Przejdź do głównej zawartości

No i mamy szkołę

Kto by pomyślał, że powrót do szkoły sprawi mi przyjemność.
Wczoraj nie mogłam zasnąć - miałam milion pomysłów na minutę, co było lekko frustrujące, bo wiedziałam że muszę iść spać wcześniej niż zwykle. Planem było usnąć ok 21.30, ale hola hola przyjacielu! Dziś przecież masz motywację, jakiej dawno nie było. Zrobiłam sobie bluzkę! No prawie.. Podkoszulkę już miałam aczkolwiek bez nadruku i tym postanowiłam zająć moje ręce. Na klasycznej białej bokserce powstał wyrazisty, pełen życia różowy flaming w koronie! Kiedy ukończyłam moje dzieło zaczęłam układać swój tyłek do spania, co okazało się bardzo utrudnione. Laptop wyłączył się po około 35 minutach, a ja  wciąż jedynie zmieniałam pozycję. Momentu odpłynięcia nie pamiętam, ale wiem, że nie była to spokojna noc, bo budził mnie każdy nawet najmniejszy szmer, a o to nie ciężko kiedy za oknem znajduje się główna trasa na krańcówkę tramwajową (potrafią całą noc tak jeździć). Jednak mimo tylu utrudnień otworzyłam oczy o ustalonej 5.25 - spałam łącznie może ze 4 godziny.
Do szkoły dotarłam chwilę przed czasem, a więc do sali weszłam punktualnie 7.10, co wcześniej zdarzyło się może 3 razy.
Wracając do tych sal poczułam pewnego rodzaju spełnienie - kończę z bezczynnym siedzeniem. Teraz wiem, że będzie trochę roboty, bo mam kilka tematów do nadrobienia, zrobię prezentację i referat - to będzie ratunek już na dwa przedmioty.
Kolejne dni będą opisem tego, jak próbuję w ostatnim tygodniu wolnego od pracy, wierzę w powodzenie tego nie łatwego planu.
Dzień przed wypłatą jest najgorszy - zawsze! Pierwszy raz pożyczałam pieniądze od kogoś innego niż mama czy Bartek, ale plusem jest przelew, który dostanę jutro.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzieci XXI wieku

Obiecałam na instagramie posta na dziś. To jest mega wygodne, bo mam motywację do działania - no w końcu obiecałam publicznie. Dzisiejszy dzień nie jest niczym specjalnym, pobudka o zdecydowanie zbyt wczesnej porze, godzinę później spacer do kuchni no i tu zaczyna się zdecydowana zmiana nastawienia oraz podejścia do wszystkiego, co do tej pory znałam. Zamiast jakiegoś porządnego śniadania, ewentualnie cholernie mocnej kawy w zamian jego grillowałam marchewkę, pokroiłam paprykę, ogórka i zrobiłam dwa sosy do warzywnych przekąsek. W międzyczasie zjadłam 4 grzanki (na każdej plasterek pomidora), zrobiłam kawę, śniadanie dla Pana zapracowanego - zaniosłam i poszłam dalej walczyć z warzywkami. Spędziłam z tym wszystkim około godziny, ale było warto. Do tej pory siedzę i wcinam te kolorowe cosiki (głupio trochę, że głównie sama, ale no co ja mogę poradzić?), sos chrzanowy na bazie jogurtu naturalnego bez laktozy jest super, a jogurt został w ostatnich dniach moim BOGIEM (dzięki lidl!) ! Był...

Gdzie ona jest?

Gdzie podziała się ta wesoła i rezolutna dziewoja, która chciała tylko żyć swoim życiem? Gdzieś przepadła i została w jakimś losowym miejscu przeszłości puszczając dalej jedynie tę bardziej rozsądną część osobowości. Rozsądna nie znaczy wcale lepsza o czym boleśnie musiałam się przekonać już nie raz i nie dziesięć, radość z życia nie jest już taka sama jak miesiące i lata temu, nie dążę już do swoich marzeń o sławie i rozpoznawalności. Teraz już tylko przeżyć, a nie żyć. W ramach poszukiwania dawnej siebie chcę wprowadzić kilka zmian w codzienności - ciekawe czy się uda. Kiedyś już próbowałam kilku z tych rzeczy, rezygnowałam z tego dość szybko przez brak motywacji. Czy może tym razem uda mi się dłużej niż kilka tygodni, może uda mi się dłużej niż miesiąc, może będę mała zapał do dbania o wszystko w tym siebie większy niż chwilowy.  Kiedy spełniłabym swoje plany świat byłaby dla mnie wygodniejszy i szybszy. Wtedy mogłabym poznać tych wszystkich ludzi na których patrzę godzinami myś...

Coś się dzieje

Pora zacząć działać w swoim życiu. Teraz to chyba jeszcze poważniejsze niż wcześniej. Teraz nie zaczynam mieszkania na koszt mame, a wspólny z Bartkiem. Zaczęłam pracę w żabce, podobało mi się - jednak po 3 tygodniach wszystko psu w dupe. Niby zmienił się właściciel sklepu i to dlatego, ale no ciul. Stwierdziłam, że jakoś to będzie i wcale nie wyszło źle. Zrobiłam dzięki mame kurs masażu gorącymi kamieniami, zaczęłam produkcję mydeł, kul do kąpieli i kilku innych takich podstawowych kosmetyków. Do tego pracuję w naturze (bardzo spoko drogeria), a w międzyczasie jeszcze mój kochany handpoke. Wszystko się powoli układa, oby tak zostało. Chcę zacząć pisać od nowa, ale to wydaje się tak mało realne, że nie wiem czy się uda. Mam nadzieję stać się ambitna i pewniejsza siebie. Niech życie w końcu się do mnie uśmiechnie