Przejdź do głównej zawartości

Cofnąć czas.

 Wydaje mi się, że już kiedyś zadałam sobie to pytanie tutaj. Wtedy zapewne uznałam, że w żadnym wypadku nie chciałabym zmienić niczego, bo wszystko co zrobiłam i co się wydarzyło doprowadziło mnie do tego momentu.

Jednak czysto teoretycznie, jeśli powstanie w którymś momencie maszyna albo płyn albo cokolwiek innego pozwalające cofnąć się do dowolnego momentu naszego życia chętnie z niej skorzystam. Dlaczego? Przecież teraz jest super i stało się niemożliwe.

Powód jest banalny, jak każdy codziennie popełniam błędy. Błędy nie mające wpływu na istotne elementy życia, ale zmieniające mniejsze jego aspekty. 

Całkiem niedawno weszłam na nową drogę w swoim życiu, drogę wyjścia z depresji. Zbierałam się do tego od wielu lat, myśli krążyły wokół terapii bardzo długo, ale bałam się jej. Bałam się przyznać, że jest ze mną tak źle, że potrzebuję pomocy kogoś z zewnątrz, przecież jestem silna i sobie poradzę. Może i ja byłam na tyle silna żeby przez te lata wytrzymywać ze sobą, ale nie zwracałam uwagi na to jak ranię bliskich dookoła mnie - oni nie musieli być tak silni jak ja. Jednak równie co silna, byłam głupia i ślepa. Nie zauważałam do jakiego stopnia ich raniłam póki jeden z nich nie powiedział mi tego w twarz. Dopiero otrzymanie takiego mentalnego liścia pozwoliło mi zacząć faktycznie zauważać ile syfu narobiłam dookoła.

Według ogólnie dostępnych danych co piąta osoba na świecie zmaga się z depresją. Czy jeśli dać każdemu z nich możliwość cofnięcia czasu i pokierowania inaczej niektórych małych sytuacji to czy by skorzystali? Jestem pewna, że nie każdy, jednak przynajmniej mała cząstka z nich mogłaby wejść do domu kilka minut później lub wcześniej z niego wyjść, nie zadać jednego pytania podczas rozmowy, zmienić jakiś szczegół, ale nie wpłynąć na swoje dalsze postępowanie.

Zmiana takiego małego szczegółu mogłaby nieznacznie wpłynąć na dalsze życie i wybory w nim podejmowane, ale jednocześnie mogłaby uchronić nas przed bolesnymi wspomnieniami i przyszłymi fobiami. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzieci XXI wieku

Obiecałam na instagramie posta na dziś. To jest mega wygodne, bo mam motywację do działania - no w końcu obiecałam publicznie. Dzisiejszy dzień nie jest niczym specjalnym, pobudka o zdecydowanie zbyt wczesnej porze, godzinę później spacer do kuchni no i tu zaczyna się zdecydowana zmiana nastawienia oraz podejścia do wszystkiego, co do tej pory znałam. Zamiast jakiegoś porządnego śniadania, ewentualnie cholernie mocnej kawy w zamian jego grillowałam marchewkę, pokroiłam paprykę, ogórka i zrobiłam dwa sosy do warzywnych przekąsek. W międzyczasie zjadłam 4 grzanki (na każdej plasterek pomidora), zrobiłam kawę, śniadanie dla Pana zapracowanego - zaniosłam i poszłam dalej walczyć z warzywkami. Spędziłam z tym wszystkim około godziny, ale było warto. Do tej pory siedzę i wcinam te kolorowe cosiki (głupio trochę, że głównie sama, ale no co ja mogę poradzić?), sos chrzanowy na bazie jogurtu naturalnego bez laktozy jest super, a jogurt został w ostatnich dniach moim BOGIEM (dzięki lidl!) ! Był...

Gdzie ona jest?

Gdzie podziała się ta wesoła i rezolutna dziewoja, która chciała tylko żyć swoim życiem? Gdzieś przepadła i została w jakimś losowym miejscu przeszłości puszczając dalej jedynie tę bardziej rozsądną część osobowości. Rozsądna nie znaczy wcale lepsza o czym boleśnie musiałam się przekonać już nie raz i nie dziesięć, radość z życia nie jest już taka sama jak miesiące i lata temu, nie dążę już do swoich marzeń o sławie i rozpoznawalności. Teraz już tylko przeżyć, a nie żyć. W ramach poszukiwania dawnej siebie chcę wprowadzić kilka zmian w codzienności - ciekawe czy się uda. Kiedyś już próbowałam kilku z tych rzeczy, rezygnowałam z tego dość szybko przez brak motywacji. Czy może tym razem uda mi się dłużej niż kilka tygodni, może uda mi się dłużej niż miesiąc, może będę mała zapał do dbania o wszystko w tym siebie większy niż chwilowy.  Kiedy spełniłabym swoje plany świat byłaby dla mnie wygodniejszy i szybszy. Wtedy mogłabym poznać tych wszystkich ludzi na których patrzę godzinami myś...

Coś się dzieje

Pora zacząć działać w swoim życiu. Teraz to chyba jeszcze poważniejsze niż wcześniej. Teraz nie zaczynam mieszkania na koszt mame, a wspólny z Bartkiem. Zaczęłam pracę w żabce, podobało mi się - jednak po 3 tygodniach wszystko psu w dupe. Niby zmienił się właściciel sklepu i to dlatego, ale no ciul. Stwierdziłam, że jakoś to będzie i wcale nie wyszło źle. Zrobiłam dzięki mame kurs masażu gorącymi kamieniami, zaczęłam produkcję mydeł, kul do kąpieli i kilku innych takich podstawowych kosmetyków. Do tego pracuję w naturze (bardzo spoko drogeria), a w międzyczasie jeszcze mój kochany handpoke. Wszystko się powoli układa, oby tak zostało. Chcę zacząć pisać od nowa, ale to wydaje się tak mało realne, że nie wiem czy się uda. Mam nadzieję stać się ambitna i pewniejsza siebie. Niech życie w końcu się do mnie uśmiechnie