Zwykle wszystko działo się dość spokojnie i bez większych niespodzianek. Jednak nie teraz. Coś się zmieniło, coś się stało. Moja codzienność wcześniej była klasyczna - jakaś praca, jakieś sprzątanie, klasyczne spotkania ze znajomymi czy chłopakiem, dłuższa chwila przed laptopem i tak to wszystko się toczyło. Chciałam zmian, ale nie umiałam się do nich zebrać, bo wszystko było jakieś takie nierealne więc rezygnowałam, bo i po co ryzykować skoro prawdopodobnie się nie uda. Jakiś czas temu coś się jednak zmieniło, nie wiem dlaczego, ale tak się stało.
Mieszkam z młodym, z Easther, mame jest u nas niemal codziennie i pasuje mi to, zwłaszcza że bardzo dużo czasu spędzam u Bartka. Wyjeżdżam np. w czwartek rano i wracam w poniedziałek wieczorem, bo tak jest wygodnie. Ostatnio bardzo dużo czasu spędzamy razem, chyba chcemy się przyzwyczaić do siebie na codzień, bo już w styczniu będziemy mieszkać razem. Zaczniemy nowe życie we trójkę - Bartek, ja i nasza mała Easther, nasze wiecznie śpiące i odpoczywające dziecko. Dostaliśmy taką opcję więc skorzystamy, bo czemu nie? Przecież to jest to, o co walczyliśmy od dawna. Kto pamięta początkowe teksty może kojarzyć (na 90% mówiłam o tym), że przeprowadzam się regularnie i że tutaj też długo mieszkać nie będę, no i wykrakałam. Jedyne na co liczę to to, że po przeprowadzce w styczniu kolejna będzie dopiero po wielu wielu latach, co da nam trochę spokoju.
W międzyczasie, kiedy nie pisałam pracowałam np na linii produkcyjnej przy pakowaniu szczoteczek elektrycznych (XD), praca była fajna, wygodna, jedynie odległa od domu o ponad godzinę. Jednak skończyła się po dwóch miesiącach. Czy brakuje mi jej? Może trochę, bo miałam przynajmniej motywację wychodzić z domu. Teraz wszystko jest wygodniej, pomagam mamie w prowadzeniu strony na fb, piszę posty / artykuły, dbam o aktywność na tej stronie dzięki czemu ona jest zadowolona, ja dostaję kawałek grosza w ramach wdzięczności, a mogę siedzieć w domu, grzać plecki o kaloryfer, wysypiać się, spędzać czas z Bartkiem i nie przejmować się tym czy przypadkiem nie złapię przeziębienia podczas drogi do pracy.
Wszystko kręci się w mojej głowie raczej tak dookoła tej zmiany lokum, bo przecież to będzie kolejny przełomowy krok. Obecnie jakoś wszystko się kręci.
Dobra. Miałam wątek, ale przyjechał Bartek, poszliśmy do lidla, pokazał mi Crasha na Switcha, chwilę pograłam i zgubilam wątek z poprzednego akapitu. Jutro chyba opowiem więcej o tym switchu
Mieszkam z młodym, z Easther, mame jest u nas niemal codziennie i pasuje mi to, zwłaszcza że bardzo dużo czasu spędzam u Bartka. Wyjeżdżam np. w czwartek rano i wracam w poniedziałek wieczorem, bo tak jest wygodnie. Ostatnio bardzo dużo czasu spędzamy razem, chyba chcemy się przyzwyczaić do siebie na codzień, bo już w styczniu będziemy mieszkać razem. Zaczniemy nowe życie we trójkę - Bartek, ja i nasza mała Easther, nasze wiecznie śpiące i odpoczywające dziecko. Dostaliśmy taką opcję więc skorzystamy, bo czemu nie? Przecież to jest to, o co walczyliśmy od dawna. Kto pamięta początkowe teksty może kojarzyć (na 90% mówiłam o tym), że przeprowadzam się regularnie i że tutaj też długo mieszkać nie będę, no i wykrakałam. Jedyne na co liczę to to, że po przeprowadzce w styczniu kolejna będzie dopiero po wielu wielu latach, co da nam trochę spokoju.
W międzyczasie, kiedy nie pisałam pracowałam np na linii produkcyjnej przy pakowaniu szczoteczek elektrycznych (XD), praca była fajna, wygodna, jedynie odległa od domu o ponad godzinę. Jednak skończyła się po dwóch miesiącach. Czy brakuje mi jej? Może trochę, bo miałam przynajmniej motywację wychodzić z domu. Teraz wszystko jest wygodniej, pomagam mamie w prowadzeniu strony na fb, piszę posty / artykuły, dbam o aktywność na tej stronie dzięki czemu ona jest zadowolona, ja dostaję kawałek grosza w ramach wdzięczności, a mogę siedzieć w domu, grzać plecki o kaloryfer, wysypiać się, spędzać czas z Bartkiem i nie przejmować się tym czy przypadkiem nie złapię przeziębienia podczas drogi do pracy.
Wszystko kręci się w mojej głowie raczej tak dookoła tej zmiany lokum, bo przecież to będzie kolejny przełomowy krok. Obecnie jakoś wszystko się kręci.
Dobra. Miałam wątek, ale przyjechał Bartek, poszliśmy do lidla, pokazał mi Crasha na Switcha, chwilę pograłam i zgubilam wątek z poprzednego akapitu. Jutro chyba opowiem więcej o tym switchu
Komentarze
Prześlij komentarz