Przejdź do głównej zawartości

Nauka

Ostatni tekst był w środę to fakt. Chyba zacznę informować o przerwach w innych miejscach niż tylko na sapie (zapraszam berudolf) - tam informuję najbardziej na temat wszelkich przerw czy spóźnień oraz podaję powody takich sytuacji.
W czwartek  byłam z mamą na wywiadówce co zaskutkowało przeprosinami od wychowawczyni za sytuację z piątku przed praktykami. Dostałam również zalecenie na badanie czy aby na pewno toleruję gluten oraz żebym spróbowała załatwić sobie indywidualne. Po praktykach jak wrócę do szkoły pójdę do pedagog i dowiem się więcej, bo w razie czego maszynę mam żeby też szyć w domu przez te kilka miesięcy (pierwszy semestr kończy się pod koniec grudnia). Ogólnie ze względu na moje zaległości wychowawczyni pożyczyła mi swoją książkę - jedyną z informacjami potrzebnymi do sprawdzianów. Nie pisałam już, bo postanowiłam się wziąć za naukę, zaznaczyłam sobie karteczkami zakres materiału, który muszę opanować. Poszłam później już spać ze względu na zmęczenie, które dopadło mnie przez to spotkanie z kobietą niszczącą mnie psychicznie. Plusem chodzenia na takie spotkania z mamą jest to, że jej większość nauczycieli się boi i jej wierzą w przeciwieństwie do mnie - moje słowa nie są wiarygodne według nich póki
Lena nie da potwierdzenia, a kiedy już ona przychodzi do szkoły to znaczy że coś jest na rzeczy. W piątek od rana praktyki - nic specjalnego, później spotkanie z Kotleta (była sroga imba, ale o tym zrobię osobny tekst kiedy będę miała trochę wolnego czasu), później pojechałyśmy do mnie trochę posiedziałyśmy, ona później pojechała spotkać się z dziewczynami, a ja zostałam czekać na Bartka, bo na 22 jechaliśmy do kina na mini maraton Deadpool'a (obie części) - w zasadzie to nasze spotkanie opierało się na nadrobieniu 19+ i wizycie w kinie, później zawiózł mnie do mamy, a sam pojechał do siebie, bo o 8 rano zaczynał 16-to godzinny dyżur na telefonie. Ja po powrocie postanowiłam, że zaznczę sobie kolorowymi karteczkami te ważniejsze tematy, ale jakoś tak nie chciałam zostawiać tego tak po prostu więc po zaznaczeniu wszystkiego kolorkami wzięłam duże kartki i zaczęłam robić notatki. Tym sposobem zaczynając zabawę o 2.20 odłożyłam wszystko o 4.50, kiedy oczy zaczęły zamykać się samoistnie. Nie chciałam usypiać tak wcześnie (pomijam fakt, że na dworze już zaczęło świtać),  bo wiedziałam że umiem wciąż za mało - jednak nie dałam rady. Obudziła mnie mama wychodząca z pokoju o 7.30, a więc jak widać nie było mi dane spać zbyt długo.
W sobotę rano zaraz po przebudzeniu usiadłam i zaczęłam kontynuować tworzenie notatek - pominęłam temat skór, bo stwierdziłam, że nawet nie pamiętam jakoby było o tym wspominane na lekcjach (to był błąd - były 3 pytania na ten temat). Miałam awarię żołądka, więc wyjechałam pół godziny później niż planowałam, ale cały czas przerabiałam zebrany przeze mnie materiał. 
Wzięłam od mamy długopis (bo mój umarł w trakcie robienia porannych notatek) i pojechałam na mój sąd ostateczny. W tramwaju również czytałam co miałam z nadzieją na ratunek z niebios. Weszłam na warsztaty trzęsąc się z nerwów, poprosiłam o pierwszy sprawdzian oraz dałam informację, że gdyby czegoś tam brakowało żeby mnie dopytać, bo nie wszystko mogę wiedzieć jak napisać, ale mieć świadomość o co chodzi. Po upływie 25-ciu minut oddałam kartkę i zostałam dopytana, co dało mi piękną trójeczkę! Nawet nie wyobrażacie sobie mojego szczęścia w tamtej chwili. Postanowiłam jeszcze powtórzyć informacje do kolejnego sprawdzianu zanim podejmę się pisania go. Sposoby wytwarzania wyrobów odzieżowych są dla mnie czarną magią - tam właśnie były te pytania na temat skór, których chociaż przeczytanie sobie odpuściłam. Udało mi się spojrzeć w notatki dzięki czemu tę sztukę również zaliczyłam, ale już ocenę niżej - ale zaliczenie jest i to się liczy!
Później spędziłam trochę czasu z mamą i wgl, ale jutro chyba skończę opis weekendu i dzisiejszego dnia, bo w sumie to padam na ryj.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzieci XXI wieku

