Przejdź do głównej zawartości

Zrobili to

Przekonana informacją, że mam być gotowa na siódmą przed snem czas poszedł godzinę do przodu. O ósmej faktycznie byłam już gotowa żeby mnie zabrali, przyszli pół godziny później. Miałam się  budzić, wszystko miało być bezbolesne, a koniec był jak zwykle taki sam. To, że przyszli 8.30 nie znaczy, że tak też mnie zabrali - to zrobili 11.55. Pamiętam, że kiedy ległam na łóżku była 12.08, po kilku minutach zaczęłam powoli tracić siłę w  nogach, które zaczęły się rozsuwać. Później tylko pikanie i ja zaczęłam się poddawać, na szczęście nic nie pamiętam z tego, co było.
Wybudzanie było lekko niekomfortowe, zakrztusiłam się flegmą, a  dodatkowo miałam podobno jakiś skurcz wywołany astmą, ale na szczęście sytuacja została opanowana. Obiecano mi brak bólu po przebudzeniu, po nim zaś moje gardło sprawiało mi tak niewyobrażalny ból (kiedy tylko otwierałam oczy lub próbowałam zrobić cokolwiek związanego z gardłem zaczynałam płakać nie kontrolując tego odruchu) i robi to cały czas przez ostatnie 8 godzin. Nie jestem w stanie bezboleśnie przełknąć śliny.
Zaraz miną 24 godziny od mojego ostatniego łyka wody, mięło już prawie 30 od pokarmu. Wody zaznam jutro, tak samo kiślu.
Dawno nie cieszyłam się z wizyty mamy tak bardzo, jak dziś. Poczułam dziś przy niej jakiegoś rodzaju bezpieczeństwo i pewność działania mojego organizmu. Mimo, że dali mi 4 kroplówki przed jej przyjazdem jakoś tak dopiero ona dała mi siłę, jakiej potrzebowałam w tym momencie. Nawet Bartek nie dał dziś odpowiedniego wsparcia (niestety nie jest to jego mocna strona).
Zjadłabym pizze. Od jutra będę poznawać co raz ciekawsze smaki kiśli. Przespałam większość dnia, ale znowu zamykają mi się oczy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzieci XXI wieku

Obiecałam na instagramie posta na dziś. To jest mega wygodne, bo mam motywację do działania - no w końcu obiecałam publicznie. Dzisiejszy dzień nie jest niczym specjalnym, pobudka o zdecydowanie zbyt wczesnej porze, godzinę później spacer do kuchni no i tu zaczyna się zdecydowana zmiana nastawienia oraz podejścia do wszystkiego, co do tej pory znałam. Zamiast jakiegoś porządnego śniadania, ewentualnie cholernie mocnej kawy w zamian jego grillowałam marchewkę, pokroiłam paprykę, ogórka i zrobiłam dwa sosy do warzywnych przekąsek. W międzyczasie zjadłam 4 grzanki (na każdej plasterek pomidora), zrobiłam kawę, śniadanie dla Pana zapracowanego - zaniosłam i poszłam dalej walczyć z warzywkami. Spędziłam z tym wszystkim około godziny, ale było warto. Do tej pory siedzę i wcinam te kolorowe cosiki (głupio trochę, że głównie sama, ale no co ja mogę poradzić?), sos chrzanowy na bazie jogurtu naturalnego bez laktozy jest super, a jogurt został w ostatnich dniach moim BOGIEM (dzięki lidl!) ! Był...

Gdzie ona jest?

Gdzie podziała się ta wesoła i rezolutna dziewoja, która chciała tylko żyć swoim życiem? Gdzieś przepadła i została w jakimś losowym miejscu przeszłości puszczając dalej jedynie tę bardziej rozsądną część osobowości. Rozsądna nie znaczy wcale lepsza o czym boleśnie musiałam się przekonać już nie raz i nie dziesięć, radość z życia nie jest już taka sama jak miesiące i lata temu, nie dążę już do swoich marzeń o sławie i rozpoznawalności. Teraz już tylko przeżyć, a nie żyć. W ramach poszukiwania dawnej siebie chcę wprowadzić kilka zmian w codzienności - ciekawe czy się uda. Kiedyś już próbowałam kilku z tych rzeczy, rezygnowałam z tego dość szybko przez brak motywacji. Czy może tym razem uda mi się dłużej niż kilka tygodni, może uda mi się dłużej niż miesiąc, może będę mała zapał do dbania o wszystko w tym siebie większy niż chwilowy.  Kiedy spełniłabym swoje plany świat byłaby dla mnie wygodniejszy i szybszy. Wtedy mogłabym poznać tych wszystkich ludzi na których patrzę godzinami myś...

Coś się dzieje

Pora zacząć działać w swoim życiu. Teraz to chyba jeszcze poważniejsze niż wcześniej. Teraz nie zaczynam mieszkania na koszt mame, a wspólny z Bartkiem. Zaczęłam pracę w żabce, podobało mi się - jednak po 3 tygodniach wszystko psu w dupe. Niby zmienił się właściciel sklepu i to dlatego, ale no ciul. Stwierdziłam, że jakoś to będzie i wcale nie wyszło źle. Zrobiłam dzięki mame kurs masażu gorącymi kamieniami, zaczęłam produkcję mydeł, kul do kąpieli i kilku innych takich podstawowych kosmetyków. Do tego pracuję w naturze (bardzo spoko drogeria), a w międzyczasie jeszcze mój kochany handpoke. Wszystko się powoli układa, oby tak zostało. Chcę zacząć pisać od nowa, ale to wydaje się tak mało realne, że nie wiem czy się uda. Mam nadzieję stać się ambitna i pewniejsza siebie. Niech życie w końcu się do mnie uśmiechnie