór, ale zanim dojechaliśmy do niego po ponad pół godziny kręcenia się dookoła niego.
Najbardziej regionalne piwo wyszło niewiele wcześniej niż my przyjechaliśmy - było to lekko przykre, ale dobra, udało się wziąć inne produkowane we Wrocławiu. Sama trasa w towarzystwie piwa, dobrego towarzystwa, dobrej muzyki i klimatu pozwoliła mi na lekkie rozluźnienie. To wszystko jednak doprowadziło również do bólu gardła, braku głosu, kaszlu i ogólnego osłabienia (śpiew przy wszystkich otwartych oknach to nie zawsze dobry pomysł).
Dziś zaczął męczyć mnie ból żołądka i jelit spowodowany wczorajszym zjedzeniem loda. Wizyty w toalecie kilka razy wczoraj wieczorem, w nocy, od rana, później w Brzezinach.
Lekko nie jest na szczęście Asia dała mi leki na poprawę mojego stanu, które zadziałały prawidłowo, ta kobieta teoretycznie będąca moją macocha często mam wrażenie że kocha mnie równie mocno jak moja własna mama.
Zostałam jednak na noc w Brzezinach. Spędzę trochę czasu z moim braciszkiem. Nie jest lekko będąc mocno przeziębioną próbować wytrzymać taki dzień. Wzięłam saszetke na przeziębienie, leki na żołądek, ale leków na nerwice wywołaną obecnością oraz zachowaniem ojca nie mam.
Kiedy już wszystko zaczęło się układać, zdrowie zaczęło prawie działać, imprezy zaczęły się kręcić, bóle były co raz bardziej znośne to oczywiście musiało się coś popsuć i musiała pojawić się kolejna choroba. (miałam kilka dodatkowych linijek tekstu, ale piszę na telefonie i coś się zjebalo i zniknęły).
Chce żeby tylko było spokojniej. Żeby żołądek zaczął działać a organizm trudniej przyjmował nowe choroby. Nie wiem czy dojdę do takiego etapu.
Komentarze
Prześlij komentarz