Nie wiem. Serio. Mam ochotę napisać coś tutaj i to nie taką ochotę w stylu, że po prostu napisać, ale w środku czuję ogromną chęć powiedzenia wam czegoś więcej niż zwykle. W planach mam napisanie kolejnego tekstu o cosinusie, bo zaskakuje mnie na każdym zjeździe, w stopniu takim, że ciężko wam to sobie wyobrazić. Jeszcze chcę pokazać wam pewien przepis na mega prosty i smaczny obiad z ziemniaków i cebuli (ale pierw muszę to zrobić raz jeszcze i zrobić zdjęcie zanim zniknie). Chciałabym wspomnieć o mojej nowej miłości jaką jest siłownia, ale nie potrafię na nią sama chodzić. O poczuciu własnej bezużyteczności. Mogę powiedzieć wręcz, że jestem gruba, brzydka i nic mi w życiu nie wychodzi. Ale czy to co czuje w środku będzie prawdą?
Nie wiem.
Będę pisać z telefonu, może będzie lepiej.
Jestem gruba - stanęłam na wadze i zobaczyłam 10 kg więcej niż dwa lata temu, a moje ulubione spodnie (chodzę w nich ponad dwa lata) zaczęły mnie uściskać w brzuchu. Nie łatwo mi to zaakceptować
Jestem brzydka - dawniej mogłam zrobić sobie 10 super zdjęć w ciągu dnia i zastanawiać się, które z nich będzie najlepsze na instagrama. Obecnie nie jestem w stanie zrobić ani jednego, które by mnie zaspokoiło
Nic mi w życiu nie wychodzi - za cokolwiek się biorę zaraz tracę nadzieję, że to ma prawo działać, bo nie jestem w stanie nawet określić swojej pracy jako 'jest ok', a wcale nie chce zeby wyglądało perfekcyjnie, a po prostu dobrze.
Nie umiem nawet zadbać o to, żeby mój york wyglądał jakoś z sensem, bo wiecznie jest potargana.
Obiecałam na instagramie posta na dziś. To jest mega wygodne, bo mam motywację do działania - no w końcu obiecałam publicznie. Dzisiejszy dzień nie jest niczym specjalnym, pobudka o zdecydowanie zbyt wczesnej porze, godzinę później spacer do kuchni no i tu zaczyna się zdecydowana zmiana nastawienia oraz podejścia do wszystkiego, co do tej pory znałam. Zamiast jakiegoś porządnego śniadania, ewentualnie cholernie mocnej kawy w zamian jego grillowałam marchewkę, pokroiłam paprykę, ogórka i zrobiłam dwa sosy do warzywnych przekąsek. W międzyczasie zjadłam 4 grzanki (na każdej plasterek pomidora), zrobiłam kawę, śniadanie dla Pana zapracowanego - zaniosłam i poszłam dalej walczyć z warzywkami. Spędziłam z tym wszystkim około godziny, ale było warto. Do tej pory siedzę i wcinam te kolorowe cosiki (głupio trochę, że głównie sama, ale no co ja mogę poradzić?), sos chrzanowy na bazie jogurtu naturalnego bez laktozy jest super, a jogurt został w ostatnich dniach moim BOGIEM (dzięki lidl!) ! Był...
Komentarze
Prześlij komentarz