Wiecie jaki to stres iść na egzamin teoretyczny kiedy nie udaje się wam zdać żadnego próbnego? Od rana robiłam te egzaminy jak dzika, bo nie mogłam spać, mama zawiozła mnie pod ośrodek (super lokalizacja - naprzeciwko aresztu śledczego), chwilę jeszcze chmurzyłam przed wejściem trzęsąc się jak galereta. Chwilę przed czasem weszłam do budynku i czekałam na zaproszenie do sali. Zależało mi na jednym cholernym 'dasz radę' nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo chciałam żeby Bartek wysłał mi taką wiadomość, gdyby on i mama (ona to zrobiła) rano mi powiedzieli, że dam radę wynik byłby prawdopodobnie pozytywny. Rozumiem, że mój luby w nocy musiał zrobić kurs od siebie w sumie do mojej mamy, ale do jasnej cholery! Ja potrafiłam wstać po dwóch godzinach snu tyko po to żeby napisać mu to 'dasz radę' przed jakimkolwiek egzaminem na studiach jeśli chociaż lekko się stresował. Pilnowałam żeby czuł we mnie wsparcie i może na mnie liczyć, a dziś kiedy miałam najgorszy ze wszystkich egzaminów do tej pory to on sobie spał, bo miał jak to ujął 'średnią noc' starałam się trzymać żeby nie wybuchnąć, ale kiedy ciągle mówił że jest w pracy czy coś to nie wytrzymałam. Pracował - to fakt, ale nie był w pracy, bo siedział przy biurku w swoim pokoju. W końcu wybuchłam na wieczór i przyjemność się skończyła, naskoczyłam na niego już za wszystko. Mam dzień z napadami depresji i 10 razy prosiłam mniej lub bardziej bezpośrednio żeby przyjechał skoro i tak musi zacząć dyżur o 10, a ja praktyki o 8 więc miałoby to szansę działać, a ja miałabym prawo spędzić noc w swoim łóżku, zamiast materaca w salono-kuchni u mamy.
Jak już zakończyłam egzamin, wsiadłam chwilę później w autobus, pojechałam do siebie na szybko nakarmić Stalina, dać mu wody, zabrać zwolnienie, bo brakowało na nim daty - chciałam później jechać jeszcze na praktyki, ale było cholernie późno więc pojechałam na prześwietlenie kręgosłupa, bo może to da jakiś obraz co mi jest. Wzięłam świstek, że byłam tam przez co średnio miałam szansę dojechać. Ogólnie nie jestem zadowolona z przebiegu tego dnia. Na zmianę płaczę, śpię, dostaję nerwicy i udaję że wszystko jest spoko. Chciałam ratować ten dzień w jakikolwiek sposób, ale zupełnie tego nie widzę. W sumie nie mam ubrań na jutro, bo nie mogłam jechać do siebie, nie mam też ładowarki do akumulatorów, ogólnie to nie zbyt wiele mam jeśli mam być szczera.
Jedyne co udało się jeszcze przed snem to wysłanie do Bartka mało znaczącego gifa na dobranoc po czym zaczęliśmy rozmowę, a ja przypomniałam sobie o napisaniu tekstu. Teraz idę spać, a tunel już zmniejszył się poniżej 30 mm.
Jak już zakończyłam egzamin, wsiadłam chwilę później w autobus, pojechałam do siebie na szybko nakarmić Stalina, dać mu wody, zabrać zwolnienie, bo brakowało na nim daty - chciałam później jechać jeszcze na praktyki, ale było cholernie późno więc pojechałam na prześwietlenie kręgosłupa, bo może to da jakiś obraz co mi jest. Wzięłam świstek, że byłam tam przez co średnio miałam szansę dojechać. Ogólnie nie jestem zadowolona z przebiegu tego dnia. Na zmianę płaczę, śpię, dostaję nerwicy i udaję że wszystko jest spoko. Chciałam ratować ten dzień w jakikolwiek sposób, ale zupełnie tego nie widzę. W sumie nie mam ubrań na jutro, bo nie mogłam jechać do siebie, nie mam też ładowarki do akumulatorów, ogólnie to nie zbyt wiele mam jeśli mam być szczera.
Jedyne co udało się jeszcze przed snem to wysłanie do Bartka mało znaczącego gifa na dobranoc po czym zaczęliśmy rozmowę, a ja przypomniałam sobie o napisaniu tekstu. Teraz idę spać, a tunel już zmniejszył się poniżej 30 mm.
Komentarze
Prześlij komentarz