Przejdź do głównej zawartości

POWRÓT WIESIAAAAAAA

Moi kochani no kto z was nie pamięta słynnego Pana Wiesia? Jeśli ktoś faktycznie nie kojarzy tego elementa to kieruję do tego posta jako lekkie wprowadzenie w jego temat. Pamiętacie pewnie to w jakim tempie pracował, ciężko było zobaczyć efekt szybciej niż po trzech dniach. Później była dwuosobowa ekipa do zrobienia toalety i na nich jakoś chyba nie koniecznie narzekałam. Nie byli źli tylko czasem lekko irytowali, a zabić ich chciałam za usyfienie mojej świeżo posprzątanej kuchni. Tak więc można powiedzieć, że w ciągu pół roku miałam na mieszkaniu jednego typa, co to nie koniecznie się spieszył z pracą oraz działał na nerwy bardzo mocno, dwóch z całkiem dobrym tempem i mało irytujących,a teraz pojawiła się trójka! Na początku wydawali się spoko, bo znałam ich już z poprzedniego mieszkania. Po pierwszej wizycie zobaczyłam, że mają super tempo, bo w ciągu jednego dnia rozebrali mi całą dużą łazienkę - no wierzyć mi się nie chciało. Jednak moja pierwsza fascynacja dziś została zniszczona. Rano faktycznie mogli nie spodziewać się, że wbije im do kuchni, bo przecież mieli być sami. Rozumiem. Jednak to nie pozwala im na palenie papierosków siedząc przy stole zapijając je piwkiem i kawką wpitalając śniadanko. No dostałam po prostu nerwicy. Podczas czterech godzin ich zaszczytnej obecności wypalili myślę, że z paczkę fajek, a piwek nie wiem ile, bo puszkę znalazłam tylko jedną w moim koszu, ale odór jaki zionął z ust żegnającego mnie jednego z nich sugerował znacznie większą ilość. W kuchni nie byłam w stanie wysiedzieć ze względu na smród najtańszych sklepowych fajek i najtańszych browarów. Takich woni zaznałam ostatnio chyba po takiej grubej grubej imprezie w małym pomieszczeniu czyli moim pokoju, kiedy to browary rozlewały się na podłodze, a woń fajek wpadała z balkonu przez uchylone lub otarte okno. Jak pewnie kojarzycie imprezy u mnie były dosyć intensywne i kończyły się często dziwnie, ale nie doprowadzaliśmy nigdy do czegoś takiego. Mama nie pozwala na palenie w mieszkaniu, sama czasami wypali papierosa w kuchni, ale przy otwartym oknie, wyrzucając peta np za okno - nie zostawia w domu tym samym unikając unoszącego się zapachu. Z jej ust padła obietnica pilnowania ich zachowania, bo wie że to ja mam tutaj ostatnie zdanie co do pracowników.
Ogólnie jeszcze mówiąc o tematach mame to prawdopodobnie będę prowadzić jej stronę na fb. Potrzebna jest jej osoba do dodawania codziennych wpisów na stronę gabinetu masażu. Nie do końca wiem jak to robić więc póki co są to próby, ale jest szansa, że będę mogła z tego mieć kilka groszy dla siebie takich dodatkowych np na spłatę raty laptopa. O! Właśnie pierwszy post przeszedł przez weryfikację mame i ona zastosuje swoje lekkie korekty, a ja dogadałam się na codzienne posty z wypłatą raz w miesiącu, co będzie prawie całością za ratę laptopa. Zostałam również poproszona o zaprojektowanie nowego vouchera, w tym celu specjalnie zainstalowałam sobie gimpa, ale jednak bez tykacza do ekranu ciężko jest działać z jakimś większym sensem.
***
Jak już wiecie Stalin umarł, co spowodowało tę przerwę w tekstach, ale dziś zobaczyłam, że nawet ten wredny i wybredny kocur Borys (jak ktoś pyta mnie ile lat on ma to odruchowo mówię że chyba półtora roku, a później przypominam sobie, że przecież urodził się w czerwcu 4 lata temu...) ma serduszko. Dziś spędziłam dużo czasu w domu, a w pokoju prócz Easther, która jest tu zawsze zaczął tu spędzać czas też on. Siada na parapecie, albo układa się na fotelu pilnując żeby zgadzała się ilość zwierząt w pokoju. Nadal kiedy patrzę na ścianę przy drzwiach jest mi smutno. Jednak powiem wam, że pogrzeb jest ważny jeśli jesteście emocjonalnymi osobami. We wtorek z Bartkiem pożegnaliśmy Stalina, a na moim serduszku zaczęło być lżej, a ja zaczęłam myśleć o napisaniu posta, ale nadal nie mogłam w głowie znaleźć tematu, bo wszędzie pojawiał się ten smutek. Dziś dzięki mamie zabrałam się do pracy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzieci XXI wieku

