Od kiedy skończyłam sławetne lat 18 jakoś tak się kręciłam dookoła znalezienia pracy, bo jednak chciałam już mieć swoje pieniądze żeby po prostu funkcjonować minimalnie bardziej niezależnie. Na koniec grudnia miałam urodziny, pod koniec września postanowiłam pójść do pracy. Wtedy już zaczął się właśnie ten czas, że pora ruszyć dupe.
Pracowałam w sklepie alkoholowym, nie był on jakoś wybitnie zły, po prostu robili trochę w chuja na wypłacie, a tak przynajmniej wydawało mi się póki nie poszłam do drugiego miejsca. Praca w tym sklepie przyprawiała mnie z czasem już o mdłości. Jeżdżenie do innych sklepów - czasami nawet na drugi koniec miasta, kończąc wtedy pracę o północy byłam w domu dopiero około półtorej godziny później, bo przecież w nocy autobusy nie lubią współpracować. Miałam pracować tylko w weekendy, a nie zliczę nawet jak często musiałam prosto ze szkoły jechać do roboty. Pracując jedynie w weekend, bez dodatkowych godzin i dni powinnam zarabiać 648 zł, a z miesiąca zazwyczaj wyciągałam około 1000 zł - zwykle nawet więcej przez święta i dodatkowe dni w tygodniu. Zarobiłam tą minimalną kwotę jedynie w ostatnim miesiącu pracy, kiedy już wprowadzałam się tutaj i po prostu nie miałam czasu tam jeździć na milion dodatkowych godzin przez co oczywiście regularnie byłam opierdalana, bo jak ja mogę nie chcieć pracować w dniach poza tymi w umowie. Kiedy przyszłam odebrać wypłatę i jednocześnie powiedziałam, że nie podpiszę umowy na kolejny miesiąc nie chcieli dać mi pieniędzy, dali mi połowę, a jeszcze potrącili dodatkowe pieniądze, bo remanent się nie zgadzał. Piękne miejsce.
Drugą pracą również był alkoholowy, ale już umowa o pracę, warunki milion razy lepsze, zatrudnienie w dużej ogólnopolskiej firmie. Nie było już robienia w ciula na wypłacie, stawka minimalna, ale wystarczająca. Tutaj nie ma co się rozpisywać, bo nikt nigdy złego słowa na mnie nie powiedział, każdy był pomocny i szanował mnie. Nie byłam zmuszana do dodatkowych godzin ani zmiany sklepów, no do niczego po prostu. Wszystko było takie normalne, wtedy właśnie zrozumiałam różnicę jeśli chodzi o poziom pracy. I poza tym grafik zawsze miałam ustalony z góry i wiedziałam kiedy i w jakich godzinach będę musiała pracować.
Trzecim miejscem była produkcja. Tą pracę wspominam w sumie super prócz dojazdu. Musiałam dotrzeć na miejsce na godzinę 14:00, co łączyło się z wyjściem z domu o 12:30 i kończąc pracę o 22:00 wchodziłam do domu dokładnie 23:01, a jeśli żabka była już zamknięta to o 22:57. Powrót był krótszy ze względu na brak korków, ale sama praca była bardzo przyjemna i dość prosta. Siedziałam przy linii na krzesełku i pakowałam elementy zestawów szczoteczek sonicznych do pudełek i tyle. Czasami tempo było dość duże, ale nie narzekałam, bo praca mijała bardzo szybko i było fajnie. I dużo krzyczałam na ukraińców jak się opierdalali. Serio, spoko było, ale zapotrzebowanie się skończyło i mi powiedzieli elo.
Później chwilę pracowałam pisząc teksty na fanpeja gabinetu masażu mamy. Ogólnie to była fajna praca, ale ciężko było się czasem dogadać w sprawie tematyki danego tekstu czy innych szczegółów. Ja chciałam to robić, bo sprawiało mi przyjemność i wcale nie musiałam wychodzić z domu, mogłam pracować w swoim łóżku, w łóżku Bartka, gdziekolwiek gdzie byłam mogłam pracować i czuć satysfakcję z tego co robię. Jednak skończyło się to szybciej niż zaczęło, bo już po chwili okazałam się nie być już potrzebna. Chciałabym tak działać dalej, ale jak widać nie wszystko może być tak cudowne jakbyśmy chcieli.
Ostatnia praca, która nie była w żadnym konkretnym okresie czasu, bo wszystko działo się pomiędzy innymi pracami. Jeździłam na nocne inwentaryzacje. Po takiej nocce zawsze wpadało trochę kasy i nie było to jakieś tragiczne, bo tak właściwie w sklepie było dużo ludzi, wszystkie światła zapalone, pomijając fakt że każdy liczył towar, a nie go kupował to wyglądało jakby się weszło do sklepu za dnia. Te wyjazdy też wspominam całkiem spoko, ale myślę że na dłuższą metę bym nie dała rady tego robić. Nie mogłabym codziennie czy nawet 4 razy w tygodniu tak jeździć, bo byłabym wykończona.
To są wszystkie prace, którymi zajmowałam się w okresie od końca września 2017 do końca marca 2019, jednak nie pracowałam w okresie maj 2018 - październik 2018 później po dwóch miesiącach pracy od grudnia 2018 do lutego 2019 i później znów 2 miesiące pracy i obecnie od miesiąca szukam kolejnego zatrudnienia. No nie mam jakoś szczęścia, chociaż zwykle szłam i dostawałam pracę. Wtedy szło to jakoś lepiej.
