Przejdź do głównej zawartości

moja kochana psina

 Kolejne nie zbyt wspaniałe wspomnienia ze zwolnienia.

Kiedy jeszcze tylko podejrzewałam u siebie covida dowiedziałam się, że ta wspaniała psina, która żyła z nami przez ostatnie 12 lat ma guzy na prawie wszystkich organach, nie nadawała się już do operowania.

Gorąca prośba o nie nakręcanie się na zapas. Pilnowałam żeby psiak był brany na badania przy każdej dodatkowej okazji, nie tylko raz w roku na kontrolę. W okolicy października/listopada była na badaniach, bo w końcu pojawiła się myśl o jej kastracji. Stan ogólny był całkiem niezły, nie było nic niepokojącego, ale kastracja da tak starego psiaka była już za dużym ryzykiem więc na badaniach się zakończyło.

W pierwszych dniach stycznia zaczęła pokazywać, że czuje się źle, nie miała siły chodzić, nie chciała jeść ani pić, widać było ewidentnie że coś nie tak. Z marszu trafiła do weterynarza i po prześwietleniu zostało zauważone jeśli pamięć mnie nie myli 8 guzów różniej wielkości, przez jej wiek i ilość nowotworów nie było możliwości operowania jej. Padła decyzja, że nie będziemy jej na siłę męczyć i 6go zostanie uśpiona, a później pochowana na cmentarzu dla zwierząt.

Ja na test covidowy pojechałam 4go, uśpienie ze względu na jej stan było przełożone na 5go i byłam pewna, że pojadę z mamą żeby być przy niej w tej trudnej chwili i zobaczyć ostatni raz psinę. Na pogrzeb też miałam jechać, zależało mi na tym ogromnie. Pozytywny wynik covida dostałam 5go rano - wiedziałam już że nie zobaczę więcej tej brudnej, śmierdzącej, kochanej, płaskiej mordki. 

W pierwszym tygodniu roku już zostałam mocno sponiewierana, a to miał być dopiero początek.

Niedługo wybieram się na grób tego kudłacza skoro nie mogłam być przy niej w ostatnich chwilach, przez prawie miesiąc płakałam na samą myśl o niej, a przecież ten pies tyle razy mnie pogryzł, tyle razy zaatakował bez powodu, widywałam ją bardzo okazyjnie przez ostatnie lata. Jednak Beti była wspaniałym psiakiem i nie będę miała w życiu już drugiego takiego.

bajo.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzieci XXI wieku

Obiecałam na instagramie posta na dziś. To jest mega wygodne, bo mam motywację do działania - no w końcu obiecałam publicznie. Dzisiejszy dzień nie jest niczym specjalnym, pobudka o zdecydowanie zbyt wczesnej porze, godzinę później spacer do kuchni no i tu zaczyna się zdecydowana zmiana nastawienia oraz podejścia do wszystkiego, co do tej pory znałam. Zamiast jakiegoś porządnego śniadania, ewentualnie cholernie mocnej kawy w zamian jego grillowałam marchewkę, pokroiłam paprykę, ogórka i zrobiłam dwa sosy do warzywnych przekąsek. W międzyczasie zjadłam 4 grzanki (na każdej plasterek pomidora), zrobiłam kawę, śniadanie dla Pana zapracowanego - zaniosłam i poszłam dalej walczyć z warzywkami. Spędziłam z tym wszystkim około godziny, ale było warto. Do tej pory siedzę i wcinam te kolorowe cosiki (głupio trochę, że głównie sama, ale no co ja mogę poradzić?), sos chrzanowy na bazie jogurtu naturalnego bez laktozy jest super, a jogurt został w ostatnich dniach moim BOGIEM (dzięki lidl!) ! Był...

Gdzie ona jest?

Gdzie podziała się ta wesoła i rezolutna dziewoja, która chciała tylko żyć swoim życiem? Gdzieś przepadła i została w jakimś losowym miejscu przeszłości puszczając dalej jedynie tę bardziej rozsądną część osobowości. Rozsądna nie znaczy wcale lepsza o czym boleśnie musiałam się przekonać już nie raz i nie dziesięć, radość z życia nie jest już taka sama jak miesiące i lata temu, nie dążę już do swoich marzeń o sławie i rozpoznawalności. Teraz już tylko przeżyć, a nie żyć. W ramach poszukiwania dawnej siebie chcę wprowadzić kilka zmian w codzienności - ciekawe czy się uda. Kiedyś już próbowałam kilku z tych rzeczy, rezygnowałam z tego dość szybko przez brak motywacji. Czy może tym razem uda mi się dłużej niż kilka tygodni, może uda mi się dłużej niż miesiąc, może będę mała zapał do dbania o wszystko w tym siebie większy niż chwilowy.  Kiedy spełniłabym swoje plany świat byłaby dla mnie wygodniejszy i szybszy. Wtedy mogłabym poznać tych wszystkich ludzi na których patrzę godzinami myś...

Coś się dzieje

Pora zacząć działać w swoim życiu. Teraz to chyba jeszcze poważniejsze niż wcześniej. Teraz nie zaczynam mieszkania na koszt mame, a wspólny z Bartkiem. Zaczęłam pracę w żabce, podobało mi się - jednak po 3 tygodniach wszystko psu w dupe. Niby zmienił się właściciel sklepu i to dlatego, ale no ciul. Stwierdziłam, że jakoś to będzie i wcale nie wyszło źle. Zrobiłam dzięki mame kurs masażu gorącymi kamieniami, zaczęłam produkcję mydeł, kul do kąpieli i kilku innych takich podstawowych kosmetyków. Do tego pracuję w naturze (bardzo spoko drogeria), a w międzyczasie jeszcze mój kochany handpoke. Wszystko się powoli układa, oby tak zostało. Chcę zacząć pisać od nowa, ale to wydaje się tak mało realne, że nie wiem czy się uda. Mam nadzieję stać się ambitna i pewniejsza siebie. Niech życie w końcu się do mnie uśmiechnie