Obiecałam na instagramie posta na dziś. To jest mega wygodne, bo mam motywację do działania - no w końcu obiecałam publicznie. Dzisiejszy dzień nie jest niczym specjalnym, pobudka o zdecydowanie zbyt wczesnej porze, godzinę później spacer do kuchni no i tu zaczyna się zdecydowana zmiana nastawienia oraz podejścia do wszystkiego, co do tej pory znałam. Zamiast jakiegoś porządnego śniadania, ewentualnie cholernie mocnej kawy w zamian jego grillowałam marchewkę, pokroiłam paprykę, ogórka i zrobiłam dwa sosy do warzywnych przekąsek. W międzyczasie zjadłam 4 grzanki (na każdej plasterek pomidora), zrobiłam kawę, śniadanie dla Pana zapracowanego - zaniosłam i poszłam dalej walczyć z warzywkami. Spędziłam z tym wszystkim około godziny, ale było warto. Do tej pory siedzę i wcinam te kolorowe cosiki (głupio trochę, że głównie sama, ale no co ja mogę poradzić?), sos chrzanowy na bazie jogurtu naturalnego bez laktozy jest super, a jogurt został w ostatnich dniach moim BOGIEM (dzięki lidl!) ! Był...

Gdzie ona jest?

Gdzie podziała się ta wesoła i rezolutna dziewoja, która chciała tylko żyć swoim życiem? Gdzieś przepadła i została w jakimś losowym miejscu przeszłości puszczając dalej jedynie tę bardziej rozsądną część osobowości. Rozsądna nie znaczy wcale lepsza o czym boleśnie musiałam się przekonać już nie raz i nie dziesięć, radość z życia nie jest już taka sama jak miesiące i lata temu, nie dążę już do swoich marzeń o sławie i rozpoznawalności. Teraz już tylko przeżyć, a nie żyć. W ramach poszukiwania dawnej siebie chcę wprowadzić kilka zmian w codzienności - ciekawe czy się uda. Kiedyś już próbowałam kilku z tych rzeczy, rezygnowałam z tego dość szybko przez brak motywacji. Czy może tym razem uda mi się dłużej niż kilka tygodni, może uda mi się dłużej niż miesiąc, może będę mała zapał do dbania o wszystko w tym siebie większy niż chwilowy.  Kiedy spełniłabym swoje plany świat byłaby dla mnie wygodniejszy i szybszy. Wtedy mogłabym poznać tych wszystkich ludzi na których patrzę godzinami myś...

Coś się dzieje

Pora zacząć działać w swoim życiu. Teraz to chyba jeszcze poważniejsze niż wcześniej. Teraz nie zaczynam mieszkania na koszt mame, a wspólny z Bartkiem. Zaczęłam pracę w żabce, podobało mi się - jednak po 3 tygodniach wszystko psu w dupe. Niby zmienił się właściciel sklepu i to dlatego, ale no ciul. Stwierdziłam, że jakoś to będzie i wcale nie wyszło źle. Zrobiłam dzięki mame kurs masażu gorącymi kamieniami, zaczęłam produkcję mydeł, kul do kąpieli i kilku innych takich podstawowych kosmetyków. Do tego pracuję w naturze (bardzo spoko drogeria), a w międzyczasie jeszcze mój kochany handpoke. Wszystko się powoli układa, oby tak zostało. Chcę zacząć pisać od nowa, ale to wydaje się tak mało realne, że nie wiem czy się uda. Mam nadzieję stać się ambitna i pewniejsza siebie. Niech życie w końcu się do mnie uśmiechnie