Przejdź do głównej zawartości

Przyjęcie do szpitala

Obudziłam się z niechęcią do mijającego czasu. Wiedziałam, że już za kilka godzin muszę być w szpitalu. Postanowiłam się zrelaksować i pozbyć trochę stresu leżąc w wannie. Leżałam w niej ponad godzinę próbując nie myśleć, o tym, co będzie.
O 15 dowiedziałam się, że powinnam być o 8.30, ale dwa miesiące temu ktoś wprowadził mnie w błąd. Udało się mnie jeszcze dziś przyjąć. Po godzinie już byłam w moim nowym łóżku.
Do szpitala na następny raz wiem, że zabrać trzeba: ręcznik, ubrania, coś do spania, płyn do mycia, papier toaletowy(?), swój internet, ładowarki, drugie buty (no kapcie no). W moim wypadku nie zabierałam jedzenia, bo byłam przekonana, że nie będę mogła dziś już jeść, a jutro zaraz po wycięciu migdałków jedzenie stanie się żartem. Na wywiadzie poinformowałam, że nie mogę dostawać jedzenia z laktozą, a co dostaję na "kolację" (bo kto daje ją o 17tej?) chleb i masło(!) masło ma kurwa mleko. Ogólnie pieczywa nie jem od kilku tygodni, wczoraj trafiły mi się dwie małe kromki chleba razowego, ale nie czuję potrzeby jedzenia chleba. Na kolację dostałam dwie kromki chleba białego, dwa plasterki szynki, kawałek masła, jakąś surówkę i kawałek chyba ogórka kiszonego. Nie mam ochoty jeść niczego z tych rzeczy, liczyłam że zabieg będzie dziś więc nie jadłam do godziny 18.30, stwierdziłam, że skoro przez dwa tygodnie nie będzie mi dane zjeść ani kawałka mięska, a nawet ostrego sosu - zamówię kebaba! Aleks dostał ode mnie pieniądze, poszedł, kupił, zaniósł do domu, mama zabrała i przywiozła mi do szpitala. Patrzę na ten talerz z tą niby kolacją, ale wolę chyba pozostać na jednym kebsie. Skorzystanie z toalety? Zbieram się od pewnego czasu cały czas kontrolując mały kwadracik nad drzwiami i jakoś tak na początku nie mogłam się zebrć żeby wstać kiedy jeszcze na pewno nikogo tam nie było, a teraz światełko jest zapalone cały czas (jest opcja, że ktoś zapomniał go po prostu zgasić). *O. Właśnie zgasło* Nie chcę tam wchodzić póki kobiety z sali nie będą spać (no nie dałam rady. Poszłam o 22). Mam jutro o 7 rano być już umyta i gotowa do zabiegu, a więc pobudka o 6.04.
Mój organizm źle toleruje ingerencje w niego. Założenie wenflonu i pobranie krwi dziś skończyło się bólem ręki (5 godzin), nie potrafię się nawet skupić tak to jest nieprzyjemne uczucie.
Od sześciu godzin nie chmurzyłam. Planuję niedługo spróbować wyjść. *O. Obchód* W wywiadzie jest informacja o moim e-raku, a spróbuję wyjść na coś typu żeby się przewietrzyć, bo jakoś tak nie mogę już wysiedzieć i potrzebuję trochę powietrza.
Dostałam informację, że powinnam brać prysznic i rano i wieczorem. Pierdole, dziś nie będę tego robić - myłam się chwilę przed wyjściem tutaj. Prysznic wezmę o poranku, a następnie będę starać się błagać o jak najszybszy wypis z tego miejsca. Nie to, że mi się nie podoba czy mam na co narzekać, ale jednak wolę moje różowe ściany i sufit pełen gwiazd. Tam otacza mnie poczucie bezpieczeństwa w przeciwieństwie do tutaj, gdzie nie wiem nawet gdzie mogę schować laptopa żeby się o niego nie bać.
Tydzień temu straciłam kolczyk z prawego policzka. Jutro stracę z lewego. Zabieg odbędzie się nawet bez mojego pierścionka. Lekko nie będzie, ale przynajmniej moje gardło będzie szczęśliwe - dowiedziałam się, że gdybym tu nie przyjechała mogłoby odbić się to na moich stawach (już chyba za późno) oraz mózgu.
Dziś nie powiem nic o odwadze, samozaparciu i wgl, bo strach przechodzi mnie w każdą stronę. Nie wiem czy obudzę się z narkozy. Podobno najpierw po zabiegu będę na sali wybudzeniowej i dopiero w pełni żywa wrócę na salę. Nigdy bym nie pomyślała, że tak otarcie będę rozmawiać z dorosłymi psycholoszkami na mojej sali.
Jutro opiszę jak minęła operacja i reszta dnia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzieci XXI wieku