Obiecałam na instagramie posta na dziś. To jest mega wygodne, bo mam motywację do działania - no w końcu obiecałam publicznie. Dzisiejszy dzień nie jest niczym specjalnym, pobudka o zdecydowanie zbyt wczesnej porze, godzinę później spacer do kuchni no i tu zaczyna się zdecydowana zmiana nastawienia oraz podejścia do wszystkiego, co do tej pory znałam. Zamiast jakiegoś porządnego śniadania, ewentualnie cholernie mocnej kawy w zamian jego grillowałam marchewkę, pokroiłam paprykę, ogórka i zrobiłam dwa sosy do warzywnych przekąsek. W międzyczasie zjadłam 4 grzanki (na każdej plasterek pomidora), zrobiłam kawę, śniadanie dla Pana zapracowanego - zaniosłam i poszłam dalej walczyć z warzywkami. Spędziłam z tym wszystkim około godziny, ale było warto. Do tej pory siedzę i wcinam te kolorowe cosiki (głupio trochę, że głównie sama, ale no co ja mogę poradzić?), sos chrzanowy na bazie jogurtu naturalnego bez laktozy jest super, a jogurt został w ostatnich dniach moim BOGIEM (dzięki lidl!) ! Był...

Gdzie ona jest?

Gdzie podziała się ta wesoła i rezolutna dziewoja, która chciała tylko żyć swoim życiem? Gdzieś przepadła i została w jakimś losowym miejscu przeszłości puszczając dalej jedynie tę bardziej rozsądną część osobowości. Rozsądna nie znaczy wcale lepsza o czym boleśnie musiałam się przekonać już nie raz i nie dziesięć, radość z życia nie jest już taka sama jak miesiące i lata temu, nie dążę już do swoich marzeń o sławie i rozpoznawalności. Teraz już tylko przeżyć, a nie żyć. W ramach poszukiwania dawnej siebie chcę wprowadzić kilka zmian w codzienności - ciekawe czy się uda. Kiedyś już próbowałam kilku z tych rzeczy, rezygnowałam z tego dość szybko przez brak motywacji. Czy może tym razem uda mi się dłużej niż kilka tygodni, może uda mi się dłużej niż miesiąc, może będę mała zapał do dbania o wszystko w tym siebie większy niż chwilowy.  Kiedy spełniłabym swoje plany świat byłaby dla mnie wygodniejszy i szybszy. Wtedy mogłabym poznać tych wszystkich ludzi na których patrzę godzinami myś...

Coś się dzieje

Pora zacząć działać w swoim życiu. Teraz to chyba jeszcze poważniejsze niż wcześniej. Teraz nie zaczynam mieszkania na koszt mame, a wspólny z Bartkiem. Zaczęłam pracę w żabce, podobało mi się - jednak po 3 tygodniach wszystko psu w dupe. Niby zmienił się właściciel sklepu i to dlatego, ale no ciul. Stwierdziłam, że jakoś to będzie i wcale nie wyszło źle. Zrobiłam dzięki mame kurs masażu gorącymi kamieniami, zaczęłam produkcję mydeł, kul do kąpieli i kilku innych takich podstawowych kosmetyków. Do tego pracuję w naturze (bardzo spoko drogeria), a w międzyczasie jeszcze mój kochany handpoke. Wszystko się powoli układa, oby tak zostało. Chcę zacząć pisać od nowa, ale to wydaje się tak mało realne, że nie wiem czy się uda. Mam nadzieję stać się ambitna i pewniejsza siebie. Niech życie w końcu się do mnie uśmiechnie