Przejdź do głównej zawartości

Było lekko!

Wiecie co jest trudne w takich dniach jak ten? Od ponad tygodnia siedziałam w domu na zwolnieniu lekarskim i było mi serio dobrze, ale dziś nastał ten dzień, w którym trzeba było wrócić do szkoły. To był ciężki poranek.
Godzina piąta minut cztery. Budzik zaczyna dzwonić.Wczoraj zapomniałam zmienić godzinę jako że nie miałam planu dotrzeć na pierwszą lekcję (w ciągu ostatniego miesiąca nie podpisałam się ani razu na liście obecności w pracy i trzeb było to nadrobić).
Chwilę po szóstej udało mi się na stałe otworzyć oczy więc pora zobaczyć social media. W pierwszej kolejności fb i czytanie przez 25 min o szkodliwym działaniu mikrofali na nasze zdrowie i życie. Czas minął cholernie szybko wiec pora na kawę. Dolna partia ubrań już na sobie, kawa się parzy, a w międzyczasie na twarzy pojawia się makijaż.
Kawa wypita, znienawidzony Pan Wiesiu* od remontu już jest więc pora się powoli zbierać. W torbie jest już monster, batonik musli i kanapka więc myję zęby i wychodzę! Awaria 4 tramwai, autobus spóźniony, ale jakoś dało radę dotrzeć do pracy. Podpisane, ale na tramwaj docelowy zdążyłam idealnie. Bycie na czas? Ledwo na drugą godzinę. Ogólnie to jakoś nie wyszło mi siedzenie w tej szkole, bo po trzech lekcjach już się ulotniłam. Pierwszy raz w życiu przełamałam się i zaprosiłam kogoś z klasy do siebie (nie było łatwo się do tego przełamać, ale warto).
W sumie te kilka godzin w miłym towarzystwie dwóch osób dały mi siłę żeby wytrzymać naukę jazdy (nienawidzę być kierowcą, chociaż jest opcja, że to jedynie kwestia instruktora). Samochodem jeździć nie umiem w żaden sposób, ciągle coś mylę, czegoś nie robię, coś robię źle i tak w kółko póki nie będę blisko płaczu (wtedy nagle zaczyna jeździć całkiem nawet dobrze).
Ostateczny powrót do domu był tym, czego potrzebowałam. Piwo, gra i wyłączenie myśli o dniu dzisiejszym przy najlepszym facecie pod słońcem sprawiły, że faktycznie czuję dziś swego rodzaju spełnienie.
Jutro czeka mnie znacznie więcej przygód i to może nawet gorszych niż ogrom materiału do nadrobienia w szkole po tak długiej nieobecności (przed feriami w sumie przez 3 tygodnie też mnie nie było, bo pojawiłam się może 2/3 razy w ostatnim tygodniu)
* Przewinienia tego Pana
#1 Pił z mojego kubka mimo, że chciał tylko wodę, bo resztę rzeczy podobno miał swoje
#2 Wracam z pracy, a w kiblu leży sobie jego zacna kupa (no kurwa!)
#3 Leżę w wannie, laptop od godziny gra całkiem głośno. W tamtej chwili rozmawiałam z mamą przez telefon, a widzę w lustrze otwierającesię drzwi!
#4 Rano otworzyłam mu zaspana drzwi i wróciłam spać. Pierwszy raz przyszedł z radiem i zaczął napierdalać radiem w pokoju obok (te pokoje dzieli minimalna ilość karton gipsu)
#5 Chcę iść do wanny. Mam zamiar napuścić wody, a tu cała wanna upierdolona (niczym stół Durczoka) jakimś żółtym czymś, co wygląda jak mocz albo rzygi.
Myłam to przez 5 minut (serio!)
Dziś było spokojnie. Pomijam fakt bycia ok 400 zł na minusie (pożyczka u mamusi). Zobaczymy jak będzie w piątek!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzieci XXI wieku

Obiecałam na instagramie posta na dziś. To jest mega wygodne, bo mam motywację do działania - no w końcu obiecałam publicznie. Dzisiejszy dzień nie jest niczym specjalnym, pobudka o zdecydowanie zbyt wczesnej porze, godzinę później spacer do kuchni no i tu zaczyna się zdecydowana zmiana nastawienia oraz podejścia do wszystkiego, co do tej pory znałam. Zamiast jakiegoś porządnego śniadania, ewentualnie cholernie mocnej kawy w zamian jego grillowałam marchewkę, pokroiłam paprykę, ogórka i zrobiłam dwa sosy do warzywnych przekąsek. W międzyczasie zjadłam 4 grzanki (na każdej plasterek pomidora), zrobiłam kawę, śniadanie dla Pana zapracowanego - zaniosłam i poszłam dalej walczyć z warzywkami. Spędziłam z tym wszystkim około godziny, ale było warto. Do tej pory siedzę i wcinam te kolorowe cosiki (głupio trochę, że głównie sama, ale no co ja mogę poradzić?), sos chrzanowy na bazie jogurtu naturalnego bez laktozy jest super, a jogurt został w ostatnich dniach moim BOGIEM (dzięki lidl!) ! Był...

Gdzie ona jest?

Gdzie podziała się ta wesoła i rezolutna dziewoja, która chciała tylko żyć swoim życiem? Gdzieś przepadła i została w jakimś losowym miejscu przeszłości puszczając dalej jedynie tę bardziej rozsądną część osobowości. Rozsądna nie znaczy wcale lepsza o czym boleśnie musiałam się przekonać już nie raz i nie dziesięć, radość z życia nie jest już taka sama jak miesiące i lata temu, nie dążę już do swoich marzeń o sławie i rozpoznawalności. Teraz już tylko przeżyć, a nie żyć. W ramach poszukiwania dawnej siebie chcę wprowadzić kilka zmian w codzienności - ciekawe czy się uda. Kiedyś już próbowałam kilku z tych rzeczy, rezygnowałam z tego dość szybko przez brak motywacji. Czy może tym razem uda mi się dłużej niż kilka tygodni, może uda mi się dłużej niż miesiąc, może będę mała zapał do dbania o wszystko w tym siebie większy niż chwilowy.  Kiedy spełniłabym swoje plany świat byłaby dla mnie wygodniejszy i szybszy. Wtedy mogłabym poznać tych wszystkich ludzi na których patrzę godzinami myś...

Coś się dzieje

Pora zacząć działać w swoim życiu. Teraz to chyba jeszcze poważniejsze niż wcześniej. Teraz nie zaczynam mieszkania na koszt mame, a wspólny z Bartkiem. Zaczęłam pracę w żabce, podobało mi się - jednak po 3 tygodniach wszystko psu w dupe. Niby zmienił się właściciel sklepu i to dlatego, ale no ciul. Stwierdziłam, że jakoś to będzie i wcale nie wyszło źle. Zrobiłam dzięki mame kurs masażu gorącymi kamieniami, zaczęłam produkcję mydeł, kul do kąpieli i kilku innych takich podstawowych kosmetyków. Do tego pracuję w naturze (bardzo spoko drogeria), a w międzyczasie jeszcze mój kochany handpoke. Wszystko się powoli układa, oby tak zostało. Chcę zacząć pisać od nowa, ale to wydaje się tak mało realne, że nie wiem czy się uda. Mam nadzieję stać się ambitna i pewniejsza siebie. Niech życie w końcu się do mnie uśmiechnie