Pracowałam w sklepie alkoholowym, nie był on jakoś wybitnie zły, po prostu robili trochę w chuja na wypłacie, a tak przynajmniej wydawało mi się póki nie poszłam do drugiego miejsca. Praca w tym sklepie przyprawiała mnie z czasem już o mdłości. Jeżdżenie do innych sklepów - czasami nawet na drugi koniec miasta, kończąc wtedy pracę o północy byłam w domu dopiero około półtorej godziny później, bo przecież w nocy autobusy nie lubią współpracować. Miałam pracować tylko w weekendy, a nie zliczę nawet jak często musiałam prosto ze szkoły jechać do roboty. Pracując jedynie w weekend, bez dodatkowych godzin i dni powinnam zarabiać 648 zł, a z miesiąca zazwyczaj wyciągałam około 1000 zł - zwykle nawet więcej przez święta i dodatkowe dni w tygodniu. Zarobiłam tą minimalną kwotę jedynie w ostatnim miesiącu pracy, kiedy już wprowadzałam się tutaj i po prostu nie miałam czasu tam jeździć na milion dodatkowych godzin przez co oczywiście regularnie byłam opierdalana, bo jak ja mogę nie chcieć pracować w dniach poza tymi w umowie. Kiedy przyszłam odebrać wypłatę i jednocześnie powiedziałam, że nie podpiszę umowy na kolejny miesiąc nie chcieli dać mi pieniędzy, dali mi połowę, a jeszcze potrącili dodatkowe pieniądze, bo remanent się nie zgadzał. Piękne miejsce.
Drugą pracą również był alkoholowy, ale już umowa o pracę, warunki milion razy lepsze, zatrudnienie w dużej ogólnopolskiej firmie. Nie było już robienia w ciula na wypłacie, stawka minimalna, ale wystarczająca. Tutaj nie ma co się rozpisywać, bo nikt nigdy złego słowa na mnie nie powiedział, każdy był pomocny i szanował mnie. Nie byłam zmuszana do dodatkowych godzin ani zmiany sklepów, no do niczego po prostu. Wszystko było takie normalne, wtedy właśnie zrozumiałam różnicę jeśli chodzi o poziom pracy. I poza tym grafik zawsze miałam ustalony z góry i wiedziałam kiedy i w jakich godzinach będę musiała pracować.
Trzecim miejscem była produkcja. Tą pracę wspominam w sumie super prócz dojazdu. Musiałam dotrzeć na miejsce na godzinę 14:00, co łączyło się z wyjściem z domu o 12:30 i kończąc pracę o 22:00 wchodziłam do domu dokładnie 23:01, a jeśli żabka była już zamknięta to o 22:57. Powrót był krótszy ze względu na brak korków, ale sama praca była bardzo przyjemna i dość prosta. Siedziałam przy linii na krzesełku i pakowałam elementy zestawów szczoteczek sonicznych do pudełek i tyle. Czasami tempo było dość duże, ale nie narzekałam, bo praca mijała bardzo szybko i było fajnie. I dużo krzyczałam na ukraińców jak się opierdalali. Serio, spoko było, ale zapotrzebowanie się skończyło i mi powiedzieli elo.
Później chwilę pracowałam pisząc teksty na fanpeja gabinetu masażu mamy. Ogólnie to była fajna praca, ale ciężko było się czasem dogadać w sprawie tematyki danego tekstu czy innych szczegółów. Ja chciałam to robić, bo sprawiało mi przyjemność i wcale nie musiałam wychodzić z domu, mogłam pracować w swoim łóżku, w łóżku Bartka, gdziekolwiek gdzie byłam mogłam pracować i czuć satysfakcję z tego co robię. Jednak skończyło się to szybciej niż zaczęło, bo już po chwili okazałam się nie być już potrzebna. Chciałabym tak działać dalej, ale jak widać nie wszystko może być tak cudowne jakbyśmy chcieli.
Ostatnia praca, która nie była w żadnym konkretnym okresie czasu, bo wszystko działo się pomiędzy innymi pracami. Jeździłam na nocne inwentaryzacje. Po takiej nocce zawsze wpadało trochę kasy i nie było to jakieś tragiczne, bo tak właściwie w sklepie było dużo ludzi, wszystkie światła zapalone, pomijając fakt że każdy liczył towar, a nie go kupował to wyglądało jakby się weszło do sklepu za dnia. Te wyjazdy też wspominam całkiem spoko, ale myślę że na dłuższą metę bym nie dała rady tego robić. Nie mogłabym codziennie czy nawet 4 razy w tygodniu tak jeździć, bo byłabym wykończona.
To są wszystkie prace, którymi zajmowałam się w okresie od końca września 2017 do końca marca 2019, jednak nie pracowałam w okresie maj 2018 - październik 2018 później po dwóch miesiącach pracy od grudnia 2018 do lutego 2019 i później znów 2 miesiące pracy i obecnie od miesiąca szukam kolejnego zatrudnienia. No nie mam jakoś szczęścia, chociaż zwykle szłam i dostawałam pracę. Wtedy szło to jakoś lepiej.
Komentarze
Prześlij komentarz