Przejdź do głównej zawartości

Dorosłe życie, czyli ostatni zjazd w cosinusue

Pierwszy tekst o cosinusie wrzuciłam tutaj 16-go października zeszłego roku, byłam wtedy pod wrażeniem tego, jak może wyglądać szkoła i nauczanie. Nie ukrywałam mojego podziwu do tego miejsca w kolejnych tekstach, a nawet filmie stworzonym konkretnie na ten temat. Pracy wciąż nie znalazłam i nie jest tak kolorowo jakbym chciała, czyli nieco inaczej niż przy pierwszym tekście. Jednak chyba najgorsze jest to, że jest już za mną ostatni zjazd w tym liceum, co powoduje we mnie jakiś wewnętrzny smutek, bo musiałam się pożegnać z tymi ludźmi. Nawet nie wiecie jak żałuję, że tak późno zrezygnowałam z technikum - projekt nie był wart siedzenia tam tych lat. Zbieram się od kilku tygodni żeby napisać ten tekst, ale unikałam tego, bo jest to ostateczne pożegnanie z liceum cosinus. Jednak chodźmy do sedna, bo znowu gadam 3 po 3 żeby tylko wydłużyć ten moment.
Ostatni zjazd to były 2 dni egzaminów. Kiedy przyszłam tutaj i pierwszy raz usłyszałam, że na koniec semestru jest egzamin, który decyduje o mojej ocenie i tak właściwie liczy się tylko on w tym wszystkim to byłam PRZERAŻONA i to nie tak nie na żarty. No, bo przecież w zwykłej szkole są gdzieś po drodze jakieś sprawdziany i je można poprawić i mieć lepszą ocenę i no wgl tak no wiecie, więcej możliwości walki o oceny. Powiem wam tak, mój strach minął kiedy okazało się, że miałam w technikum często trudniejsze sprawdziany, ale czy to źle świadczy o cosinusie? Nie. Tutaj nie ma zadań zapychających temat, a same konkrety - czyli dokładnie to czego potrzebujemy. Jeśli na polskim pojawił się temat lektury, to nie było to żadne głupie pytanie w stylu 'jaki kolor ubrania miał Pinokio?', a raczej zapytanie o to 'jaką funkcję w utworze spełnia podany fragment' - szkoła wymusza w nas myślenie, nie głupie zapamiętywanie. No więc tak, jak już wspomniałam ostatni zjazd to były egzaminy, jeśli przychodziło się na zajęcia nie było problemem je zdać z dobrą oceną, a na niektórych przedmiotach bywa jeszcze łatwiej o ile umiemy notować ;) W ewentualnej opcji gdy serio nam nie poszło zawsze była opcja poprawki przed kolejnym semestrem, ale jak nie poszło na pisemnym to ustny ratował sytuację!
Fakt faktem nie obowiązują tutaj zwolnienia lekarskie ani nic w tym stylu, ale też nie jest tak, że musicie mieć 100% obecności, bo 50% na każdym przedmiocie wystarczy żeby podejść do egzaminu więc jeśli nie omijamy losowych zajęć to zawsze znajdzie się jakiś ratunek na czas tejże choroby. Tak jak mówiłam już w tym tekście, tutaj każdy szanuje każdego, nawet jeśli z jakichś ważniejszych przyczyn nie uda się zdobyć tych 50% to można z nauczycielem znaleźć rozwiązanie, ale trzeba tego chcieć.
Tak. To był smutek i strach przed maturą
To nie jest miejsce dla ludzi, którzy chcą trzymać legitymację i mieć w dupie, bo tak możecie działać w szkole dziennej, tutaj przychodzisz bo chcesz uzyskać wykształcenie średnie - bez względu na to ile masz lat i jak potoczyło się Twoje życie. Za to właśnie pokochałam tą szkołę już od pierwszego dnia, bo chciałam skończyć liceum, a dostałam znacznie więcej niż oczekiwałam. Nie powiem, że wszystko jest super, za toaletami nie będę tęsknić (chociaż był tam straszny zaduch to przynajmniej nie było aż siwo od papierosów palonych po cichu przez zakaz na terenie, bo wychodząc przed budynek na spokojnie można palić), ale to chyba jedyne co mi jakoś mocniej przeszkadzało. Każde zajęcia były w tej samej sali dzięki czemu unikaliśmy zamieszań z szukaniem właściwej, bo zawsze było wiadomo gdzie iść.
Nie rezygnuję z cosinusa na zawsze. Wrócę tu jeszcze na kursy lub do szkoły policealnej i znowu wybiorę cosinus!
Łapcie jeszcze film uzupełniający to wszystko!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzieci XXI wieku

