Mieszkając z mamą mogłam sobie pozwolić na różnego rodzaju przyjemności, których aktualnie odmawiam sobie na każdym kroku.
Lubiłam farbować włosy co miesiąc, a nawet częściej - to sprawiało mi tak ogromną przyjemność i satysfakcję jak nic innego. Zamawianie rzeczy z aliexpress bez wyrzutów sumienia? Oczywiście! Dziesiątki par skarpetek w szafie, każda z innym nadrukiem czy motywem zawsze były moją dumą - zamawiałam przynajmniej 3 pary w miesiącu, była to pewnego rodzaju obsesja. Teraz do szafki nie wpadło nic nowego od kiedy mieszkam sama. Kupowanie ziółek i innych przysmaków dla królika? Jasne! Bierzmy garściami i cieszmy tego wrednego karakana! A teraz? Teraz jedyne, co mogę mu dać dla urozmaicenia to warzywa i owoce, paczka ziółek nie starcza już na dwa tygodnie, a prawie dwa miesiące.
Jeszcze w styczniu mogłam sobie pozwolić na piwo po pracy (kończąc o północy), spotkanie ze znajomymi w pubie - z czasem co raz bardziej unikałam tych wyjść tłumacząc się zmęczeniem czy innymi pierdołami. Teraz wiem ile straciłam. Od kiedy mieszkam sama nie jestem w stanie pozwolić sobie na takie wyjście, bo najzwyczajniej w świecie nie stać mnie na piwo za 4/5 zł. Przecież można spotkać się grupą znajomych w mieszkaniu z piwem z promocji i cieszyć się wspólnie spędzonym czasem. Jednak brakuje tego klimatu.
Kosmetyki? Przy mamie chociaż dwie sztuki w miesiącu. Teraz? Czekam na duże promocje i kupuję wtedy może 3 rzeczy, bo wiem, że mnie nie stać na większy wydatek. Nie kupię już tego czego faktycznie pragnę, a jakiś inny tańszy zamiennik lub zupełnie sobie odpuszczę dany zakup. Kocham moje usta - pokazuję to zbierając co raz ciekawsze pomadki. Aktualnie muszę wykorzystywać tego, co mam w kosmetyczce, a jak wiadomo produkty się zużywają.
Na tatuaż czyli moją miłość mogłam sobie pozwolić średnio co 2/3 miesiące, a jeden nie kosztował mnie 200 zł a 600 zł, nie był to dla mnie mocno odczuwalny wydatek, bo odłożenie 200/300 zł w ciągu miesiąca przychodziło mi lekko myśląc o kolejnym cudzie na moim ciele. Teraz jak już pisałam miałam ochotę odwołać tatuaż.
Nie musiałam płacić rachunków, a to patrząc z perspektywy znacznie ułatwiało życie. Owszem, nie jestem obciążona pełną sumą użytkowania tego mieszkania. Aczkolwiek w takiej sytuacji każde 50 zł ratuje życie oraz daje szansę na lekkie szaleństwo.
Jeśli chcesz zamieszkać samemu weź pod uwagę, że prawdopodobnie nie będziesz mieć takich ułatwień jak ja w tej chwili. Ja miałam wyjątkowe szczęście, a i tak jest mi cholernie ciężko. Pamiętaj, że wyprowadzka w takim wieku oraz sytuacji wiąże się z dużymi wyrzeczeniami. Trzeba odstawić swoje przyzwyczajenia tak jak marzenia.
Lubiłam farbować włosy co miesiąc, a nawet częściej - to sprawiało mi tak ogromną przyjemność i satysfakcję jak nic innego. Zamawianie rzeczy z aliexpress bez wyrzutów sumienia? Oczywiście! Dziesiątki par skarpetek w szafie, każda z innym nadrukiem czy motywem zawsze były moją dumą - zamawiałam przynajmniej 3 pary w miesiącu, była to pewnego rodzaju obsesja. Teraz do szafki nie wpadło nic nowego od kiedy mieszkam sama. Kupowanie ziółek i innych przysmaków dla królika? Jasne! Bierzmy garściami i cieszmy tego wrednego karakana! A teraz? Teraz jedyne, co mogę mu dać dla urozmaicenia to warzywa i owoce, paczka ziółek nie starcza już na dwa tygodnie, a prawie dwa miesiące.
Jeszcze w styczniu mogłam sobie pozwolić na piwo po pracy (kończąc o północy), spotkanie ze znajomymi w pubie - z czasem co raz bardziej unikałam tych wyjść tłumacząc się zmęczeniem czy innymi pierdołami. Teraz wiem ile straciłam. Od kiedy mieszkam sama nie jestem w stanie pozwolić sobie na takie wyjście, bo najzwyczajniej w świecie nie stać mnie na piwo za 4/5 zł. Przecież można spotkać się grupą znajomych w mieszkaniu z piwem z promocji i cieszyć się wspólnie spędzonym czasem. Jednak brakuje tego klimatu.
Kosmetyki? Przy mamie chociaż dwie sztuki w miesiącu. Teraz? Czekam na duże promocje i kupuję wtedy może 3 rzeczy, bo wiem, że mnie nie stać na większy wydatek. Nie kupię już tego czego faktycznie pragnę, a jakiś inny tańszy zamiennik lub zupełnie sobie odpuszczę dany zakup. Kocham moje usta - pokazuję to zbierając co raz ciekawsze pomadki. Aktualnie muszę wykorzystywać tego, co mam w kosmetyczce, a jak wiadomo produkty się zużywają.
Na tatuaż czyli moją miłość mogłam sobie pozwolić średnio co 2/3 miesiące, a jeden nie kosztował mnie 200 zł a 600 zł, nie był to dla mnie mocno odczuwalny wydatek, bo odłożenie 200/300 zł w ciągu miesiąca przychodziło mi lekko myśląc o kolejnym cudzie na moim ciele. Teraz jak już pisałam miałam ochotę odwołać tatuaż.
Nie musiałam płacić rachunków, a to patrząc z perspektywy znacznie ułatwiało życie. Owszem, nie jestem obciążona pełną sumą użytkowania tego mieszkania. Aczkolwiek w takiej sytuacji każde 50 zł ratuje życie oraz daje szansę na lekkie szaleństwo.
Jeśli chcesz zamieszkać samemu weź pod uwagę, że prawdopodobnie nie będziesz mieć takich ułatwień jak ja w tej chwili. Ja miałam wyjątkowe szczęście, a i tak jest mi cholernie ciężko. Pamiętaj, że wyprowadzka w takim wieku oraz sytuacji wiąże się z dużymi wyrzeczeniami. Trzeba odstawić swoje przyzwyczajenia tak jak marzenia.
Komentarze
Prześlij komentarz