Wczoraj postanowiłam jednak z moim biednym kręgosłupem pojechać do szpitala. Nie mogłam chodzić, siedzieć, leżeć - no zupełnie nie nadawałam się do życia, a przecież rano egzamin zawodowy (wypada być). Mama nie mogła ze mną jechać, udało mi się wyciągnąć Sylwię (tytułowy Kotlet) żeby ze mną pojechała. Udało się nam dotrzeć do szpitala, poczekałyśmy aż pozwolą nam podejść i kiedy powiedziałam o co chodzi to mnie wygonili. Po prostu powiedzieli mi 'proszę jechać do tego albo tego szpitala tutaj nie czego pani szukać' (no może nie do końca tak, ale z zamysłem wypierdalaj). Pojechałyśmy do bliższego szpitala gdzie babeczka na recepcji przyjmowała każdego, a kiedy podeszłam ja to czekałam na nią pół godziny, bo sobie łaziła z tyłu i miała mnie w dupie. Kiedy już się doczekałam rozmowy z nią powiedziała, że to będzie kilka godzin czekania, bo ortopedzi są zajęci to stwierdziłam, że skontaktuję się z mamą i wrócę za 2 minuty i powiem czy ma mnie rejestrować czy nie. Zadzwoniłam do mame i ona powiedziała żebym tyko się spytała czy robią USG i ewentualnie jutro przyjedziemy, wchodzimy na szpital, a babka siedziała sobie z tyłu i wpierdalała coś mając totalnie w dupie to że tam siedzę, po 15 minutach się poddałam. Ogólnie siedział tam też koleś, który widział nas, bo spoglądał regularnie w naszą stronę, ale też miał to w dupie, bo oglądał mecz na żywo! No halo. Ludzie jesteście na dyżurze w szpitalu, co oznacza że powinni was interesować raczej ludzie, którzy przychodzą, a nie.
Od mamy dostałam jej leki na kręgosłup, mam nadzieję ze coś z tego będzie. Mame zrobiła też masaż, co nieco pomogło, ale nie na długo. Po niecałej godzinie znowu bolało i nie mogłam usnąć bardzo długo. Od rana musiałam wziąć znowu przeciwbólowe i to w nie małej ilości żeby być w stanie dotrzeć na egzamin. Kiedy wróciłam do domu po chwili znowu plecy padły i mogłam jedynie leżeć na płasko. Dopiero przed wyjściem do mamy na masaż wzięłam kolejną dawkę żeby być w stanie przejść na autobus i z autobusu.
Po masażu stwierdziłyśmy, że jak tylko skończy się mecz to jedziemy na kolejny szpital (już trzeci). Dobra, nastała ta godzina - jedziemy, dotarłyśmy, a pan nam mówi że bez skierowania to przynajmniej 6 godzin czekania. Spytacie dlaczego tak długo? Dużo ludzi? Nie. Może po prostu nie ma jeszcze lekarza? Nie. Jako jedyni w województwie mają chirurgię jakąś tam i przyjechały już trzy osoby z uciętą ręką, a na logikę oni mają pierwszeństwo. Wygonili nas do kolejnego szpitala. Dobra, jedziemy bez większej nadziei jeśli mam być zupełnie szczera - no bo to już czwarty szpital. Tutaj nas przyjęli od razu bez żadnych problemów, do lekarza czekałam tylko chwilę, później prześwietlenie i wszystko jasne. No ogólnie tragedii nie ma - przede wszystkim nic nie jest złamane. Dostałam żel przeciwbólowy, mocniejsze przeciwbólowe - mocniejsze nawet niż mój ukochany tramapar (tramal + paracetamol). Ogólnie mam brać te leki i się smarować przez 10 dni, a jeśli nadal będzie boleć mam iść do mojego lekarza pierwszego kontaktu. Zobaczymy co będzie dalej.
Od mamy dostałam jej leki na kręgosłup, mam nadzieję ze coś z tego będzie. Mame zrobiła też masaż, co nieco pomogło, ale nie na długo. Po niecałej godzinie znowu bolało i nie mogłam usnąć bardzo długo. Od rana musiałam wziąć znowu przeciwbólowe i to w nie małej ilości żeby być w stanie dotrzeć na egzamin. Kiedy wróciłam do domu po chwili znowu plecy padły i mogłam jedynie leżeć na płasko. Dopiero przed wyjściem do mamy na masaż wzięłam kolejną dawkę żeby być w stanie przejść na autobus i z autobusu.
Po masażu stwierdziłyśmy, że jak tylko skończy się mecz to jedziemy na kolejny szpital (już trzeci). Dobra, nastała ta godzina - jedziemy, dotarłyśmy, a pan nam mówi że bez skierowania to przynajmniej 6 godzin czekania. Spytacie dlaczego tak długo? Dużo ludzi? Nie. Może po prostu nie ma jeszcze lekarza? Nie. Jako jedyni w województwie mają chirurgię jakąś tam i przyjechały już trzy osoby z uciętą ręką, a na logikę oni mają pierwszeństwo. Wygonili nas do kolejnego szpitala. Dobra, jedziemy bez większej nadziei jeśli mam być zupełnie szczera - no bo to już czwarty szpital. Tutaj nas przyjęli od razu bez żadnych problemów, do lekarza czekałam tylko chwilę, później prześwietlenie i wszystko jasne. No ogólnie tragedii nie ma - przede wszystkim nic nie jest złamane. Dostałam żel przeciwbólowy, mocniejsze przeciwbólowe - mocniejsze nawet niż mój ukochany tramapar (tramal + paracetamol). Ogólnie mam brać te leki i się smarować przez 10 dni, a jeśli nadal będzie boleć mam iść do mojego lekarza pierwszego kontaktu. Zobaczymy co będzie dalej.
Komentarze
Prześlij komentarz