W moim życiu nigdy nie było kolorowo. Ostatnio z Bartkiem rozmawialiśmy o moich poprzednich związkach z czego wyszło, że dopiero ten z nim jest faktycznie udany i czuję się w nim pewnie. O dzieciństwie najchętniej bym zapomniała mimo pojedynczych pozytywnych wspomnień jest ich nieopisanie mniej niż tych negatywnych. Szkoły też nie ułatwiały mi wyjścia na prostą pozytywną drogę. Mój wygląd do połowy gimnazjum również bardzo utrudniał relacje międzyludzkie.
Jednak w połowie drugiej klasy gimnazjum kiedy depresja pogłębiła się znacząco wpadłam w etap szeroko pojętych używek i złego towarzystwa. Tkwiłam w tym przez półtora roku, bo wtedy nie myślałam o tym jak jest mi źle i nie bałam się odzywać do nowych ludzi. Świat był wtedy taki łatwy, uciekałam od każdego złego bodźca, udawałam że tego po prostu nie ma. Tylko wtedy jeszcze nie byłam świadoma, że będę musiała kiedyś stawić temu czoła. Zawaliłam ostatnią klasę gimnazjum przez ucieczki od problemów, a tym samym ucieczki z domu, które jedynie powodowały kolejne problemu nie widoczne dla mnie. Samookaleczenie i próby samobójcze jednak nie były dobrym rozwiązaniem tak samo jak pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Przeszłam przez wiele terapii żeby dotarło do mnie, że faktycznie mój stan jest fatalny, a ja muszę przestać uciekać.
Pozostawiłam w tyle niemal wszystkie używki prócz alkoholu i nikotyny. Alkohol bardzo ułatwiał funkcjonowanie przez co towarzyszył mi jeszcze przynajmniej rok niemal codziennie i to wcale nie w małych ilościach. Nie umiałam go zostawić, wtedy mój mózg też się wyłączał dzięki czemu pozwalał na wyparcie całego otaczającego mnie zła.
Jeszcze dwa lata temu byłam święcie przekonana, że po prostu kończąc szkołę podstawową popadłam w depresję przez co moje życie będzie tak wyglądać już zawsze, a czasami mam po prostu jakiś lepszy czas. Jednak uczęszczałam wtedy na terapię do cudownej kobiety, która pomagała mi analizować moje życie i zachowania krok po kroku. Dzięki temu okazało się, że depresja zaczęła się już w czwartej klasie szkoły podstawowej jeśli nie wcześniej. W dalszym okresie okazało się, że prawdopodobnie już do końca życia będę walczyć z chorobą afektywną dwubiegunową i o zmaganiach z nią chcę opowiedzieć.
W okresie depresyjnym, który wciąż pochłania większość roku nie umiem funkcjonować jak człowiek. Najchętniej zamknęłabym się w pokoju z obawy, że każde spotkanie czy rozmowa z kimkolwiek mogą doprowadzić mnie do drastycznych kroków. Brak energii do robienia czegokolwiek towarzyszy mi w tym okresie codziennie. Wielkim wyczynem jest wyjście z łóżka 3 godziny po przebudzeniu, bo po prostu nie potrafię zebrać się w sobie i zrobić tego wcześniej jeśli nie mam silnej motywacji jak np. szkoła lub autobus. Jeśli wiem, że mogę się gdzieś spóźnić to tak się stanie, bo przez niechęć do wyjścia będę odwlekać wszystko na ostatnią chwilę. Nawet przykładem z dziś może być fakt, że budząc się przed siódmą wyszłam z łóżka przed dziesiątą, bo musiałam nakarmić małą. O 11.30 miał być kurier, a ja musiałam jeszcze wypłacić pieniądze, skończyło się na tym, że ledwo zdążyłam wejść do pokoju, a już dzwonił domofon. Jeśli mam coś zrobić też będę to odkładać tak długo jak się da, albo poczekam aż ktoś inny to zrobi, wiem że nie powinnam się tak zachowywać, ale po prostu nie umiem. W środku chcę iść na siłownię i spędzić tam dwie godziny na intensywnych ćwiczeniach, ale na zewnątrz będę szukać wymówek żeby tylko tego nie zrobić i zostać w łóżku, bo tu właśnie jest bezpiecznie. Będąc w domu nie czuję nawet potrzeby brania prysznica, bo nie widzę w tym po prostu sensu. Głupio jest się do tego przyznać, ale tak to właśnie wygląda. Z zewnątrz widać to przede wszystkim po ilości zdjęć dodawanych na moim instagramie, w tym czasie jest ich bardzo minimalna ilość. Tak właśnie wygląda większość mojego życia.
