Przejdź do głównej zawartości

Tak, tak wiem

Miałam dziś iść na pogrzeb mojej ukochanej nauczycielki angielskiego. W mojej historii edukacji (a pamiętajmy, że to jest moja siódma szkoła) była jedną z niewielu nauczycielek, która miała dla mnie wystarczająco dużo cierpliwości oraz wyrozumiałości. W całym toku edukacji było może pięciu nauczycieli z tak cudownym sercem jak ona. Jednak no właśnie - miałam jechać, ale psychicznie poczułam, że mogę po prostu nie dać rady i albo się popłakać w zbyt dużym stopniu lub po prostu zniknąć czy też zachować się niestosownie. Przez brak możliwości spotkań w większych grupach w wieku młodszym, co za skutkowało na obecnym etapie częstym brakiem prawidłowych odruchów w takich właśnie sytuacjach. Kiedy myślałam o wyjściu i o szykowaniu się w oczach pojawiły się łzy w oczach i wtedy doszłam do wniosku, że jednak nie dziś. Pójdę tam sama, innego dnia pójdę sama odwiedzić ją i tak będzie lepiej.
Później tak właściwie ten dzień nie sprawiał mi żadnych dodatkowych emocji. Niby pod koniec czułam się lepiej, ale gdzieś w środku, a może i z tyłu głowy był ten smutek.
KONIEC ŚRODY
Czwartek nie był chyba... Nie.. Teraz jest czwartek! Ja rozumiem, że podjęłam się czegoś odpowiedzialnego, czegoś nazywającego się dorosłość. Jednak wciąż nie potrafię pojąć jak można mieć aż tyle spraw do załatwienia jednego dnia. Wyszłam z domu o godzinie 8.30 na konsultację przez depilacją laserową, później na chwilę wróciłam do domu, dalej jechałam do szkoły, po szkole jeszcze jeden sklep, dalej lekarz, a na zakończenie wszystkiego poradnia. Depilację wąsika dostałam od mamy jako prezent na dzień dziecka (dość nietypowy prezent, ale mi pasuje i się podoba) - powiem wam, że jeśli chodzi o to właśnie miejsce to nie odczuwa się o tyle bólu, co nieco nieprzyjemne uczucie ukłucia oraz smród przypalanego włosa i skóry - to moim zdaniem będzie dla mnie większym problemem niż ten ból. Wybiegając z samochodu w kierunku poczty niemal wpadłam pod rower - przepraszam Cię człowieku jeśli to czytasz może po kilku latach! W domu wypełniłam część dokumentów na nauczanie indywidualne, które są mi niezbędne do załatwienia takiego cuda dla mnie (choruję na tyle dużo, że nie opuszczam strasznie dużo godzin - ale to już wiecie). Ze szkoły musiałam wziąć zaświadczenie o kontynuacji nauki, bo łódzka karta dużej rodziny, bo visa do Rosji i takie tam pierdoły więc nieco ponad godzina czasu uciekły mi na taką głupotę. O lekarzu to aż szkoda gadać, umówiona na 15.00, wyszłam około 16.20 - nie jest to mój najlepszy czas, ale też potrzebowałam zaświadczenia do tych właśnie udogodnień względem nauki. Poradnia była w tym samym celu, ale no nie trudno się domyślić. Z takich kwestii trudniejszych to by było właściwie na tyle, ale to było niespełna 9 godzin od wyjścia z domu o poranku.
Tak, tak wiem. Ten post miał być najpierw w środę, ale nie mogłam właśnie ze względu na to, że nie potrafiłam zebrać myśli przez ten pogrzeb. Tak. Później mówiłam, że będzie wczoraj, ale o tym dlaczego nie wczoraj dowiedzie się w kolejnym dzisiejszym wpisie - w nim znowu będzie nieco narzekania na co raz większe zbliżanie się rodziny.

Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Blagam. Wszystko byle nie jezyk, ktory regularnie niszczy moja srednia.
      Aczkolwiek dziekuje za milosc <3

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Dzieci XXI wieku

Obiecałam na instagramie posta na dziś. To jest mega wygodne, bo mam motywację do działania - no w końcu obiecałam publicznie. Dzisiejszy dzień nie jest niczym specjalnym, pobudka o zdecydowanie zbyt wczesnej porze, godzinę później spacer do kuchni no i tu zaczyna się zdecydowana zmiana nastawienia oraz podejścia do wszystkiego, co do tej pory znałam. Zamiast jakiegoś porządnego śniadania, ewentualnie cholernie mocnej kawy w zamian jego grillowałam marchewkę, pokroiłam paprykę, ogórka i zrobiłam dwa sosy do warzywnych przekąsek. W międzyczasie zjadłam 4 grzanki (na każdej plasterek pomidora), zrobiłam kawę, śniadanie dla Pana zapracowanego - zaniosłam i poszłam dalej walczyć z warzywkami. Spędziłam z tym wszystkim około godziny, ale było warto. Do tej pory siedzę i wcinam te kolorowe cosiki (głupio trochę, że głównie sama, ale no co ja mogę poradzić?), sos chrzanowy na bazie jogurtu naturalnego bez laktozy jest super, a jogurt został w ostatnich dniach moim BOGIEM (dzięki lidl!) ! Był...

Gdzie ona jest?

Gdzie podziała się ta wesoła i rezolutna dziewoja, która chciała tylko żyć swoim życiem? Gdzieś przepadła i została w jakimś losowym miejscu przeszłości puszczając dalej jedynie tę bardziej rozsądną część osobowości. Rozsądna nie znaczy wcale lepsza o czym boleśnie musiałam się przekonać już nie raz i nie dziesięć, radość z życia nie jest już taka sama jak miesiące i lata temu, nie dążę już do swoich marzeń o sławie i rozpoznawalności. Teraz już tylko przeżyć, a nie żyć. W ramach poszukiwania dawnej siebie chcę wprowadzić kilka zmian w codzienności - ciekawe czy się uda. Kiedyś już próbowałam kilku z tych rzeczy, rezygnowałam z tego dość szybko przez brak motywacji. Czy może tym razem uda mi się dłużej niż kilka tygodni, może uda mi się dłużej niż miesiąc, może będę mała zapał do dbania o wszystko w tym siebie większy niż chwilowy.  Kiedy spełniłabym swoje plany świat byłaby dla mnie wygodniejszy i szybszy. Wtedy mogłabym poznać tych wszystkich ludzi na których patrzę godzinami myś...

Coś się dzieje

Pora zacząć działać w swoim życiu. Teraz to chyba jeszcze poważniejsze niż wcześniej. Teraz nie zaczynam mieszkania na koszt mame, a wspólny z Bartkiem. Zaczęłam pracę w żabce, podobało mi się - jednak po 3 tygodniach wszystko psu w dupe. Niby zmienił się właściciel sklepu i to dlatego, ale no ciul. Stwierdziłam, że jakoś to będzie i wcale nie wyszło źle. Zrobiłam dzięki mame kurs masażu gorącymi kamieniami, zaczęłam produkcję mydeł, kul do kąpieli i kilku innych takich podstawowych kosmetyków. Do tego pracuję w naturze (bardzo spoko drogeria), a w międzyczasie jeszcze mój kochany handpoke. Wszystko się powoli układa, oby tak zostało. Chcę zacząć pisać od nowa, ale to wydaje się tak mało realne, że nie wiem czy się uda. Mam nadzieję stać się ambitna i pewniejsza siebie. Niech życie w końcu się do mnie uśmiechnie