Przejdź do głównej zawartości

I psu w dupe, ale mu się podoba

Ostatnio nie toczy się najlepiej. Ogólnie mogłabym narzekać, bo ani nie mam pracy, ani nie jest super kolorowo  pieniędzmi, a jeszcze zaraz robię tatuaż więc już tym bardziej pieniądze wyparują. Mogłabym zacząć użalać się nad sobą, bo duża część moich cholernie bliskich znajomych postanowiła odciąć się ode mnie i Bartka ot tak, przez głupi żart Bartka ostatecznie mówiąc, że wszystko jest moją winą. Owszem, posypało się w ostatnim czasie bardzo dużo spraw, ale nic na to nie poradzę i mogę jedynie liczyć, że z każdym dniem będzie lepiej, a i znajomych spotkamy w czasie może bardziej wiernych. Nie liczących na profit w postaci bezinteresownej pomocy w każdej sprawie czy inne tego typu drobiazgi. Serio. Z Bartkiem jesteśmy pomocni w takiej skali w jakiej możemy, on zwykle bardziej, bo ma większe doświadczenie we wszelkich pracach remontowo - przewozowych. Ja zwykle jestem jako dodatek, który pomaga załadować czy ogarnąć jeśli trzeba, ale nie pcham się do każdej sprawy jeśli nie muszę. Aczkolwiek z Bartkiem jesteśmy zazwyczaj wszędzie w duecie.
Inną kwestią jest brak pracy, wysyłam cv - nie jest tak, że chcę pracę, ale ni robię nic w tym kierunku. Wysyłam do miejsc, w których praca mogłaby jakkolwiek dawać mi satysfakcję i nie byłabym poniżana i ciorana po 12 godzin za drobne. Będę na dniach zapewne dalej coś wysyłać i szukać w okolicy domu, bo jeździć jestem w stanie tylko w wyjątkowych sytuacjach, bo nie wyobrażam sobie jeździć godzinę do pracy na np ósmą. Jest to dla mnie niestety nie do przeżycia, bo wstając o tak wczesnej godzinie mogłabym sobie nie poradzić po prostu. Pamiętam jak to wyglądało, kiedy otwierałam sklep o 6 rano i byłam po prostu martwa nie czując jakichkolwiek pozytywnych emocji z czasu spędzonego na zarabianiu pieniędzy. Serio, przychodziłam do pracy w piżamie i ogarniałam się na miejscu.
Pieniędzy brakuje, bo właśnie nie mam pracy, a mam na co wydawać niestety. Ogólnie chciałabym zacząć płakać jak bardzo jest mi źle i wgl, ale po co? Serio. Po co mam się martwić, narzekać i płakać. Wiem, że jakoś wykombinuję te 350 zł na miesiąc na rachunki, bo przecież w kwietniu już muszę coś znaleźć. Jestem pozytywnie nastawiona do dalszego toku wydarzeń i  polecam to każdemu, kto myśli, że sobie nie poradzi. Spróbujcie znaleźć kogoś, kto ewentualnie pożyczy wam kilka groszy na podstawowe wydatki, a swoje przyjemności jeśli tylko możecie w obecnej chwili spróbujcie ograniczyć. Ja przez termin umówiony pół roku wstecz nie jestem w stanie zrezygnować z tatuażu, ale teraz robię przerwę na dłuższy czas żeby trochę odłożyć, bo przecież już za kilka miesięcy z Bartkiem idziemy na swoje! Nawet nie wiecie jak bardzo nie mogę się tego doczekać.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzieci XXI wieku

Obiecałam na instagramie posta na dziś. To jest mega wygodne, bo mam motywację do działania - no w końcu obiecałam publicznie. Dzisiejszy dzień nie jest niczym specjalnym, pobudka o zdecydowanie zbyt wczesnej porze, godzinę później spacer do kuchni no i tu zaczyna się zdecydowana zmiana nastawienia oraz podejścia do wszystkiego, co do tej pory znałam. Zamiast jakiegoś porządnego śniadania, ewentualnie cholernie mocnej kawy w zamian jego grillowałam marchewkę, pokroiłam paprykę, ogórka i zrobiłam dwa sosy do warzywnych przekąsek. W międzyczasie zjadłam 4 grzanki (na każdej plasterek pomidora), zrobiłam kawę, śniadanie dla Pana zapracowanego - zaniosłam i poszłam dalej walczyć z warzywkami. Spędziłam z tym wszystkim około godziny, ale było warto. Do tej pory siedzę i wcinam te kolorowe cosiki (głupio trochę, że głównie sama, ale no co ja mogę poradzić?), sos chrzanowy na bazie jogurtu naturalnego bez laktozy jest super, a jogurt został w ostatnich dniach moim BOGIEM (dzięki lidl!) ! Był...

Gdzie ona jest?

Gdzie podziała się ta wesoła i rezolutna dziewoja, która chciała tylko żyć swoim życiem? Gdzieś przepadła i została w jakimś losowym miejscu przeszłości puszczając dalej jedynie tę bardziej rozsądną część osobowości. Rozsądna nie znaczy wcale lepsza o czym boleśnie musiałam się przekonać już nie raz i nie dziesięć, radość z życia nie jest już taka sama jak miesiące i lata temu, nie dążę już do swoich marzeń o sławie i rozpoznawalności. Teraz już tylko przeżyć, a nie żyć. W ramach poszukiwania dawnej siebie chcę wprowadzić kilka zmian w codzienności - ciekawe czy się uda. Kiedyś już próbowałam kilku z tych rzeczy, rezygnowałam z tego dość szybko przez brak motywacji. Czy może tym razem uda mi się dłużej niż kilka tygodni, może uda mi się dłużej niż miesiąc, może będę mała zapał do dbania o wszystko w tym siebie większy niż chwilowy.  Kiedy spełniłabym swoje plany świat byłaby dla mnie wygodniejszy i szybszy. Wtedy mogłabym poznać tych wszystkich ludzi na których patrzę godzinami myś...

Coś się dzieje

Pora zacząć działać w swoim życiu. Teraz to chyba jeszcze poważniejsze niż wcześniej. Teraz nie zaczynam mieszkania na koszt mame, a wspólny z Bartkiem. Zaczęłam pracę w żabce, podobało mi się - jednak po 3 tygodniach wszystko psu w dupe. Niby zmienił się właściciel sklepu i to dlatego, ale no ciul. Stwierdziłam, że jakoś to będzie i wcale nie wyszło źle. Zrobiłam dzięki mame kurs masażu gorącymi kamieniami, zaczęłam produkcję mydeł, kul do kąpieli i kilku innych takich podstawowych kosmetyków. Do tego pracuję w naturze (bardzo spoko drogeria), a w międzyczasie jeszcze mój kochany handpoke. Wszystko się powoli układa, oby tak zostało. Chcę zacząć pisać od nowa, ale to wydaje się tak mało realne, że nie wiem czy się uda. Mam nadzieję stać się ambitna i pewniejsza siebie. Niech życie w końcu się do mnie uśmiechnie