W pozostałej części świat może wydawać się lepszy. Mania tworzy ze mnie osobę otwartą, pełną energii i chęci do działania. Właśnie w takim czasie otworzyłam tego bloga i postanowiłam mu się poświęcić. Kiedy kończy się depresja i zaczyna mania mam w głowie milion pomysłów na siebie po czym realizuję każdy plan w mniejszym lub większym stopniu, nie mam wtedy żadnych potrzeb prócz działania. W domu jestem tak mało jak tylko się da, a i w nim działam na pełnych obrotach, bo nie potrafię się zatrzymać - lecę niczym pendolino! Każdy dzień to nowa szansa na życie, śpię tak mało jak się da (czasami zarywam po trzy nocki żeby później odespać je w 10 godzin) i robię rzeczy. Jeśli nie stukam cały czas tekstów na bloga to rysuję, robię origami, czytam, uczę się dodatkowego materiału, zastanawiam się nad kolejnymi planami na przyszłość, co mogłabym robić i jak wykorzystać każdą minutę na 100% żeby nie żałować niczego. Kiedy brak mi pomysłu to zaczynam tworzyć co raz ciekawsze makijaże i robić miliony zdjęć nie mogąc wybrać tego najlepszego, bo każde jest cudowne, a ja wyglądam najlepiej na świecie! Wychodząc z domu chodzę na spacery po kilka km, nie są to spacery bez celu - zawsze idę gdzieś i po coś żeby miało to sens. Nie jeżdżę wtedy tramwajem, bo lepiej na mój organizm wpłynie spacer, a i pupa na tym skorzysta. Mam ochotę odkrywać nowe miejsca i przekraczać swoje granice. Jednak mimo tego jak pięknie to brzmi jest to również złe, bo przeciążam siebie za bardzo, co odbija się na np zdrowiu. Aczkolwiek i tak wolę być w stanie manii aniżeli depresji.
Bywają też takie dni kiedy stany przechodzą między sobą jednego dnia. Mogę np obudzić się w czasie depresji i mieć poranek taki jak zwykle, a za kilka godzin nagle dostaję taki przypływ energii, że nie umiem jej opanować ani ulokować żeby tylko następnego wieczora lub poranka płakać przez fakt swojej beznadziejnośći.
Codziennie walczę żeby panować nad tym i nie dać się porwać za mocno w żadną ze stron, świadomość, że mam dla kogo nad sobą panować pomaga. Czasami nie jest łatwo, zwłaszcza w okresie depresji. Jednak na terapii nauczyłam się analizować każdą myśl i wtedy znacznie łatwiej jest zmotywować się do racjonalnego funkcjonowania. Jeśli ktokolwiek się z tym męczy bardzo polecam tą metodę, analizowanie swoich zachowań i badanie skąd się biorą pomaga zapanować nad tym chaosem. Ze wszystkim da się żyć i nie zawsze potrzebne są leki!
Jednak w połowie drugiej klasy gimnazjum kiedy depresja pogłębiła się znacząco wpadłam w etap szeroko pojętych używek i złego towarzystwa. Tkwiłam w tym przez półtora roku, bo wtedy nie myślałam o tym jak jest mi źle i nie bałam się odzywać do nowych ludzi. Świat był wtedy taki łatwy, uciekałam od każdego złego bodźca, udawałam że tego po prostu nie ma. Tylko wtedy jeszcze nie byłam świadoma, że będę musiała kiedyś stawić temu czoła. Zawaliłam ostatnią klasę gimnazjum przez ucieczki od problemów, a tym samym ucieczki z domu, które jedynie powodowały kolejne problemu nie widoczne dla mnie. Samookaleczenie i próby samobójcze jednak nie były dobrym rozwiązaniem tak samo jak pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Przeszłam przez wiele terapii żeby dotarło do mnie, że faktycznie mój stan jest fatalny, a ja muszę przestać uciekać.
Pozostawiłam w tyle niemal wszystkie używki prócz alkoholu i nikotyny. Alkohol bardzo ułatwiał funkcjonowanie przez co towarzyszył mi jeszcze przynajmniej rok niemal codziennie i to wcale nie w małych ilościach. Nie umiałam go zostawić, wtedy mój mózg też się wyłączał dzięki czemu pozwalał na wyparcie całego otaczającego mnie zła.
Jeszcze dwa lata temu byłam święcie przekonana, że po prostu kończąc szkołę podstawową popadłam w depresję przez co moje życie będzie tak wyglądać już zawsze, a czasami mam po prostu jakiś lepszy czas. Jednak uczęszczałam wtedy na terapię do cudownej kobiety, która pomagała mi analizować moje życie i zachowania krok po kroku. Dzięki temu okazało się, że depresja zaczęła się już w czwartej klasie szkoły podstawowej jeśli nie wcześniej. W dalszym okresie okazało się, że prawdopodobnie już do końca życia będę walczyć z chorobą afektywną dwubiegunową i o zmaganiach z nią chcę opowiedzieć.
