Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2018

Kotlecie ufam Tobie

Wczoraj postanowiłam jednak z moim biednym kręgosłupem pojechać do szpitala. Nie mogłam chodzić, siedzieć, leżeć - no zupełnie nie nadawałam się do życia, a przecież rano egzamin zawodowy (wypada być). Mama nie mogła ze mną jechać, udało mi się wyciągnąć Sylwię (tytułowy Kotlet) żeby ze mną pojechała. Udało się nam dotrzeć do szpitala, poczekałyśmy aż pozwolą nam podejść i kiedy powiedziałam o co chodzi to mnie wygonili. Po prostu powiedzieli mi 'proszę jechać do tego albo tego szpitala tutaj nie czego pani szukać' (no może nie do końca tak, ale z zamysłem wypierdalaj). Pojechałyśmy do bliższego szpitala gdzie babeczka na recepcji przyjmowała każdego, a kiedy podeszłam ja to czekałam na nią pół godziny, bo sobie łaziła z tyłu i miała mnie w dupie. Kiedy już się doczekałam rozmowy z nią powiedziała, że to będzie kilka godzin czekania, bo ortopedzi są zajęci to stwierdziłam, że skontaktuję się z mamą i wrócę za 2 minuty i powiem czy ma mnie rejestrować czy nie. Zadzwoniłam do mam...

Dzieci XXI wieku

Obiecałam na instagramie posta na dziś. To jest mega wygodne, bo mam motywację do działania - no w końcu obiecałam publicznie. Dzisiejszy dzień nie jest niczym specjalnym, pobudka o zdecydowanie zbyt wczesnej porze, godzinę później spacer do kuchni no i tu zaczyna się zdecydowana zmiana nastawienia oraz podejścia do wszystkiego, co do tej pory znałam. Zamiast jakiegoś porządnego śniadania, ewentualnie cholernie mocnej kawy w zamian jego grillowałam marchewkę, pokroiłam paprykę, ogórka i zrobiłam dwa sosy do warzywnych przekąsek. W międzyczasie zjadłam 4 grzanki (na każdej plasterek pomidora), zrobiłam kawę, śniadanie dla Pana zapracowanego - zaniosłam i poszłam dalej walczyć z warzywkami. Spędziłam z tym wszystkim około godziny, ale było warto. Do tej pory siedzę i wcinam te kolorowe cosiki (głupio trochę, że głównie sama, ale no co ja mogę poradzić?), sos chrzanowy na bazie jogurtu naturalnego bez laktozy jest super, a jogurt został w ostatnich dniach moim BOGIEM (dzięki lidl!) ! Był...

Definitywnie

Ogólnie lekko nie jest. W ostatnim czasie wszystko się pogarsza i leci w dół maksymalnie szybko. Nie potrafię ogarnąć tego wszystkiego, co się dzieje. Aleks się do mnie wprowadził, męczy mnie to dziecko strasznie - nie potrafi, a nawet nie chce robić w domu nic poza swoim pokojem, a nawet w nim nie robi zbyt wiele. Wyobraźcie sobie, że muszę robić tyle samo co wcześniej, a nawet niejednokrotnie więcej, bo przecież jest tu dodatkowa osoba. Staram się robić wszystko maksymalnie dobrze, ale nie daję już rady. Mam wrażenie, że kręgosłup jest w co raz gorszym stanie, a ja nie mam czasu żeby coś zrobić z nim cokolwiek konkretnego. Wróciłam do szkoły ze świadomością, że mam ciężką sytuację. Przychodzę, panika pełna, ale ogólnie stwierdziłam że dam radę. Zaliczyłam nawet wf (muszę napisać egzamin taki z zasad siatkówki, koszykówki i wgl) - zostało tylko przygotowanie produkcji, które jest jutro i wtedy będę miała już jasną sytuację co do moich ocen. Jutro o godzinie 10.30 dowiem się czy zdaję...

Tramwaje pojebało

Wczorajszy dzień przyniósł mi pewne trudności i przemyślenia. Praktyki zakończyłam z oceną bardzo dobrą, jestem szczęśliwa mimo iż wiem, że nie zasłużyłam na taką ocenę. Chodziłam tyle na ile mogłam sobie pozwolić przy wizytach u lekarzy i ogólnym samopoczuciu. Kiedy już byłam pracowałam na 80%, nie byłam w stanie dawać z siebie wszystkiego wiedząc, że nie dostanę za to wynagrodzenia. Łącząc swój altruizm oraz zapotrzebowanie na pieniądze zgodziłam się wziąć zlecenie inwentaryzacji w zoologicznym - nie wiedziałam jednam, że aż tak odbije się to na mojej psychice. Liczenie zaczęłam od wszelkiego rodzaju zabawek dla kotów o godzinie 22.00 (no tak mniej więcej), ten dział skończyłam po czterech godzinach. Na odchodne dostałam spławiki wędkarskie do segregacji a następnie liczenia, po około 20 min dostałam dziewczynę do pomocy, a później przyszła jeszcze jedna i jakoś to poszło. Wyszłam dokładnie 03.02, bo nie mogłam załadować na stronie mojego identyfikatora. Chciałam skończyć o tej godz...

Brat

Wiecie co jest gorsze od niekontrolowanych napadów płaczu? Głupi młodszy brat, który nie potrafi używać mózgu. Nie wiem gdzie ten kod genetyczny zgubił drogę, ale ja zachowywałam się w ten sposób będąc w podstawówce, a i wtedy szło mi lepiej, bo umiałam określić, gdzie jest coś czego znam lokalizację. Ale on nie! Jest stacja rowerów miejskich i on wie, że ona tam jest to idzie tam i twierdzi, że on wie że ona tam jest ale dziś jej tam nie było. No kurwa. Ja serio go kocham, ale nie rozumiem jak można tak się zachowywać. To, co opisałam jest jedną z najkrótszych i najmniej irytujących kwestii z nim związanych. Mieszkamy razem od kilku dni, ale jest tak jak podejrzewałam - brak szans na powodzenie. On nie dość, że z faktu braku internetu niemal pół dnia przesypia, a w pozostałym czasie podobno uczy się do szkoły, ale oczywiście telefon cały czas na ładowarce, jakby był to jego mózg. Właśnie, wspomniałam już że od środy zdążył popsuć 2 ładowarki, bo ma gniazdko nad głową? Jeśli nie to już...