Tak jak myślałam. Moje domysły na temat dnia dzisiejszego sprawdziły się!
Zaspałam, ale to nic nowego. Sprawdziłam librusa i doszłam do wniosku, że na jedną lekcje przed okienkiem nie będę iść. Dotarłam na czwartą lekcje, a po piątej wyruszyłam w trasę na paluszki rybne (znowu było zastępstwo). Miałam wrócić w miarę szybko, ale oczywiście nie dałyśmy rady.
Z każdym dniem mam co raz mniej ochoty na kontynuowanie tego wszystkiego w takim trybie. Nie myślałam, że po przeniesieniu się na swoje będę chciała porzucić pracę lub szkołę - nigdy nie pałałam dużym uczuciem do tej placówki, jednak w mojej głowie myśli jeszcze ani razu nie było takiego chaosu. Chodząc do szkoły i pracy zupełnie straciłam czas nawet na dbanie o siebie. Wszystko muszę robić na styk, każdego wieczora błagać o siłę o poranku na przeżycie kolejnego dnia. Odliczam dni do nieznanej daty przybicia Bartka do mojego pokoju na stałe. Sama z każdym dniem tracę motywację żeby wstać i walczyć, myśli o zadłużeniu w jakim siedzę, natłoku obowiązków, co jest mi koniecznie potrzebne w lodówce, czy na pewno muszę aż tak dbać o swój stan, czy lepiej zarwać noc i wykonać wszystkie zaległe obowiązki, a może lepiej odespać potrzebą mi dawkę i żyć? Brak pieniędzy, siły, zdrowia to przytłacza z każdym dniem co raz bardziej.
Jednak chcę pokazać inną stronę takiej niby sielanki. Nie można pokazać dookoła tego, co we mnie siedzi. Kilka pierwszych miesięcy musi być ciężkie.
Chcę tutaj obalić kilka mitów na temat samodzielnego mieszkania jako nastolatka. Jak każdy w tym wieku lubię wypić wieczorem coś alkoholowego, zwłaszcza kiedy dzień był ciężki i przydałby się szybki sen. Mając w kieszeni kilkaset złotych monet na minusie trzeba sobie czasem odmówić ulubionego piwa czy whisky, bo nie było kasy na cole. Będąc sama miałabym znacznie mniejsze szanse na przeżycie tutaj.
Teraz zaczynam pokazywać wam te gorsze strony. To już nie jest kwestia unikania szkoły do granic możliwości, ale też w końcu wzięcia w garść całego życia, które zdecydowaliśmy się prowadzić. Od poniedziałku pokażę, że jest to możliwe! Zawieść ludzi dookoła? Nic strasznego,a le siebie? To byłaby wielka porażka osobista. Do tego nie można dopuścić nigdy.
Dam radę. Obiecuję i pokażę wszystkim jaka jest we mnie siła, którą każdy z nas może mieć.
Zaspałam, ale to nic nowego. Sprawdziłam librusa i doszłam do wniosku, że na jedną lekcje przed okienkiem nie będę iść. Dotarłam na czwartą lekcje, a po piątej wyruszyłam w trasę na paluszki rybne (znowu było zastępstwo). Miałam wrócić w miarę szybko, ale oczywiście nie dałyśmy rady.
Z każdym dniem mam co raz mniej ochoty na kontynuowanie tego wszystkiego w takim trybie. Nie myślałam, że po przeniesieniu się na swoje będę chciała porzucić pracę lub szkołę - nigdy nie pałałam dużym uczuciem do tej placówki, jednak w mojej głowie myśli jeszcze ani razu nie było takiego chaosu. Chodząc do szkoły i pracy zupełnie straciłam czas nawet na dbanie o siebie. Wszystko muszę robić na styk, każdego wieczora błagać o siłę o poranku na przeżycie kolejnego dnia. Odliczam dni do nieznanej daty przybicia Bartka do mojego pokoju na stałe. Sama z każdym dniem tracę motywację żeby wstać i walczyć, myśli o zadłużeniu w jakim siedzę, natłoku obowiązków, co jest mi koniecznie potrzebne w lodówce, czy na pewno muszę aż tak dbać o swój stan, czy lepiej zarwać noc i wykonać wszystkie zaległe obowiązki, a może lepiej odespać potrzebą mi dawkę i żyć? Brak pieniędzy, siły, zdrowia to przytłacza z każdym dniem co raz bardziej.
Jednak chcę pokazać inną stronę takiej niby sielanki. Nie można pokazać dookoła tego, co we mnie siedzi. Kilka pierwszych miesięcy musi być ciężkie.
Chcę tutaj obalić kilka mitów na temat samodzielnego mieszkania jako nastolatka. Jak każdy w tym wieku lubię wypić wieczorem coś alkoholowego, zwłaszcza kiedy dzień był ciężki i przydałby się szybki sen. Mając w kieszeni kilkaset złotych monet na minusie trzeba sobie czasem odmówić ulubionego piwa czy whisky, bo nie było kasy na cole. Będąc sama miałabym znacznie mniejsze szanse na przeżycie tutaj.
Teraz zaczynam pokazywać wam te gorsze strony. To już nie jest kwestia unikania szkoły do granic możliwości, ale też w końcu wzięcia w garść całego życia, które zdecydowaliśmy się prowadzić. Od poniedziałku pokażę, że jest to możliwe! Zawieść ludzi dookoła? Nic strasznego,a le siebie? To byłaby wielka porażka osobista. Do tego nie można dopuścić nigdy.
Dam radę. Obiecuję i pokażę wszystkim jaka jest we mnie siła, którą każdy z nas może mieć.
Komentarze
Prześlij komentarz