Nie lubię wstawać z łóżka, to wiąże się z obowiązkami i wyzwaniami - łóżko jest bezpieczne i nie wymaga ode mnie nic więcej niż leżenie. Jednak od kilku dni pojawiły się we mnie dziwne pokłady energii - zamiast leżeć dodatkową godzinę przyklejona do telefonu, wstaję i działam. Poranna toaleta z myciem zębów (przed kawą! nigdy tego nie robiłam! zęby zawsze były po kawie), ogarnięcie kuchni z zalegających naczyń, wymiana kici jedzenia, przygotowanie kawy, zrobienie wody z wit C dla siebie i Bartka, zebranie naczyń z dużego pokoju, zapakowanie zmywarki. Kurde! Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że będę tak obrotna na chwilę po przebudzeniu to bym nie uwierzyła! Wiedziałam, że potrafię sporo ogarnąć rano, ale nigdy tyle! No dobra - nie nigdy, bo w drugiej połowie szkoły podstawowej jakoś to ogarniałam i robiłam nawet więcej - ahh kiedy to było.
Fajnie myśli się o tym, jak człowiek zmienia swoje podejście i ogarnięcie w dosłownie chwilę - zaledwie tydzień temu pisałam o tym jak zacząć ogarnięcie siebie, a teraz już zapitalam jak mały samochodzik. Jestem dumna z tego, co osiągnęłam w tak krótkim czasie i mam nadzieję nie zatrzymywać się za bardzo - nie mogę lecieć tak cały czas, bo wybuchnę. W ramach bycia robotną zrobiłam przemeblowanie w sypialni, trochę w salonie - przygotowuje miejsce do nagrywania oraz zdjęć (te ostatnie na insta mocno mi się podobają), chaos panujący wszędzie dookoła mnie w mieszkaniu bardzo utrudnia robienie estetycznych i jakkolwiek wyglądających zdjęć. Jeśli mój zapał nie ostygnie przez kolejne dni jest nawet szansa na nagranie filmu mówiącego o tym, jak ja przeszłam (właściwie nadal przechodzę) słynny covid oraz jak to wszystko wpłynęło na moją codzienność.
Jednak - z pierwszych punktów muszę dokończyć ogarnianie mieszkania, bo zostawiłam wszystko zrobione na ok 80% i nie można żyć w taki sposób, kiedy to chomik stoi na środku pokoju.

Komentarze
Prześlij komentarz