Obiecałam na instagramie posta na dziś. To jest mega wygodne, bo mam motywację do działania - no w końcu obiecałam publicznie. Dzisiejszy dzień nie jest niczym specjalnym, pobudka o zdecydowanie zbyt wczesnej porze, godzinę później spacer do kuchni no i tu zaczyna się zdecydowana zmiana nastawienia oraz podejścia do wszystkiego, co do tej pory znałam. Zamiast jakiegoś porządnego śniadania, ewentualnie cholernie mocnej kawy w zamian jego grillowałam marchewkę, pokroiłam paprykę, ogórka i zrobiłam dwa sosy do warzywnych przekąsek. W międzyczasie zjadłam 4 grzanki (na każdej plasterek pomidora), zrobiłam kawę, śniadanie dla Pana zapracowanego - zaniosłam i poszłam dalej walczyć z warzywkami. Spędziłam z tym wszystkim około godziny, ale było warto. Do tej pory siedzę i wcinam te kolorowe cosiki (głupio trochę, że głównie sama, ale no co ja mogę poradzić?), sos chrzanowy na bazie jogurtu naturalnego bez laktozy jest super, a jogurt został w ostatnich dniach moim BOGIEM (dzięki lidl!) ! Był...

Gdzie ona jest?

Gdzie podziała się ta wesoła i rezolutna dziewoja, która chciała tylko żyć swoim życiem? Gdzieś przepadła i została w jakimś losowym miejscu przeszłości puszczając dalej jedynie tę bardziej rozsądną część osobowości. Rozsądna nie znaczy wcale lepsza o czym boleśnie musiałam się przekonać już nie raz i nie dziesięć, radość z życia nie jest już taka sama jak miesiące i lata temu, nie dążę już do swoich marzeń o sławie i rozpoznawalności. Teraz już tylko przeżyć, a nie żyć. W ramach poszukiwania dawnej siebie chcę wprowadzić kilka zmian w codzienności - ciekawe czy się uda. Kiedyś już próbowałam kilku z tych rzeczy, rezygnowałam z tego dość szybko przez brak motywacji. Czy może tym razem uda mi się dłużej niż kilka tygodni, może uda mi się dłużej niż miesiąc, może będę mała zapał do dbania o wszystko w tym siebie większy niż chwilowy.  Kiedy spełniłabym swoje plany świat byłaby dla mnie wygodniejszy i szybszy. Wtedy mogłabym poznać tych wszystkich ludzi na których patrzę godzinami myś...

Coś się dzieje

Pora zacząć działać w swoim życiu. Teraz to chyba jeszcze poważniejsze niż wcześniej. Teraz nie zaczynam mieszkania na koszt mame, a wspólny z Bartkiem. Zaczęłam pracę w żabce, podobało mi się - jednak po 3 tygodniach wszystko psu w dupe. Niby zmienił się właściciel sklepu i to dlatego, ale no ciul. Stwierdziłam, że jakoś to będzie i wcale nie wyszło źle. Zrobiłam dzięki mame kurs masażu gorącymi kamieniami, zaczęłam produkcję mydeł, kul do kąpieli i kilku innych takich podstawowych kosmetyków. Do tego pracuję w naturze (bardzo spoko drogeria), a w międzyczasie jeszcze mój kochany handpoke. Wszystko się powoli układa, oby tak zostało. Chcę zacząć pisać od nowa, ale to wydaje się tak mało realne, że nie wiem czy się uda. Mam nadzieję stać się ambitna i pewniejsza siebie. Niech życie w końcu się do mnie uśmiechnie