Przejdź do głównej zawartości

zmiany zmiany zmiany

 Mój blog i mój konał na yt i moja strona na facebook są bardzo często mylone z innym kanałem o tej samej nazwie.

Postanowiłam, że skoro aż tak bardzo zmieniłam swoje życie w ostatnim czasie, to może warto też zmienić nazwę tego bloga. Zastanawiałam się nad tym od jakiegoś czasu, bo sens się nieco zmienił - nie opisuje już w żaden sposób sposobów na ogarnianie sytuacji, a po prostu dodaje swoje większe i mniejsze rozkminy i oczekuję, że kiedyś ktoś na nie odpowie. 

Samodzielność jako nastolatka jakoś ogarnęłam, nie było łatwo, nie wiem jak mi się udało. Później się przeprowadziłam zostawiając całe swoje dotychczasowe życie w tyle i wkraczając w nowe z czystą kartą zapominając o dawnych rozterkach, błędach, wstydach. Rzuciłam wszystko łącznie z rodziną i znajomymi, olałam znajomości i nie utrzymywałam za bardzo kontaktów - poznawałam nowych ludzi i budowałam siebie na nowo, idealną siebie bez skazy. Nie byłam bez skazy, nikt z nas nie jest. Z czasem nie umiałam już utrzymać siebie na wodzy i wychodziły moje pyskówki, czepianie się, znowu zaczął przebijać się mój indywidualizm, który mimo wszystko sukcesywnie uciszałam i tłamsiłam. Był to jeden z gorszych wyborów w moim życiu, zatraciłam siebie i swój charakter, chciałam być po prostu tą grzeczną, spokojną i ułożoną młodą dziewczyną, która wyjątkowo przyjemnie ułożyła swoje życie i ma mniej problemów niż wszyscy inni dookoła niej. Z zewnątrz udawało mi się utrzymywać tę fikcję całkiem nieźle (prócz tego krótkiego incydentu kiedy nie umiałam się utrzymać na wodzy), ale w domu była tragedia. Spędzając czas w bezpiecznym towarzystwie stawałam się jeszcze bardziej bezczelna, chamska i agresywna niż kiedykolwiek. Każdy zaakceptował, to jak się zachowuje prywatnie i jak bardzo się to różni od idealnej wersji mnie, nikt już się nie czepiał, bo kiedy próbował w moment znikał z mojego życia - nie potrzebowałam takich ludzi. 

Byłam wyjątkowo paskudną osobą w tamtym czasie, nie lubiłam siebie, nie lubiłam ludzi, ale musiałam z tym żyć i utrzymywać moją wizję. Przez to wszystko straciłam przyjemność z życia, przyjaźni, pracy, nic już nie liczyło się wystarczająco bardzo aby dla tego trwać. Kiedy nie umiałam już znaleźć sensu w niczym, z każdym dniem jedynie stawiałam większe wymagania każdemu byle nie sobie, mnie trzeba było po prostu akceptować i spełniać moje zachcianki.

Kiedy sensu nie było w niczym, zachcianki się skończyły, nie mogłam wymagać już niczego więcej od innych, a tylko od siebie postanowiłam znowu zacząć z czystą kartą. Jak już to zrobiłam opisałam tutaj i tam też w miarę przedstawiłam co działo się dalej.

Jednak tutaj nie miałam możliwości zaczęcia z czystą kartą, tutaj byłam już znana, prawie każdy z kim mam obecnie kontakt ma już o mnie jakoś wyrobione zdanie na podstawie mnie sprzed lat. Nikt, prócz dwóch osób nie poznał tej 'idealnej' mnie, nie umieją zrozumieć do końca dlaczego aż tak się zmieniłam, gdzie podziała się ta iskra. Czasami przy najbliższych wracam do tej nastoletniej wersji siebie, wtedy świat i życie zaczynają być tak ogromnie przyjemne i łatwe, nie ma problemów i zastanawiania się jak dobrać słowa żeby nikogo nie urazić.

