Przejdź do głównej zawartości

No ja sama nie wiem

No cześć. Jest sukces! 3 dni pod rząd całe w szkole, bez spóźnienia i bez ucieczki! Jestem dumna. Rano widząc na zegarku 6.05 postanowiłam włączyć drzemkę i skończyło się na wyjściu z łóżka o 6.45 mimo wielkiej niechęci. 7.15 wyszłam z domu zapakowana z jedzeniem, zeszytami i wszystkim innym co potrzebne. Czuję się spełniona i rozpiera mnie duma. Do zapowiedzianej kartkówki uczyłam się przez 20 min w autobusie dzięki czemu dostałam z niej 4 na spokojnie, bez stresu (na styk, ale dostałam). W szkole było spokojnie, no w miarę. W pewnym momencie złapałam doła, przez którego ciężko ogarniałam rzeczywistość. Na samą myśl o wzięciu udziału w zakończeniu klas czwartych, gdzie było by widać jedynie mój cień. Nie zapanowałam nad tym, łzy płynęły same. Później chwila spokoju i dopiero po dwóch godzinach wszystko wróciło do normy. Chciałam zostać w szkole do ostatniej godziny, ale nasza nauczycielka dała warunek, że jeśli wszyscy wyjdziemy to dostaniemy obecności - głupotą było by nie skorzystać. Wskoczyłam na chwilę do domu, a później praca... Była rotacja dziewczyn, ale no dzięki temu czas minął znacznie szybciej i przyjemniej.
Wracając uświadomiłam sobie jak bardzo tęskniłam za śniegiem, który dziś się pojawił. Kocham go i doszło do mnie, że jest jak zaufanie. Póki nienaruszone - piękne i delikatne, a gdy tylko się nadepnie lub ruszy nie do naprawienia. Wystarczyło kilka godzin, a nawet rynny dostały kataru :c
Jak weszłam do domu to zobaczyłam Bartka siedzącego na parapecie i zaskoczenie w jego oczach, że jestem niemal pół godziny wcześniej.
Kuchnia w super stanie i mój ukochany patrzący na mnie. Chyba nie jesteśmy typową parą. Zostawiłam tindera tak sobie dla rozrywki,
aktualnie Bartek siedzi i przegląda kto tam jest i dobiera mi pary. No tak fajnie się siedzi i słucha dziwnych rzeczy na yt  jednocześnie mając świadomość, kto dobiera mi pary na rozmów na portalu, na którym sami się poznaliśmy. No trochę mało klasycznie, ale fajnie. Zaufanie między nami jest na wysokim poziomie, on ma dobrą zabawę, a ja będę miała czym zająć czas kiedy już zupełnie nic do robienia nie pozostanie. Wystarczy śmieszne imie lub zdjęcie i już jest na TAK.
Whisky + pepsi = dobra zabawa.
Jutro kilka obowiązków i praca i kolejny miły wieczór.
A z pieniędzmi to chyba jednak nie potrafię ich pilnować, ale daję radę!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzieci XXI wieku

Obiecałam na instagramie posta na dziś. To jest mega wygodne, bo mam motywację do działania - no w końcu obiecałam publicznie. Dzisiejszy dzień nie jest niczym specjalnym, pobudka o zdecydowanie zbyt wczesnej porze, godzinę później spacer do kuchni no i tu zaczyna się zdecydowana zmiana nastawienia oraz podejścia do wszystkiego, co do tej pory znałam. Zamiast jakiegoś porządnego śniadania, ewentualnie cholernie mocnej kawy w zamian jego grillowałam marchewkę, pokroiłam paprykę, ogórka i zrobiłam dwa sosy do warzywnych przekąsek. W międzyczasie zjadłam 4 grzanki (na każdej plasterek pomidora), zrobiłam kawę, śniadanie dla Pana zapracowanego - zaniosłam i poszłam dalej walczyć z warzywkami. Spędziłam z tym wszystkim około godziny, ale było warto. Do tej pory siedzę i wcinam te kolorowe cosiki (głupio trochę, że głównie sama, ale no co ja mogę poradzić?), sos chrzanowy na bazie jogurtu naturalnego bez laktozy jest super, a jogurt został w ostatnich dniach moim BOGIEM (dzięki lidl!) ! Był...

Gdzie ona jest?

Gdzie podziała się ta wesoła i rezolutna dziewoja, która chciała tylko żyć swoim życiem? Gdzieś przepadła i została w jakimś losowym miejscu przeszłości puszczając dalej jedynie tę bardziej rozsądną część osobowości. Rozsądna nie znaczy wcale lepsza o czym boleśnie musiałam się przekonać już nie raz i nie dziesięć, radość z życia nie jest już taka sama jak miesiące i lata temu, nie dążę już do swoich marzeń o sławie i rozpoznawalności. Teraz już tylko przeżyć, a nie żyć. W ramach poszukiwania dawnej siebie chcę wprowadzić kilka zmian w codzienności - ciekawe czy się uda. Kiedyś już próbowałam kilku z tych rzeczy, rezygnowałam z tego dość szybko przez brak motywacji. Czy może tym razem uda mi się dłużej niż kilka tygodni, może uda mi się dłużej niż miesiąc, może będę mała zapał do dbania o wszystko w tym siebie większy niż chwilowy.  Kiedy spełniłabym swoje plany świat byłaby dla mnie wygodniejszy i szybszy. Wtedy mogłabym poznać tych wszystkich ludzi na których patrzę godzinami myś...

Coś się dzieje

Pora zacząć działać w swoim życiu. Teraz to chyba jeszcze poważniejsze niż wcześniej. Teraz nie zaczynam mieszkania na koszt mame, a wspólny z Bartkiem. Zaczęłam pracę w żabce, podobało mi się - jednak po 3 tygodniach wszystko psu w dupe. Niby zmienił się właściciel sklepu i to dlatego, ale no ciul. Stwierdziłam, że jakoś to będzie i wcale nie wyszło źle. Zrobiłam dzięki mame kurs masażu gorącymi kamieniami, zaczęłam produkcję mydeł, kul do kąpieli i kilku innych takich podstawowych kosmetyków. Do tego pracuję w naturze (bardzo spoko drogeria), a w międzyczasie jeszcze mój kochany handpoke. Wszystko się powoli układa, oby tak zostało. Chcę zacząć pisać od nowa, ale to wydaje się tak mało realne, że nie wiem czy się uda. Mam nadzieję stać się ambitna i pewniejsza siebie. Niech życie w końcu się do mnie uśmiechnie