W okresie depresyjnym, który wciąż pochłania większość roku nie umiem funkcjonować jak człowiek. Najchętniej zamknęłabym się w pokoju z obawy, że każde spotkanie czy rozmowa z kimkolwiek mogą doprowadzić mnie do drastycznych kroków. Brak energii do robienia czegokolwiek towarzyszy mi w tym okresie codziennie. Wielkim wyczynem jest wyjście z łóżka 3 godziny po przebudzeniu, bo po prostu nie potrafię zebrać się w sobie i zrobić tego wcześniej jeśli nie mam silnej motywacji jak np. szkoła lub autobus. Jeśli wiem, że mogę się gdzieś spóźnić to tak się stanie, bo przez niechęć do wyjścia będę odwlekać wszystko na ostatnią chwilę. Nawet przykładem z dziś może być fakt, że budząc się przed siódmą wyszłam z łóżka przed dziesiątą, bo musiałam nakarmić małą. O 11.30 miał być kurier, a ja musiałam jeszcze wypłacić pieniądze, skończyło się na tym, że ledwo zdążyłam wejść do pokoju, a już dzwonił domofon. Jeśli mam coś zrobić też będę to odkładać tak długo jak się da, albo poczekam aż ktoś inny to zrobi, wiem że nie powinnam się tak zachowywać, ale po prostu nie umiem. W środku chcę iść na siłownię i spędzić tam dwie godziny na intensywnych ćwiczeniach, ale na zewnątrz będę szukać wymówek żeby tylko tego nie zrobić i zostać w łóżku, bo tu właśnie jest bezpiecznie. Będąc w domu nie czuję nawet potrzeby brania prysznica, bo nie widzę w tym po prostu sensu. Głupio jest się do tego przyznać, ale tak to właśnie wygląda. Z zewnątrz widać to przede wszystkim po ilości zdjęć dodawanych na moim instagramie, w tym czasie jest ich bardzo minimalna ilość. Tak właśnie wygląda większość mojego życia.
W pozostałej części świat może wydawać się lepszy. Mania tworzy ze mnie osobę otwartą, pełną energii i chęci do działania. Właśnie w takim czasie otworzyłam tego bloga i postanowiłam mu się poświęcić. Kiedy kończy się depresja i zaczyna mania mam w głowie milion pomysłów na siebie po czym realizuję każdy plan w mniejszym lub większym stopniu, nie mam wtedy żadnych potrzeb prócz działania. W domu jestem tak mało jak tylko się da, a i w nim działam na pełnych obrotach, bo nie potrafię się zatrzymać - lecę niczym pendolino! Każdy dzień to nowa szansa na życie, śpię tak mało jak się da (czasami zarywam po trzy nocki żeby później odespać je w 10 godzin) i robię rzeczy. Jeśli nie stukam cały czas tekstów na bloga to rysuję, robię origami, czytam, uczę się dodatkowego materiału, zastanawiam się nad kolejnymi planami na przyszłość, co mogłabym robić i jak wykorzystać każdą minutę na 100% żeby nie żałować niczego. Kiedy brak mi pomysłu to zaczynam tworzyć co raz ciekawsze makijaże i robić miliony zdjęć nie mogąc wybrać tego najlepszego, bo każde jest cudowne, a ja wyglądam najlepiej na świecie! Wychodząc z domu chodzę na spacery po kilka km, nie są to spacery bez celu - zawsze idę gdzieś i po coś żeby miało to sens. Nie jeżdżę wtedy tramwajem, bo lepiej na mój organizm wpłynie spacer, a i pupa na tym skorzysta. Mam ochotę odkrywać nowe miejsca i przekraczać swoje granice. Jednak mimo tego jak pięknie to brzmi jest to również złe, bo przeciążam siebie za bardzo, co odbija się na np zdrowiu. Aczkolwiek i tak wolę być w stanie manii aniżeli depresji.
Bywają też takie dni kiedy stany przechodzą między sobą jednego dnia. Mogę np obudzić się w czasie depresji i mieć poranek taki jak zwykle, a za kilka godzin nagle dostaję taki przypływ energii, że nie umiem jej opanować ani ulokować żeby tylko następnego wieczora lub poranka płakać przez fakt swojej beznadziejnośći.
Codziennie walczę żeby panować nad tym i nie dać się porwać za mocno w żadną ze stron, świadomość, że mam dla kogo nad sobą panować pomaga. Czasami nie jest łatwo, zwłaszcza w okresie depresji. Jednak na terapii nauczyłam się analizować każdą myśl i wtedy znacznie łatwiej jest zmotywować się do racjonalnego funkcjonowania. Jeśli ktokolwiek się z tym męczy bardzo polecam tą metodę, analizowanie swoich zachowań i badanie skąd się biorą pomaga zapanować nad tym chaosem. Ze wszystkim da się żyć i nie zawsze potrzebne są leki!
Komentarze
Prześlij komentarz