Więc po tych wszystkich zmianach zaczęłam myśleć nad zmianą nazwy tego wszystkiego na po prostu 'ogarniemy' 

Zmieniłam tematykę, siebie, a przecież w samym linku do bloga znajdziemy 'ogarniemy' a nie 'jak to ogarnac'

bajo.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzieci XXI wieku

Obiecałam na instagramie posta na dziś. To jest mega wygodne, bo mam motywację do działania - no w końcu obiecałam publicznie. Dzisiejszy dzień nie jest niczym specjalnym, pobudka o zdecydowanie zbyt wczesnej porze, godzinę później spacer do kuchni no i tu zaczyna się zdecydowana zmiana nastawienia oraz podejścia do wszystkiego, co do tej pory znałam. Zamiast jakiegoś porządnego śniadania, ewentualnie cholernie mocnej kawy w zamian jego grillowałam marchewkę, pokroiłam paprykę, ogórka i zrobiłam dwa sosy do warzywnych przekąsek. W międzyczasie zjadłam 4 grzanki (na każdej plasterek pomidora), zrobiłam kawę, śniadanie dla Pana zapracowanego - zaniosłam i poszłam dalej walczyć z warzywkami. Spędziłam z tym wszystkim około godziny, ale było warto. Do tej pory siedzę i wcinam te kolorowe cosiki (głupio trochę, że głównie sama, ale no co ja mogę poradzić?), sos chrzanowy na bazie jogurtu naturalnego bez laktozy jest super, a jogurt został w ostatnich dniach moim BOGIEM (dzięki lidl!) ! Był...

Gdzie ona jest?

Gdzie podziała się ta wesoła i rezolutna dziewoja, która chciała tylko żyć swoim życiem? Gdzieś przepadła i została w jakimś losowym miejscu przeszłości puszczając dalej jedynie tę bardziej rozsądną część osobowości. Rozsądna nie znaczy wcale lepsza o czym boleśnie musiałam się przekonać już nie raz i nie dziesięć, radość z życia nie jest już taka sama jak miesiące i lata temu, nie dążę już do swoich marzeń o sławie i rozpoznawalności. Teraz już tylko przeżyć, a nie żyć. W ramach poszukiwania dawnej siebie chcę wprowadzić kilka zmian w codzienności - ciekawe czy się uda. Kiedyś już próbowałam kilku z tych rzeczy, rezygnowałam z tego dość szybko przez brak motywacji. Czy może tym razem uda mi się dłużej niż kilka tygodni, może uda mi się dłużej niż miesiąc, może będę mała zapał do dbania o wszystko w tym siebie większy niż chwilowy.  Kiedy spełniłabym swoje plany świat byłaby dla mnie wygodniejszy i szybszy. Wtedy mogłabym poznać tych wszystkich ludzi na których patrzę godzinami myś...

Coś się dzieje

Pora zacząć działać w swoim życiu. Teraz to chyba jeszcze poważniejsze niż wcześniej. Teraz nie zaczynam mieszkania na koszt mame, a wspólny z Bartkiem. Zaczęłam pracę w żabce, podobało mi się - jednak po 3 tygodniach wszystko psu w dupe. Niby zmienił się właściciel sklepu i to dlatego, ale no ciul. Stwierdziłam, że jakoś to będzie i wcale nie wyszło źle. Zrobiłam dzięki mame kurs masażu gorącymi kamieniami, zaczęłam produkcję mydeł, kul do kąpieli i kilku innych takich podstawowych kosmetyków. Do tego pracuję w naturze (bardzo spoko drogeria), a w międzyczasie jeszcze mój kochany handpoke. Wszystko się powoli układa, oby tak zostało. Chcę zacząć pisać od nowa, ale to wydaje się tak mało realne, że nie wiem czy się uda. Mam nadzieję stać się ambitna i pewniejsza siebie. Niech życie w końcu się do mnie uśmiechnie