Wczorajszy dzień przyniósł mi pewne trudności i przemyślenia.
Praktyki zakończyłam z oceną bardzo dobrą, jestem szczęśliwa mimo iż wiem, że nie zasłużyłam na taką ocenę. Chodziłam tyle na ile mogłam sobie pozwolić przy wizytach u lekarzy i ogólnym samopoczuciu. Kiedy już byłam pracowałam na 80%, nie byłam w stanie dawać z siebie wszystkiego wiedząc, że nie dostanę za to wynagrodzenia. Łącząc swój altruizm oraz zapotrzebowanie na pieniądze zgodziłam się wziąć zlecenie inwentaryzacji w zoologicznym - nie wiedziałam jednam, że aż tak odbije się to na mojej psychice. Liczenie zaczęłam od wszelkiego rodzaju zabawek dla kotów o godzinie 22.00 (no tak mniej więcej), ten dział skończyłam po czterech godzinach. Na odchodne dostałam spławiki wędkarskie do segregacji a następnie liczenia, po około 20 min dostałam dziewczynę do pomocy, a później przyszła jeszcze jedna i jakoś to poszło. Wyszłam dokładnie 03.02, bo nie mogłam załadować na stronie mojego identyfikatora. Chciałam skończyć o tej godzinie i tak też się stało. Na zewnątrz orzeźwił mnie mroźny wiatr i wcale nie cieplejsze powietrze. Do domu szłam pół godziny ledwo dając radę żeby nie umrzeć z zimna. Serio. Dawno nie czułam aż takiego mrozu w mojej kurteczce. Po powrocie chciałam jak najszybciej iść spać, bo chciałam zdążyć na ósmą do lekarza - jednak przez tramwaje, które w tych godzinach bardzo intensywnie wyjeżdżają z zajezdni swoją jedyną drogą czyli ulicą pod moim oknem udało mi się to dopiero chwilę przed piątą. Taka kolej rzeczy za skutkowała niespełna czterema godzinami snu, a także tym iż nie trafiłam do lekarza - co jest równoznaczne z brakiem recepty czyli znowu w naszym życiu pojawią się gumowi przyjaciele. Moim planem była wizyta u Asi w Brzezinach, a później jeszcze u babci - dawno mnie tam nie było. Ledwo zdążyłam na autobus przez to całe zamieszanie.
Sytuacja po drugiej stronie mojej rodziny nie wygląda ciekawie i niestety muszę znowu bardziej interesować się tym stanem rzeczy.
U babci usnęłam po obiedzie.
A tak wgl to śniły mi się później te zabawki dla kotów.
Praktyki zakończyłam z oceną bardzo dobrą, jestem szczęśliwa mimo iż wiem, że nie zasłużyłam na taką ocenę. Chodziłam tyle na ile mogłam sobie pozwolić przy wizytach u lekarzy i ogólnym samopoczuciu. Kiedy już byłam pracowałam na 80%, nie byłam w stanie dawać z siebie wszystkiego wiedząc, że nie dostanę za to wynagrodzenia. Łącząc swój altruizm oraz zapotrzebowanie na pieniądze zgodziłam się wziąć zlecenie inwentaryzacji w zoologicznym - nie wiedziałam jednam, że aż tak odbije się to na mojej psychice. Liczenie zaczęłam od wszelkiego rodzaju zabawek dla kotów o godzinie 22.00 (no tak mniej więcej), ten dział skończyłam po czterech godzinach. Na odchodne dostałam spławiki wędkarskie do segregacji a następnie liczenia, po około 20 min dostałam dziewczynę do pomocy, a później przyszła jeszcze jedna i jakoś to poszło. Wyszłam dokładnie 03.02, bo nie mogłam załadować na stronie mojego identyfikatora. Chciałam skończyć o tej godzinie i tak też się stało. Na zewnątrz orzeźwił mnie mroźny wiatr i wcale nie cieplejsze powietrze. Do domu szłam pół godziny ledwo dając radę żeby nie umrzeć z zimna. Serio. Dawno nie czułam aż takiego mrozu w mojej kurteczce. Po powrocie chciałam jak najszybciej iść spać, bo chciałam zdążyć na ósmą do lekarza - jednak przez tramwaje, które w tych godzinach bardzo intensywnie wyjeżdżają z zajezdni swoją jedyną drogą czyli ulicą pod moim oknem udało mi się to dopiero chwilę przed piątą. Taka kolej rzeczy za skutkowała niespełna czterema godzinami snu, a także tym iż nie trafiłam do lekarza - co jest równoznaczne z brakiem recepty czyli znowu w naszym życiu pojawią się gumowi przyjaciele. Moim planem była wizyta u Asi w Brzezinach, a później jeszcze u babci - dawno mnie tam nie było. Ledwo zdążyłam na autobus przez to całe zamieszanie.
Sytuacja po drugiej stronie mojej rodziny nie wygląda ciekawie i niestety muszę znowu bardziej interesować się tym stanem rzeczy.
U babci usnęłam po obiedzie.
A tak wgl to śniły mi się później te zabawki dla kotów.
Komentarze
Prześlij komentarz