Obiecałam na instagramie posta na dziś. To jest mega wygodne, bo mam motywację do działania - no w końcu obiecałam publicznie. Dzisiejszy dzień nie jest niczym specjalnym, pobudka o zdecydowanie zbyt wczesnej porze, godzinę później spacer do kuchni no i tu zaczyna się zdecydowana zmiana nastawienia oraz podejścia do wszystkiego, co do tej pory znałam. Zamiast jakiegoś porządnego śniadania, ewentualnie cholernie mocnej kawy w zamian jego grillowałam marchewkę, pokroiłam paprykę, ogórka i zrobiłam dwa sosy do warzywnych przekąsek. W międzyczasie zjadłam 4 grzanki (na każdej plasterek pomidora), zrobiłam kawę, śniadanie dla Pana zapracowanego - zaniosłam i poszłam dalej walczyć z warzywkami. Spędziłam z tym wszystkim około godziny, ale było warto. Do tej pory siedzę i wcinam te kolorowe cosiki (głupio trochę, że głównie sama, ale no co ja mogę poradzić?), sos chrzanowy na bazie jogurtu naturalnego bez laktozy jest super, a jogurt został w ostatnich dniach moim BOGIEM (dzięki lidl!) ! Był...

Gdzie ona jest?

Gdzie podziała się ta wesoła i rezolutna dziewoja, która chciała tylko żyć swoim życiem? Gdzieś przepadła i została w jakimś losowym miejscu przeszłości puszczając dalej jedynie tę bardziej rozsądną część osobowości. Rozsądna nie znaczy wcale lepsza o czym boleśnie musiałam się przekonać już nie raz i nie dziesięć, radość z życia nie jest już taka sama jak miesiące i lata temu, nie dążę już do swoich marzeń o sławie i rozpoznawalności. Teraz już tylko przeżyć, a nie żyć. W ramach poszukiwania dawnej siebie chcę wprowadzić kilka zmian w codzienności - ciekawe czy się uda. Kiedyś już próbowałam kilku z tych rzeczy, rezygnowałam z tego dość szybko przez brak motywacji. Czy może tym razem uda mi się dłużej niż kilka tygodni, może uda mi się dłużej niż miesiąc, może będę mała zapał do dbania o wszystko w tym siebie większy niż chwilowy.  Kiedy spełniłabym swoje plany świat byłaby dla mnie wygodniejszy i szybszy. Wtedy mogłabym poznać tych wszystkich ludzi na których patrzę godzinami myś...

Coś się dzieje

Pora zacząć działać w swoim życiu. Teraz to chyba jeszcze poważniejsze niż wcześniej. Teraz nie zaczynam mieszkania na koszt mame, a wspólny z Bartkiem. Zaczęłam pracę w żabce, podobało mi się - jednak po 3 tygodniach wszystko psu w dupe. Niby zmienił się właściciel sklepu i to dlatego, ale no ciul. Stwierdziłam, że jakoś to będzie i wcale nie wyszło źle. Zrobiłam dzięki mame kurs masażu gorącymi kamieniami, zaczęłam produkcję mydeł, kul do kąpieli i kilku innych takich podstawowych kosmetyków. Do tego pracuję w naturze (bardzo spoko drogeria), a w międzyczasie jeszcze mój kochany handpoke. Wszystko się powoli układa, oby tak zostało. Chcę zacząć pisać od nowa, ale to wydaje się tak mało realne, że nie wiem czy się uda. Mam nadzieję stać się ambitna i pewniejsza siebie. Niech życie w końcu się do mnie uśmiechnie